Reklama

W 2026 roku mija dokładnie 30 lat od „pierwszego Krzyku”, który zaliczany jest do grona jednego z najlepszych horrorów w kinematografii. I choć wszystkie jego odsłony, oparte są na tym samym schemacie, każda wciąga i intryguje tak samo. Siódma część kultowej serii, która trafi do kin 27 lutego, zapowiada emocjonalny rollercoaster i bezlitosne zderzenie z przeszłością. Na pierwszym planie ponownie pojawi się Sidney Prescott, a jej powrót oznacza jedno: koszmar jeszcze się nie skończył.

Nowa historia, oparta na starych fundamentach

Tym razem Sidney próbuje prowadzić spokojne życie z dala od dawnych traum, w niewielkim miasteczku, które miało być azylem. Iluzja bezpieczeństwa pęka jednak w momencie, gdy pojawia się kolejny Ghostface, który uderza w coś o wiele ważniejszego, niż „życie” głównej bohaterki. Celem nie jest już ona sama, lecz jej córka. Macierzyństwo nadaje historii zupełnie nowy wymiar, a walka o przetrwanie zmienia się w desperacką próbę ochrony tego, co najcenniejsze. Sidney będzie musiała przejść niemałą metamorfozę, by nie pozwolić zabójcy na nowo zniszczyć tego, co z trudem odbudowała po latach.

fot. Materiały prasowe
fot. Materiały prasowe

Nowa generacja strachu

W „Krzyku 7” twórcy sięgają po sprawdzony, uwielbiany przez fanów zabieg: łączą legendy serii z nową obsadą. Obok Neve Campbell na ekranie znów zobaczymy postacie, które przez lata definiowały to uniwersum: od Courteney Cox i Davida Arquette’a, po Matthew Lillarda czy Scotta Foleya. Ich obecność nie jest jedynie nostalgicznym ukłonem, ale ważnym elementem fabularnej układanki. Równolegle do świata znanych bohaterów wkraczają nowe postacie, niosąc ze sobą świeżą energię i kolejne tajemnice. Młodsza obsada wnosi do filmu nową dynamikę, a widzowie, zgodnie z tradycją serii, nigdy nie mogą być pewni, komu zaufać. W końcu w „Krzyku” każdy może okazać się zarówno ofiarą, jak i sprawcą.

Kevin Williamson znów rozdaje karty, wracając do serii w nowej roli

Za kamerą po raz pierwszy w historii serii stanął Kevin Williamson, scenarzysta z pierwszych części „Krzyku” i jeden z architektów jego fenomenu. Jego powrót to nie tylko symboliczny gest, ale wyraźna deklaracja: nowa odsłona ma czerpać z DNA cyklu, jednocześnie odważnie otwierając go na współczesne emocje i tematy. Williamson doskonale rozumie, co sprawiło, że „Krzyk” stał się czymś więcej niż zwykłym horrorem. To gra z konwencją, napięcie budowane na psychologii postaci i nieustanna niepewność, kto tym razem kryje się za maską. Reżyser zapowiada historię pełną zwrotów akcji, w której przeszłość i teraźniejszość splatają się w niebezpieczny sposób.

Nigdy nie ma tylko jednego zabójcy. Jest nowy zabójca i nowy motyw. Ten element zagadki bardzo kocham w „Krzyku”
skomentował Kevin Williamson

Znowu czekamy, aż zadzwoni telefon

„Krzyk 7” to nie tylko kolejna odsłona slashera, ale także opowieść o konsekwencjach wieloletniej traumy i cenie, jaką płaci się za przetrwanie. Film zapowiada się jako najbardziej emocjonalny w historii serii. Każdy telefon może oznaczać zagrożenie, każda znajoma twarz, kolejną tajemnicę. Przed twórcami naprawdę trudne zadanie, by pokazać motyw Ghostface’a „świeżo” i przy okazji zaimponować ilością ciał i litrami krwi. Tak, by każdy potrafił odpowiedzieć przez telefon na pytanie: jaki jest twój ulubiony horror?

fot. Getty Images
fot. Getty Images
Reklama
Reklama
Reklama