Czym jest BMI

BMI (Body Mass Index) można nazwać kalkulatorem, który w teorii pozwala szybko obliczyć prawidłową masę naszego ciała. Wskaźnik ten został opracowany w 1832 roku (!) przez belgijskiego statystyka Adolf Queteleta, który uważał, że masa ciała rośnie w zależności od wzrostu danej osoby. I tak, chcąc obliczyć swoje BMI, należy podzielić swoją masę ciała (w kilogramach) przez swój wzrost (w centymetrach) podniesiony wcześniej do kwadratu.

Choć klasyfikacja BMI została opracowana wyłącznie dla dorosłych i nie może być stosowana u dzieci, to doskonale pamiętam, jak w gimnazjum wraz z koleżankami miałyśmy obsesję na obliczaniu swojego BMI i sprawdzaniu, czy jest OK. Podobnie jak w ogóle wydawało nam się, że wciąż powinnyśmy się odchudzać, ćwiczyć i tak dalej, bo dorastałyśmy mocno obciążone nierealnymi standardami piękna. BMI jednak było czymś bardzo powszechnym i kluczowym w naszym pojęciu. Pisały o nim magazyny dla kobiet i nastolatek w latach 00. Tymczasem, jak to z takimi uproszczonymi narzędziami bywa, wskaźnik BMI nie jest doskonały, a wręcz może być szkodliwy, jak ostatnio słyszymy. W dodatku jest już, nie ma co ukrywać, dość archaiczny!

Chociażby rząd w Wielkiej Brytanii na podstawie raportów na temat zaburzeń odżywiania i lęków związanych z własnym obrazem ciała, trudnościami w samoakceptacji, zaczął rozważać zaprzestanie stosowania wskaźnika BMI, np. przez placówki medyczne, w celu stwierdzenia, czy czyjaś waga jest prawidłowa. Sam wskaźnik BMI nie jest wystarczający, potrzeba o wiele więcej danych, pomiarów, badań, zwłaszcza by uznać, czy czyjaś masa ciała ma wpływ na problemy zdrowotne lub nie. 

Specjaliści i specjalistki z Komisji ds. Kobiet i Równości w Wielkiej Brytanii doszli do wniosku, że wykorzystywanie wskaźnika BMI przyczynia się do problemów zdrowotnych, takich jak zaburzenia odżywiania, zakłócając wizerunek ciała i zachęcając do stygmatyzacji społecznej. Zamiast tego proponują podejście „zdrowie w każdym rozmiarze”, które przedkłada rzeczywiste zachowania prozdrowotne nad korektę wagi.

Co z tym BMI - ekspertka odpowiada

Bardzo nas temat wskaźnika BMI zainteresował, bo faktycznie swego czasu panował wręcz jego kult. Chciałyśmy więc wiedzieć, co na polskim podwórku sądzi się na jego temat. Dlatego zapytałam ekspertkę o to, jakie jest podejście do tego narzędzia z – pozwólcie, że przypomnę – 1832 roku 

Niestety nie pamiętam już gdzie, ale wiem, że gdzieś przeczytałam bardzo trafny nagłówek: „BMI – Bardzo Mylący Indeks” – mówi mi Magdalena Hajkiewicz-Mielniczuk, psychodietetyczka, która prowadzi bloga wiem-co-jem.pl oraz działa w mediach społecznościowych. – Uważam, że to dobrze oddaje istotę problemu, jaki mamy aktualnie z tym wskaźnikiem. Rozpatrzmy na przykład taką sytuację, kiedy mamy dwóch mężczyzn ważących 100 kg przy 180 cm wzrostu. Jeden z nich od 10 lat trenuje na siłowni i ma bardzo rozwiniętą muskulaturę oraz niski poziom tkanki tłuszczowej. Drugi – wysoki procent tkanki tłuszczowej i niski procent masy mięśniowej. Ich sylwetki różnią się diametralnie. A jednak według wskaźnika BMI każdy z nich wypada tak samo. To pokazuje, że próba sklasyfikowania wszystkich ludzi jedną miarą nie zdaje egzaminu – podkreśla moja rozmówczyni.

– Innym problemem jest to, jaką wagę zaczęliśmy jako społeczeństwo, do miar przykładać. Każdy z nas jest inny. Mamy inną budowę ciała, inną sytuację życiową, inne nawyki, inne natężenie obowiązków, inną ilość wolnego czasu, inną pracę etc. To wszystko wpływa nie tylko na to, jak układa się nasz życie, ale również na nasz wygląd.

Kultura porównywania się do innych i wpasowywania się w jeden właściwy schemat sprawiła, że zapomnieliśmy o tym, że inni ludzie NIE stanowią dla nas ŻADNEGO punktu odniesienia, a wygląd sylwetki wcale nie przekłada się na zdrowie.

Niejednokrotnie zdrowiej dla nas będzie mieć nieco więcej tkanki tłuszczowej, ale dobrze spać, nie wymagać od siebie ogromnego wysiłku i nie trzymać się sztywnych zasad niż mieć instagramową sylwetkę, której utrzymanie rujnuje nasze zdrowie psychiczne. Jako psychodietetyk zachęcam do znalezienia równowagi. Z jednej strony nie możemy się oszukiwać, że nadmierna masa ciała nie ma wpływu na nasze zdrowie, bo ma. Z drugiej strony niski poziom tkanki tłuszczowej wcale nie gwarantuje tego, że będziemy zdrowi, bo do jej utrzymania zmuszamy się np. do głodówek, które nam nie służą. Dlatego zdecydowanie bardziej zachęciłabym wszystkich do indywidualnej oceny tego, jaka masa ciała będzie dla nas najbardziej optymalna (zarówno pod kątem psychicznym, jak i fizycznym), niż do dążenia, aby za wszelką cenę wpisać się w ramy tego (niejednokrotnie mylącego) wskaźnika.