Kto najczęściej zadaje narzeczonym mało komfortowe pytania?

Nie ma reguły – to kwestia taktu, jak w każdej innej dziedzinie życia. Nie każdy jednak jest na takie pytania i sugestie przygotowany. To naprawdę trudna materia dla młodych ludzi przygotowujących – często pierwsze – tak duże wydarzenie w swoim życiu. Tymczasem okazuje się, że pary zamiast mieć z tego wielką przyjemność, i tak przecież okupioną wystarczającym stresem, często próbują nagiąć się do oczekiwań otoczenia. Rezygnują w ten sposób z prawa do organizacji własnego ślubu i wesela – tak jak sobie to wymarzyli.

Naprawdę w tych czasach jeszcze ktoś kwestionuje prawo do decyzji pary o tym, kiedy i w jakich okolicznościach wejdzie w związek małżeński?

To nie do końca kwestia czasów, ale – jak wspomniałam – kwestia manier, ale i charakteru relacji w rodzinie. Jeśli młody człowiek nie zdążył jeszcze wyfrunąć z gniazda lub nie uzyskał pełnej niezależności finansowej, takie naciski należą po prostu do… tradycji. Nie wiem w tej chwili, jak inaczej można to trafnie określić.

Nie narzekajmy jednak aż tak bardzo – młodzi ludzie, dzięki szerokiemu dostępowi do internetu są dziś bardzo świadomi. Umieją nie tylko zadbać o to, aby zorganizować sobie wesele marzeń, ale i być asertywnymi. Na szczęście do rzadkości należą już dziś sytuacje, w których wybór ślubu cywilnego zamiast konkordatowego wywoływałby oburzenie w otoczeniu pary. Podobnie jest ze ślubem, kiedy dzieci pary mogą podążać za nimi. To wyjątkowo uroczy widok, a jakie wspomnienia dla tych maluchów na przyszłość!

Czy zdarza się, że to najbliżsi wywierają presję?

Niestety tak. Zdarza się nawet, że są to rodzice, którzy – finansując wesele – chcą zachować prawo do ostatecznych decyzji zakupowych i organizacyjnych. To jednak nie jest kwestia wyłącznie nasza, lokalna. W wielu społeczeństwach takie sytuacje mają miejsce – choć różne są ich podstawy. W rodzinach wielopokoleniowych na południu Europy, gdzie seniorzy mają bardzo silną pozycję i cieszą się ogromnym szacunkiem bliskich, opiniują większość decyzji życiowych swojego „gniazda”. I oczywiście wszędzie tam, gdzie system patriarchalny ma się dobrze. Ale to temat bardziej kulturoznawczy niż obyczajowy.

Nie chcę przy tym oceniać. Mogę powiedzieć, na co skarżą się nasi czytelnicy i niemało osób biorących udział w dyskusjach w grupach ślubnych w mediach społecznościowych. Narzekają na bliskie osoby, które chcą silnie wpływać na narzeczonych, aby ślub i wesele miały bardziej tradycyjną formę. Na naciskających, aby zaprosić osoby, których młodzi nie widzieli nigdy w życiu. Członkowie bliższej i dalszej rodziny potrafią ingerować praktycznie w każdy aspekt organizacji ślubu i wesela. Jeśli miałabym coś doradzić, to na pewno, żeby rozmawiać. To podstawa każdego kompromisu. Na pewno jednak samodzielność w opłaceniu organizacji wielkiego dnia pomaga w tym, aby móc nie brać pod uwagę zbyt dużej ingerencji otoczenia w pomysły i ich realizację.

A co z modą, trendami? Czy młode pary często są ich ofiarami?

Nie mam takiego poczucia. Oglądając zdjęcia fotografów, którzy przesyłają je do nas, aby poddać je ocenie naszej i czytelników – tak zwane TOP10 w kategorii reportaż i plener, widzę naprawdę różnorodne stylizacje. Wspaniałe pomysły na zdjęcia plenerowe, pokazujące fragment życia zakochanej pary, i stroje, które podkreślają charakter panny młodej i pana młodego. Uważam, że Polki i Polacy są pod tym względem naprawdę kreatywni. A kwestia ulegania modzie? Żyjemy w czasach, w których nie ma rzeczy niemodnych. Świetnie widać to po modowych influencerach, którzy łączą topowe marki z elementami garderoby z lumpeksów. Może styl boho faktycznie jest takim, który utrzymuje się w pierwszej trójce trendów ślubnych i weselnych od kilku lat. Daje on jednak tak dużą dowolność interpretacji, że można zorganizować dziesiątki ślubów i przyjęć, nie dublując pomysłu ani razu. [śmiech]

Osobiście, jestem zachwycona tym, jak wspaniale kobiety potrafią podkreślać atuty swojej sylwetki i urody. Możliwe, że to często zasługa sztabu ludzi pracujących na wizerunek panny młodej – specjalistów z salonów mody ślubnej, wizażystek, fryzjerów, stylistek. Ale przecież bez zgody panny młodej i jej swobody w zachowaniu w stworzonej stylizacji nie byłoby tak zachwycającego efektu.

Nie wszyscy mają na to środki, ale i chęć powierzania swojego wyglądu choćby najlepszym specjalistom. Ma pani jakieś porady dla nich?

Najważniejsze, moim zdaniem, to tak planować stroje i dodatki, aby czuć się bardziej odświętnie niż na co dzień, ale nadal pozostać w stylu, w którym nosimy się na co dzień. Prezentowaliśmy już śluby i wesela par, które nie rezygnowały z codziennych upodobań – i na przykład do ślubu poszły w skórzanych ramoneskach czy w stylu hip-hopowym.

Nawet w najbardziej szykownym stroju można umiejętnie przemycić elementy własnego stylu, swojej osobowości. O ile nie przekraczamy granic dobrego smaku, nie naruszamy powagi wydarzenia, to nie ma ryzyka, że dopuścimy się jakiejś stylistycznej zbrodni. Choć osobiście jestem zwolenniczką zasady – im mniej, tym więcej. Przesyt rzadko pomaga.

A co z menu, dekoracją sali, muzyką na weselu? No i z listą gości… Słuchać porad rodziców, dziadków i znajomych, czy niekoniecznie?

Oczywiście, że słuchać! Przecież będą naszymi gośćmi na weselu. Główna zasada savoir-vivre'u dotycząca organizacji wesel jest taka, że przyjęcie jest ukłonem w stronę gości. Dlatego zapraszać na nie warto osoby, z którymi łączy nas na co dzień jakaś relacja. W wielu rodzinach jednak może mieć miejsce sytuacja, w której rodzicom młodych czy seniorom rodu może zależeć na zaproszeniu na wesele ich dzieci osób, z którymi to oni utrzymują kontakt od lat. Ostateczna decyzja powinna zostać podjęta wspólnie. Warto jednak podkreślić, że para na weselu ma czuć się swobodnie – to jej dzień i nic nie powinno tego zakłócać.

Co do menu i muzyki – sprawdzony lokal, dobry zespół to podstawa. Dzięki ich doświadczeniu można odpuścić nieco analizę tego, co dla kogo z gości będzie dobre i miłe. Wystarczy, że będą wiedzieli, ilu gości, w jakim przedziale wiekowym i – mniej więcej – o jakich upodobaniach co do zabawy będziemy mieli na swoim weselu.

Dekoracje? Mhm… O ile nie będą to wstążki od balonów czy inne śliskie elementy na podłodze, a elementy aranżacji stołów nie sprawią, że goście nie będą mogli widzieć nawzajem swoich twarzy lub swobodnie konsumować poczęstunku, nie widzę większych ograniczeń. [śmiech]

A bardziej na serio – pomysły na aranżacje sali z wulgaryzmami (widziałam i takie), kiczowate czy pozbawione uroku nie cieszą się raczej popularnością, więc nikt z gości nie powinien czuć się wyglądem wnętrza urażony. Mnóstwo par korzysta z inspiracji z portali ślubnych, Instagrama, Pinteresta. I skoro to się sprawdza, to po co wyważać otwarte drzwi? [śmiech]