Po tym koreańskim serum z PDRN podkład idzie w odstawkę. Rozświetla cerę, wygładza papierowe zmarszczki i napina cerę
Kolejne serum, które udowadnia, że koreańska pielęgnacja jest warta wypróbowania. Pochodzi z asortymentu marki Medicube, która w ostatnim czasie cieszy się coraz większą popularnością na Tiktoku, Instagramie oraz wśród redaktorek beauty.

Medicube PDRN Pink Peptide Serum, bo to o nim dokładnie mówimy, zwróciło moją uwagę połączeniem składników, które coraz częściej pojawiają się w nowoczesnej pielęgnacji. A ja bardzo nie lubię kosmetycznej „nudy” i zawsze doceniam marki, które starają się inspirować najnowszymi doniesieniami ze świata kosmetologii. Dla kogo będzie najlepsze i na jakie realne efekty możemy liczyć?
Koreańskie serum Medicube PDRN Pink Peptide Serum
Serum ma lekką żelowo-kremową formułę, która z łatwością rozprowadza się po skórze i nie zostawia ciężkiej warstwy. To ważne szczególnie wtedy, gdy używam kilku kroków pielęgnacyjnych (tak charakterystycznych dla orańskich rytuałów piękna) i nie chcę efektu przeciążenia. Będzie też dobrym rozwiązaniem na upalne dni, które nadchodzą wielkimi krokami. Uważam, że serum może dobrze sprawdzi się także przy cerach mieszanych i tłustych, które często źle reagują na bogate kosmetyki przeciwstarzeniowe.
Przejdźmy jednak do działania. Już po kilku chwilach od aplikacji daje przyjemne uczucie nawilżenia, ale bez lepkości. Pojawia się także widoczne rozświetlenie skóry, które sprawia, że twarz wygląda na promienną, wypoczętą i świeża. Dodatkowo serum zapewnia efekt tzw. plumpy skin, czyli wyczuwalnego i widocznego „napompowania” cery od środka. Przy kilku aplikacjach możemy z kolei liczyć na wyraźne wygładzanie tekstury cery, znikają papierowe zmarszczki i chropowatość skóry. Dodatkowo widać też wyraźne ujędrnienie i „uniesienie” cery, czyli efekt subtelnego liftingu.
Co więcej, naturalny kolor cery staje się wyrównany, a zaczerwienienia wynikające z podrażnienia czy przesuszenia są ukojone. Twarz wygląda tak, jakby przeszła właśnie zabieg bankietowy w salonie SPA. Aż nie chce się nakładać na nią makijażu!
Nowoczesny skład serum
Zaczęłam od zachwytu formułą tego serum, dlatego teraz zobaczmy, co dokładnie kryje się w tej różowej buteleczce.
- Niacynamid — wspiera wyrównanie kolorytu, pomaga ograniczać widoczność przebarwień i wzmacnia barierę hydrolipidową.
- PDRN 1% — składnik o działaniu regenerującym i nawilżającym, kojarzony z poprawą elastyczności skóry.
- Adenozyna — często stosowana w kosmetykach przeciwzmarszczkowych ukierunkowanych na zmarszczki mimiczne.
- Kompleks 5 peptydów — wspiera działanie wygładzające i ujędrniające.
Taka formuła sprawdzi się również w pielęgnacji cer dojrzałych, szarych czy pozbawionych blasku. Warto też po nią sięgnąć zawsze wtedy, gdy widzimy, że bariera hydrolipidowa potrzebuje regeneracji i odbudowy.
Koreańska pielęgnacja dla zmęczonej cery
A jeśli chcecie zaserwować swojej cerze prawdziwą ucztę pielęgnacyjną w koreańskim stylu, nałóżcie na noc serum, a na nie ujędrniającą maskę Bouncy&Firm Sleeping Mask kultowej już marki LANEIGE. Ran obudzicie się z buzią mięciutką w dotyku, ukojoną i przyjemnie napiętą. Zapewniam was, że nawet jeśli zdecydujcie się nałożyć o poranku makijaż, będzie on wyglądał o niebo lepiej.
Nadchodzi czas wakacji, dlatego nie zapominajmy też o kremie z filtrem. W tym przypadku także mamy do wyboru wiele produktów spod szyldu Made in Korea. Osobiście jestem fanką Relief Sun: Rice + Probiotics SPF50+ BEAUTY OF JOSEON. To produkt leciutki jak piórko, który doskonale sprawdzi się w czasie upałów. Nie bieli, nie ściąga buzi, działa kojąco i lekko nawilżająco.
A jeśli szukacie idealnie lekkiego kremu na dzień, polecam Krem Vital Hydra Solution Hydro Plump Water Cream kolejnej kultowej koreańskiej marki Dr. Jart+. Cudownie nawilża, wygładza i ujędrnia skórę, ale nie zostawia ani grama tłustego filtru. Cera wygląda na zadbaną, świeżą i dobrze wypielęgnowaną.