Reklama

Choć kojarzymy ją z najdroższą torebką świata, Jane Birkin w kwestii urody była absolutną minimalistką. Przez lata szukała zapachu, który nie byłby „perfumowany”. Tak powstała legenda L'Air de Rien, aromat zakurzonych książek i wspomnień, który do dziś uchodzi za jeden z najbardziej intymnych zapachów w historii. Gdybyśmy miały wskazać jedną osobę, która zdefiniowała french chic, byłaby to Brytyjka. Jane Birkin, ze swoimi potarganymi włosami, koszykiem w ręku i nonszalanckim podejściem do luksusu, stała się muzą dla pokoleń. Jednak jej relacja z zapachem była... skomplikowana.

Jane Birkin: „Nienawidzę zapachu perfum”

To wyznanie Jane mogło zaskoczyć wielu. Ikona przyznawała, że tradycyjne, kwiatowe i ciężkie kompozycje ją przytłaczają. Zanim znalazła swój ideał, przez dekady była wierna męskim nutom. Jej pierwszym wyborem był Jicky od Guerlain, rewolucyjny, lawendowy zapach z 1889 roku, który uwielbiał też jej partner, Serge Gainsbourg. Jane kochała go za to, że był androgyniczny, ziołowy i daleki od przesłodzonych flakonów, które oferowano kobietom w latach 70.

Zapach starej biblioteki we flakonie

Przełom nastąpił w 2006 roku, kiedy Jane spotkała Lyn Harris, założycielkę niszowej marki Miller Harris. Birkin postawiła przed nią karkołomne zadanie. Stworzyć perfumy, które pachną tak, jakby ich nie było. Tak narodziło się L’Air de Rien (co dosłownie oznacza „powietrze niczego” lub „od niechcenia”). Jane chciała zamknąć w butelce zapach zakurzonych bibliotek, starego papieru, skóry, domu jej brata, tytoniu i nostalgii. Efekt? Kompozycja oparta na piżmie, mchu dębowym, ambrze i wanilii, która na każdym pachnie inaczej. To zapach „brudny”, ale w najbardziej zmysłowy i elegancki sposób, jaki możecie sobie wyobrazić.

Lair_de_rien_square
mat. prasowe

Sekretny trik Jane, czyli perfumowana torebka

W świecie beauty krąży legenda, że Jane Birkin, ikona francuskiego szyku, traktowała swoją legendarną torbę jak flakon perfum, wylewając esencję prosto na jej skórzane dno. Choć obraz ten idealnie pasuje do jej nonszalanckiego stylu, prawda jest nieco bardziej subtelna, choć równie fascynująca. Birkin rzeczywiście dbała o to, by jej wnętrze pachniało, ale robiła to za pomocą aromatycznych saszetek przywiązanych do kluczy, tworząc intymną aurę przy każdym sięgnięciu po drobiazgi. Jej prawdziwy trik? Zamiast spryskiwać szyję, aplikowała perfumy pod kolanami. Dzięki temu aromat nie „atakował” rozmówcy, lecz unosił się delikatną, magnetyczną smugą podczas ruchu. „Nie lubię perfum, które wchodzą do pokoju przed tobą”, mawiała z rozbrajającą szczerością, definiując tym samym nową erę dyskretnego luksusu. Dziś te wartości ucieleśnia L’Air de Rien, zapach stworzony wspólnie z marką Miller Harris. To kompozycja kultowa, pachnąca kurzem starych bibliotek, domowym ciepłem i wolnością. To manifest paryskiej bohemy, który na skórze każdego układa się inaczej. To nie są perfumy dla wszystkich i dokładnie o to Jane Birkin chodziło...

Jeśli te perfumy nie przypadły ci do gustu, zerknij też na poniższe propozycje. Na pewno znajdziesz coś dla siebie:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...