Wszyscy czekają na ten polski thriller Netfliksa. Dlaczego „Kolory zła: Czerń” z Gierszałem budzą tak duże emocje?
Jeszcze przed premierą „Kolory zła: Czerń” zaczynają funkcjonować jako jeden z najbardziej wyczekiwanych polskich filmów Netfliksa. Po sukcesie „Czerwieni” oczekiwania są ogromne, a widzowie coraz głośniej mówią o kontynuacji. Skąd bierze się to zainteresowanie i dlaczego właśnie ten thriller budzi dziś tyle emocji?

Od momentu, gdy Netflix potwierdził powstanie „Kolorów zła: Czerń”, wokół filmu narasta wyraźne napięcie. W mediach społecznościowych, na forach czy w komentarzach pod zapowiedziami platformy ten tytuł pojawia się wyjątkowo często. Choć do premiery zostało jeszcze trochę czasu, już teraz widać, że będzie to jedna z najgłośniejszych polskich produkcji Netfliksa 2026 roku. Skąd aż tak duże zainteresowanie?
Sukces „Kolory zła: Czerwień” mocno podbił poprzeczkę
„Kolory zła: Czerwień” okazały się dla Netfliksa strzałem w dziesiątkę. Film długo utrzymywał się wysoko w rankingach oglądalności, przyciągając nie tylko fanów kryminałów, ale też widzów, którzy na co dzień rzadko sięgają po polskie thrillery. Produkcja była szeroko komentowana, recenzowana i udostępniana, co w przypadku rodzimych tytułów wciąż nie jest normą. To właśnie ten sukces sprawił, że „Czerń” przestała być „kolejną ekranizacją”, a zaczęła funkcjonować jako projekt, od którego Netflix i widzowie oczekują znacznie więcej.
„Kolory zła: Czerń”: mroczniejszy kierunek i zmiana przestrzeni
Nowa odsłona serii ma wyraźnie odciąć się od nadmorskiej scenerii znanej z „Czerwieni”. Akcja przenosi się w rejony Kaszub i mniejszych miejscowości, co już samo w sobie budzi skojarzenia z cięższym, bardziej dusznym klimatem. Zamiast otwartych przestrzeni i letniego pejzażu pojawia się prowincja, lokalne zależności, niedopowiedziane historie i społeczności, w których „wszyscy wszystko wiedzą”. Dla wielu widzów to właśnie ten kierunek jest najbardziej intrygujący, bliższy nordic noir niż klasycznemu kryminałowi.

Jednym z elementów, które najmocniej zapisały się po „Czerwieni”, był prokurator Leopold Bilski. Chłodny, niejednoznaczny, daleki od schematycznego bohatera. Powrót tej postaci w interpretacji Jakuba Gierszała jest jednym z głównych powodów, dla których „Czerń” już teraz generuje zainteresowanie. W nowej historii Bilski trafia w zupełnie inne środowisko i wszystko wskazuje na to, że tym razem sprawa, z którą się zmierzy, będzie miała bardziej osobisty, psychologiczny i moralnie niepokojący wymiar.
Jeden z najbardziej wyczekiwanych polskich filmów 2026
„Kolory zła: Czerń” pojawiają się w momencie, gdy Netflix coraz mocniej inwestuje w polskie thrillery i seriale kryminalne. Buduje wizerunek miejsca, gdzie widz może dostać nie tylko komedie czy obyczajówki, ale też kino gatunkowe na wysokim poziomie produkcyjnym. W tym kontekście „Czerń” staje się czymś więcej niż tylko kolejnym filmem. To swego rodzaju test, czy rodzima seria kryminalna może stać się rozpoznawalną marką międzynarodowej platformy, a nie jednorazowym sukcesem. Choć nie znamy jeszcze dokładnej daty premiery, film już teraz funkcjonuje jako tytuł, na który „się czeka”. A to status, który niewiele produkcji zyskuje na tak wczesnym etapie. Jeśli twórcy utrzymają ciężki klimat, mocną obsadę i nie pójdą w stronę bezpiecznych schematów, „Kolory zła: Czerń” mają realną szansę stać się jednym z najgłośniejszych polskich thrillerów ostatnich lat.

