Nigdy nie będziemy popierać hejtu. W żadnej formie. A niestety dziś krytykowanie, nawoływanie do nienawiści, wytykanie komuś wad i błędów w Internecie jest na porządku dziennym. Rzadziej zdarza się to w kontakcie bezpośrednim, w „realu”. Użytkownicy w sieci czują się bezkarnie, często są anonimowi, zachowują dystans od obrażanej osoby, więc pozwalają sobie na wiele i – zdecydowanie – na więcej. W najnowszym numerze Glamourpsycholog Igor Rotberg w rozmowie z Angeliką Kucińską o hejcie, hejterach, ale także ofiarach ich ataków, podkreśla, że każda przemoc – czy to werbalna czy fizyczna – krzywdzi tak samo, tak samo rani i boli. Dlatego należy skończyć z mówieniem „to tylko komentarz”, „to tylko wiadomość”. W innym wypadku skutki mogą być tragiczne. Osoby, które padają ofiarami hejtu w Internecie i stają się obiektem mowy nienawiści, odczuwają tego długofalowe konsekwencje. Spada im poczucie własnej wartości, za to podwyższa się poziom hormonu stresu, co może prowadzić do bezsenności i bólów głowy. Zaczynają się stany lękowe, depresja i w najgorszym wypadku myśli i próby samobójcze. Zastanówcie się więc dwa razy, jeśli kiedykolwiek napiszecie gdzieś w Internecie „jesteś brzydka” lub „jesteś gruba”. Poniżanie innych z powodu wyglądu nigdy nie było i nie będzie ok, a wciąż jest jednym z najczęściej spotykanych rodzajów hejtu.

Tym zdjęciem Alicia Keys bez użycia słów przekazała wszystkim kobietom szalenie ważną wiadomość!
 

Body-shaming - co to znaczy, co to jest i dlaczego należy z tym skończyć?

Określenie to powstało z połączenia dwóch angielskich słów body i shaming, czyli ciało i zawstydzanie. W polskim słownictwie funkcjonuje od niedawna, ale tylko w wersji oryginalnej, nie ma swojego krótkiego i dosłownego odpowiednika. Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy body-shaming jako „działania mające na celu poniżenie, zawstydzenie lub ośmieszenie kogoś z powodu jego wyglądu”. Od razu na myśl przyszły Wam osoby otyłe, z nadprogramowymi kilogramami? Body-shaming dotyczy każdego z nas. Obiektem żartów i poniżania może być wzrost, waga, kolor włosów, czy ogólny wygląd. Nie tylko to, czy ktoś waży za dużo, ale także... za mało.
 

Instagramowa influencerka pokazuje, że body-shaming ma wiele twarzy

Znana influencerka plus size Sarah Tripp, którą na Instagramie obserwuje ponad 440 tysięcy osób, już na samym początku swojej internetowej działalności ze swoich kobiecych i okrągłych kształtów uczyniła znak rozpoznawczy. Do dziś każdego dnia przekonuje dziewczyny by te, pokochały siebie takimi jakie są. W jednym z ostatnich postów zawarła skierowane do nich specjalne przesłanie.

Oto kolejny dowód na to, że Instagram obniża naszą samoocenę

W połowie lutego Sarah na Instagramie opublikowała zdjęcie ze swoją przyjaciółką, na którym obie pozują w różowych kostiumach kąpielowych. Niby nic nadzwyczajnego (dwie ładne i uśmiechnięte dziewczyny nad basenem), ale post w błyskawicznym tempie stał się viralem. Wszystko za sprawą opisu, który jest najdosadniejszym wytłumaczeniem body-shamingu w Internecie, ale równocześnie – najbardziej pozytywną wiadomością dla wszystkich dziewczyn, które nie akceptują swojego ciała.

Sarah podzieliła się z obserwatorkami zdjęciem swojej przyjaciółki Dani Austin, która nosi magiczny rozmiar 0. Influencerka napisała, że choć koleżanka ma naturalnie bardzo szczupłą sylwetkę, wielokrotnie spotkała się z nieprzychylnymi komentarzami (sama prowadzi konto z ponad 200 tys. obserwujących) w stylu: „ona jest anorektyczką”, albo „wygląda jakby musiała coś zjeść”. Dla Tripp to przede wszystkim piękna, silna i zdrowia kobieta, ale nie ciało w jej przypadku jest najważniejsze. Dani ma szalenie dobre serce, tworzy z mężem udany związek, prowadzi własną firmę, a do tego jest jedną z najbardziej autentycznych blogerek. Ale tego wszystkiego nie widzą już hejterzy.

Sarah, która nosi rozmiar 12, także przez lata była poniżana z powodu swojego wyglądu. Internauci pisali jej, że jest chora, gruba i dla nikogo nie powinna być wzorem do naśladowania. Dziś wie, że poczucie własnej wartości to dla niej nie rozmiar jeansów czy to, co ludzie powiedzą na jej temat. Influencerka apeluje więc do innych dziewczyn, by zaprzestały body-shamingu i były dla siebie miłe zarówno online, jak i w normalnym życiu. Bo słowa mają moc, więc jeżeli możecie – sprawcie, by niosły pozytywny przekaz.

Zobacz także: Sekspozytywny alfabet by G'rls ROOM - S jak slut-shaming. Co to znaczy?