Reklama

Maja Bohosiewicz odkryła nowy, intrygujący zapach dzięki swojej campingowej koleżance, Aleksandrze Jarnodzik (@aleksandrajarnodzik). Aleksandra słynie z wyszukiwania unikalnych perełek i to właśnie jej polecenie skierowało uwagę gwiazdy na francuską markę niszową Etat Libre d’Orange. Maja absolutnie zachwyciła się ich kultową, wielowymiarową kompozycją Hermann à Mes Côtés Me Paraissait Une Ombre.

Hermann à Mes Côtés Me Paraissait Une Ombre..., czyli zapach z mroczną tajemnicą

Mowa o kompozycji od paryskiego domu perfumeryjnego Etat Libre d’Orange o niezwykle poetyckiej i długiej nazwie, Hermann à Mes Côtés Me Paraissait Une Ombre. Zapach powstał w 2015 roku, a inspiracją do jego stworzenia stał się wiersz Victora Hugo: „Co myśleli dwaj jeźdźcy w lesie”. Sama nazwa perfum to bezpośredni cytat z tego dzieła, który w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Hermann u mojego boku wydawał mi się cieniem”. Ta literacka metafora idealnie zapowiada charakter kompozycji. To zapach typu unisex, który zdecydowanie nie należy do klasycznych, słodkich czy kwiatowych propozycji, jakich pełno na drogeryjnych półkach. Sama butelka to mistrzowska gra kontrastów. Na pierwszy rzut oka zaskakuje minimalistyczną, surową formą z ciężkiego, przezroczystego szkła o ostrych, geometrycznych liniach. Prawdziwe szaleństwo dzieje się jednak na jej froncie. Flakon zdobi znak rozpoznawczy marki, trójwymiarowa, okrągła kokarda, rozwijająca się dumnie w wyrazistych barwach francuskiej flagi. Ten awangardowy, pop-artowy element wygląda niczym zadziorna przypinka lub nowoczesny medalion. Sprawia on, że flakon natychmiast hipnotyzuje wzrok na półce i zapowiada, że w środku kryje się coś absolutnie niebanalnego, co wymyka się wszelkim schematom. Maja Bohosiewicz oszalała na ich punkcie:

Pachną luksusowo, uniseksowo, kościołem, księdzem, są takie kadzidłowe, ciężkawe, naprawdę genialne.
podkreśla Maja Bohosiewicz.

W czym tkwi wyjątkowość zapachu Etat Libre d’Orange?

To niezwykle poetycka kompozycja typu unisex, która całkowicie odcina się od nudnych, słodkich aromatów. Główną rolę gra tu chłodna, wręcz lodowata róża, daleka od swojej tradycyjnej, ogrodowej słodyczy. Została ona zatopiona w mrocznym, dymnym kadzidle oraz głębokiej, ziemistej paczuli. Całość tworzy niezwykle sugestywny obraz gęstego lasu po intensywnej ulewie, w którym unosi się zapach wilgotnej gleby zmieszany z soczystym, cierpkim akcentem czarnej porzeczki. Nowoczesne cząsteczki nadają wszystkiemu krystaliczną, ozonową świeżość powietrza po burzy. To zapach intrygujący i niesamowicie oryginalny. Nic więc dziwnego, że niszowe perfumy od Etat Libre d’Orange zyskały w Polsce ogromną rzeszę nowych fanek, gotowych by pachnieć jak „cień Hermanna”.

Jeśli te perfumy nie przypadły ci do gustu, zerknij też na poniższe propozycje. Na pewno znajdziesz coś dla siebie:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...