Reklama

Jelly Job to błyszczyk, który odkryłam zupełnie przypadkiem, a zwróciłam na niego uwagę, gdy zobaczyłam, że optycznie powiększa usta. „Badając” dalej temat, ustaliłam, że daje intensywny, szklany połysk z lekką, żelową konsystencją. Już przy pierwszej aplikacji zwróciłam uwagę na jego formułę, która otula usta niczym delikatna galaretka, ale nie klei się i nie daje uczucia ciężkości. To ogromny plus, zwłaszcza jeśli tak jak ja, nie znosicie lepkości, która odbiera komfort noszenia takich kosmetyków.

Szklane usta skąpane w wiśniowej galaretce

Jaki uzyskałam efekt? Moje usta wyglądają na gładsze, bardziej miękkie i wyraźnie pełniejsze. To subtelne „powiększenie” nie jest przesadzone, raczej świeże i naturalne. Dokładnie takie, jakie chciałam osiągnąć. Oczywiście kosmetyk nie zastąpi profesjonalnego zabiegu, ale na pewno jest efektownym eksperymentem, którego działanie można realnie zauważyć.

Ogromnym atutem jest także gama kolorystyczna. Jelly Job dostępny jest aż w 16 odcieniach. Od delikatnych, niemal transparentnych nudziaków, przez romantyczne róże, błyszczące brzoskwinie, aż po bardziej wyraziste, soczyste czerwienie. Dzięki temu bez problemu można dopasować kolor do nastroju, stylizacji czy okazji. Na walentynkową kolację wybieram klasyczny, wiśniowy ton, który podkreśla naturalny kolor ust i pięknie odbija światło.

fot. Materiały prasowe
fot. Materiały prasowe

Jelly Job przyciąga obłędnym zapachem

A skoro o wiśni mowa, zapach to kolejny element, który mnie skusił. Subtelna, słodka nuta soczystej wiśni sprawia, że aplikacja staje się małym rytuałem przyjemności. Uwielbiam takie detale w makijażu. Formuła błyszczyka została wzbogacona o olejek wiśniowy oraz kompleks peptydów, które wspierają wygładzenie ust i poprawiają ich wygląd. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że moje usta są mniej podatne na przesuszenie, a drobne linie stają się mniej widoczne. To nie tylko efekt wizualny, ale realne wsparcie pielęgnacyjne – coś, czego coraz częściej oczekuję od kosmetyków kolorowych.

Na uwagę zasługuje także aplikator w formie miękkiej szpatułki. Idealnie dopasowuje się do kształtu ust i pozwala równomiernie rozprowadzić produkt bez wychodzenia poza kontur. Jedno pociągnięcie wystarcza, by uzyskać intensywny efekt „glass lips”, idealnie gładkiej, lśniącej tafli.

Nie tylko na Walentynki

Jelly Job świetnie sprawdza się solo, kiedy zależy mi na świeżym, naturalnym makijażu. Często nakładam go też na konturówkę lub ulubioną pomadkę, by dodać im głębi i blasku. W walentynkowym wydaniu łączę go z delikatnie podkreślonym okiem i rozświetloną cerą, pozwalając ustom zagrać pierwsze skrzypce.

Dlaczego mam go w swojej kosmetyczce? Bo zdecydowanie jest uniwersalny, efektowny i komfortowy jednocześnie. Daje natychmiastowy rezultat, pachnie obłędnie i sprawia, że usta wyglądają jak stworzone do pocałunków. W mojej selekcji walentynkowych hitów Jelly Job zajmuje wysokie miejsce. Tej wiosny (i nie tylko w Walentynki) warto mieć takiego sprzymierzeńca pięknych ust. Na wizaz.pl przeczytałam, że wy też go uwielbiacie:

Błyszczyk ma przyjemną formułę, nie jest gęsty i lepki. Zostawia piękną gładką taflę. Silikonowy aplikator rzeczywiście jest precyzyjny i wygodny. Sam błyszczyk ma mocny słodki, wiśniowy zapach. Trwałość w porządku jak na błyszczyk, wiadomo po jakimś czasie się wchłania. Natomiast wybór kolorystyczny myślę, że jest bardzo zadowalający.
napisała jedna z użytkowniczek.

Spodobał ci się? Mogę polecić ci jeszcze inne!

Reklama
Reklama
Reklama