Zmysły kojarzą nam się z sensualnością. Mówimy o nich w kontekście afrodyzjaków, zapominając, że odgrywają kluczową rolę w naszym codziennym poczuciu bezpieczeństwa. Współczesny człowiek doświadcza przebodźcowania zmysłowego na każdej płaszczyźnie. Kakofonia zapachów, dźwięków i obrazów buduje w nas permanentne napięcie. I zamiast pochylić się nad harmonią wszystkich zmysłów, często przytłaczamy się jednym na rzecz drugiego. W efekcie znajdujemy się w okulocentrycznym punkcie, gdzie świat odbieramy głównie wzrokowo, dziwiąc się, skąd w nas globalny głód skóry

Klasyfikacja zmysłów

Tradycyjnie wyróżniamy pięć zmysłów: dotyk, słuch, węch, smak i wzrok. Nauka cały czas rozpoznaje kolejne, takie jak nocycepcja (odczuwanie bólu skóry, stawów i narządów), zmysł temperatury czy równowagi, propriocepcja (zmysł ułożenia części ciała względem siebie) czy percepcja czasu. – Istnieje wiele zmysłów, które zagubiliśmy na przestrzeni wieków, takie jak magnetorecepcja, czyli rozpoznawanie pola magnetycznego ziemi. Kiedyś niektóre plemiona posługiwały się tym zmysłem podczas żeglowania. Jesteśmy także zdolni do echolokacji tak jak walenie czy nietoperze. Rozwój technologii poszedł jednak tak daleko, że w dużej mierze zapomnieliśmy o tych zmysłach, choć cały czas są obecne w naszym mózgu – opowiada Joanna Jurga, projektantka, innowatorka, specjalistka od designu synestetycznego i poczucia bezpieczeństwa w przestrzeni. 

Możliwość widzenia, odczuwania dotyku, temperatury, położenia ciała, słyszenia dźwięków, znajdowania się w przestrzeni czy czucia smaku to nasze fizjologiczne podstawy bytu. Pozwalają nam funkcjonować w świecie. Najstarszy jest zmysł węchu, dzięki któremu umiemy rozpoznawać, czy pożywienie jest dla nas dobre. Węch przenosi nas także w świat wspomnień i odpowiada za dobór partnerów.

– W czasach, kiedy ludzie poznają się przez internet, bywa tak, że rozmowy są świetne, a przy spotkaniu na żywo nie ma chemii. Okazuje się, że nasze feromony pachną w pewien sposób, który nie jest odbierany jako atrakcyjny przez drugą osobę. Nasza fizyczność i organiczność, którą w posthumanizmie XXI wieku chcielibyśmy wytępić, jest bardzo zwierzęca i atawistyczna – mówi ekspertka. 

Dotyk stanowi podstawowe narzędzie wzmacniania więzi u wszystkich ssaków. Występujące u zwierząt zjawisko iskania (pielęgnacji sierści) czy podawania sobie jedzenia z pyska do pyska to ewolucyjne podstawy czułości. U człowieka przybrały formę pocałunku czy pieszczot. Dotyk pozwala nawiązywać relacje i kształci w nas poczucie bezpieczeństwa. Psychoterapeutka Virginia Satir twierdziła, że potrzebujemy czterech dotyków dziennie, by przeżyć, ośmiu, by zachować zdrowie i dwunastu, żeby być szczęśliwymi

Słuch jest określany jako najważniejszy zmysł społeczny. Odbiera bodźce bez udziału naszej woli, działając nawet we śnie. Odgrywa ważną rolę w komunikacji, orientacji przestrzennej i poznawaniu rzeczywistości, podobnie jak wzrok. Wiemy, że ok. 80 proc. informacji, które trafiają do mózgu człowieka, pochodzi właśnie z komunikatów wzrokowych. Według architekta Juhaniego Pallasmy dominacja wzroku prowadzi do stłumienia pozostałych zmysłów, co przekłada się na poczucie wyłączenia, izolacji i powierzchowności.

Dlaczego warto dbać o harmonię zmysłów?

Gwałtowny rozwój świata spowodował, że zatraciliśmy umiejętność dostrajania zmysłów do swoich potrzeb. – Wzrok jest przeciążony, a zmysł węchu zaburzony przez notoryczne używanie Domestosa i mycie się pięć razy dziennie. Dysharmonia prowadzi nas do momentu, w którym nasz odbiór świata jest fundamentalnie zniekształcony – tłumaczy Jurga. W okresie społecznej izolacji doświadczamy jeszcze większego przebodźcowania lub dominacji jednego zmysłu nad drugim. Nie ubieramy nowych ubrań, nie mamy rytuału przejścia do innej przestrzeni i brakuje nam realnej, fizycznej interakcji z drugim człowiekiem. Rozmawiając z ludźmi przez kamerkę, nie czujemy ich zapachu, nie widzimy gestykulacji i tracimy punkt odniesienia. 

Deprywacja zmysłowa prowadzi także do zjawiska głodu skóry, czyli tęsknoty za ludzkim dotykiem. – Głód skóry zaobserwowano po raz pierwszy u więźniów w latach 80. Bez dotyku zapadamy się w sobie, zaczynamy chorować na egzemę, robimy się nerwowi lub doświadczamy stanów depresyjnych. Obecność drugiego człowieka jest konieczna, aby zachować dobrostan psychiczny. To podstawa naszego zdrowia i gwarancja poczucia bezpieczeństwa – opowiada ekspertka. Nie musi to być wyłącznie dotyk ludzki. Wystarczy żywa istota taka jak pies czy kot, której głaskanie przez 8 sekund redukuje poziom kortyzolu. Równie skuteczny będzie masaż, którego kojące właściwości przekładają się na zmniejszenie napięcia mięśniowego czy emocjonalnego. – W niektórych krajach, takich jak Holandia, firmy gwarantują swoim pracownikom singlom dodatki do pensji, dzięki którym mogą pójść na masaż albo terapię manualną. Pracodawcy zdają sobie sprawę z tego, że dotyk jest konieczny, aby psychika mogła działać normalnie – dodaje. 

Szałas na hałas, czyli sposoby na dostrojenie zmysłów

Żyjąc w permanentnym hałasie, jesteśmy daleko od siebie i swoich potrzeb. Pierwszym krokiem powinien być oddech dla zmysłów w postaci detoksu dopaminowego czy przebywania w naturze. – Nie zdajemy sobie nawet sprawy, że nie mamy już praktycznie kontaktu z ciszą, która jest dla nas tak istotna. Nie zauważamy, że jesteśmy w ciągłym hałasie, który prowadzi do pogłębiania się zaburzeń psychofizycznych – mówi Jurga. Kierując swoją uwagę do zmysłowego odbioru rzeczywistości, możemy lepiej zrozumieć, jakie materiały czy zapachy są dla nas przyjemne. – Stwórzmy swój własny szałas na hałas, czyli miejsce z naszymi ulubionymi zapachami, kolorami czy smakami. Zadajmy sobie pytanie o to, co robi nam dobrze i zadbajmy o wprowadzenie tych rzeczy do życia codziennego. To najtańszy i najprostszy self-care – dodaje.

Zwróćmy uwagę na ciepłe światło w domach, które nawiązuje do światła ogniska, nie tworząc ostrych kontrastów. Zadbajmy też o akustykę, wprowadzając dywany i zasłony, które powstrzymają niesienie się dźwięków. Zainwestujemy w dobre okna, które zapewnią komfort akustyczny i wyciszenie od sąsiadów. Sprawmy, że dom będzie komfortową i bezpieczną przestrzenią, w której słuch może odpocząć. Otaczajmy się zapachami, które nas relaksują i kojarzą się z przyjemnością. Jeżeli lubimy spacery po lesie, wprowadźmy zapach sosny w postaci olejku aromaterapeutycznego. Jeżeli zapach pomarańczy kojarzy nam się ze świętami i odpoczynkiem, postawmy owoce na stole. – Zwróćmy uwagę na to, jakimi materiałami się otaczamy i czy są dla nas komfortowe. Wiele rzeczy robimy nawykowo i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wcale nam nie służą. Wybierajmy dobre jakościowo, przyjemne dla ciała ubrania i meble, na których siedzi się przyjemnie. Dbając o poczucie komfortu i bezpieczeństwa, sprawimy, że nasze ciało i głowa odzyskają balans – zapewnia ekspertka.

Inspiracje

●    Książka – Juhani Pallasmaa, „Oczy skóry: Architektura i zmysły”
●    TED Talk – Jinsop Lee, „Projekt o pięciu zmysłach”
●    Joanna Jurga – projektantka i specjalistka od budowania poczucia bezpieczeństwa w przestrzeni
●    Odc. 20 podcastu „Sznurowadła myśli” z Joanną Jurga o zmysłowym designie i podróżach w kosmos