Na powrót na kort trzykrotna zwyciężczyni French Open czekała kawał czasu. Niedługo minie rok, odkąd tenisistka powitała na świecie swoja córeczkę Alexis Olympię Ohanian, której narodzin o mały włos przypłaciła własnym życiem. Przed sobą miała wizję pojedynku w ramach French Open, ale okazało się, że do tenisa wraca nie z 1. pozycją, z którą z laurem zwycięstwa (i w ciąży) opuszczała kort, ale jako... 453. w rankingu, a tym samym zmuszona jest do stoczenia pojedynku z jedna ze swoich największych rywalek. Skąd zmiana jej statusu jako tenisistki najlepszej na świecie? Jak się okazuje, organizacja zarządzająca organizatorów turniejów tenisowych zawodniczki, które spodziewają się dziecka, całkowicie i dosłownie wyłącza z gry. Wracają z czystym kontem, a ich dotychczasowe sukcesy maja wartość jedynie symboliczną.

ZOBACZ TAKŻE: Serena Williams jako sportowiec i mama z mocnym przekazem dla młodych dziewczyn >>>

Środowisko staje za Williams murem protestując przeciwko nieuczciwej polityce zmuszającej kobiety do wybierania między karierą, a macierzyństwem.  Uczciwym byłoby objęcie urlopu macierzyńskiego parasolem ochronnym  gwarantującym utrzymanie kobiecie graczowi statusu sprzed ciąży.

I faktycznie, Women's Tennis Association ma dla młodych mam powracających na kort pewną taryfę ulgową, która pozwoli Williams wystartować w turnieju Roland Garros zrzeszającym najlepszych światowych graczy. Co ciekawe jednak organizacja nie wprowadza rozgraniczenia między drobnymi kontuzjami dyskwalifikującymi tenisistki z gry, a urodzeniem przez nie dziecka, co według wielu dobrze obrazuje, jak bardzo antykobieca jest to dyscyplina. W tym samym czasie coraz więcej tenisistek deklaruje chęć kontynuowania kariery wcieleniu decyzji o powiększeniu rodziny w życie.

Jeśli chodzi o samą Serenę, pogorszenie się jej kondycji związane było nie tyle z samym porodem (który zresztą nieoczekiwanie zakończył się cesarką z powodu nagłego spadku tętna dziecka), co komplikacjami, które pojawiły się tuż po. Wskutek zakrzepicy tenisistka omal się nie udusiła, a ostry kaszel poskutkował otwarciem się rany po cesarce. Tym samym kolejne 6 tygodni spędziła przykuta do łóżka, co znacząco pogorszyło jej (i tak kruchą za sprawą hormonów) kondycję psychiczną.

Przeciwko wyjątkowo krzywdzącej polityce obowiązującej tenisistki protestowała też sama zainteresowana. Jak oceniacie, są realne szanse na zmiany?

ZOBACZ TAKŻE: Serena Williams stworzyła własną markę kosmetyków >>>