Pandemia koronawirusa wywróciła życie wielu z nas do góry nogami. W trudnej sytuacji znalazły się m.in. pary, które od dawna planowały ślub i chciały, aby ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Niestety wiele z nich musiało przełożyć ceremonię albo ograniczyć liczbę zaproszonych gości. Zmiany planów często wiązały się ze stresem i uczuciem bezradności. Po około roku walki z pandemią przyszli państwo młodzi nadal nie mają pewności, czy zaplanowane przez nich ślub i wesele będą mogły się odbyć w formie w jakiej zakładano. Jednak restauracje oraz usługodawcy zaczęli wychodzić im naprzeciw, a ekspertki / eksperci z branży ślubnej znalazły / znaleźli nowe rozwiązania, które mogą pomóc parom w organizacji tego – wyjątkowego dla nich dnia. O tym, jak koronawirus wypłynął na branżę ślubną i co pary młode mogą zrobić w obecnej sytuacji rozmawiam z Dominiką Soją-Blat, twórczynią poradnika Mówię o ślubie

Asia Twaróg: Pary, które planują ślub, znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Nowe realia zmuszają je do przełożenia ceremonii albo ograniczenia liczby gości. Poza tym żyją w ciągłej niepewności, bo prawdopodobnie nikt z nas nie wie, co wydarzy się za kilka tygodni czy miesięcy. Jestem bardzo ciekawa, jak to wpłynęło na Twoje obserwatorki i obserwatorów?

Dominika Soja-Blat: W ostatnim czasie cała branża ślubna mocno oberwała. Odbiło się to zarówno na parach młodych, jak i na usługodawcach. Zaczynaliśmy wszyscy od złości, poczucia niesprawiedliwości, bezradności, braku kontroli nad własnym życiem. Z dnia na dzień posypały się plany i marzenia wielu ludzi, biznesy zawisły na włosku, straciliśmy poczucie stabilizacji i co najgorsze – to wszystko bardzo często wiązało się z brakiem zrozumienia dla obu stron. Przez co negatywne emocje narastały i zaczęło się szukanie „kozłów ofiarnych”. Więc początkowo można było zauważyć jak pary skaczą usługodawcom do gardeł i odwrotnie. Na szczęście taka sytuacja nie trwała długo i bardzo szybko wszyscy doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w tym razem i tylko razem damy radę znaleźć jakieś rozwiązanie z tej trudnej sytuacji. Myślę, że w całej tej beznadziei będzie to jeden z kilku pozytywnych aspektów, które zauważać będziemy w najbliższych miesiącach.    

Co mogą zrobić pary w obecnej sytuacji? I, jeśli to w ogóle możliwe, jak się przygotować na nieoczekiwane zwroty akcji?

Moje obserwatorki (tych jest najwięcej) i obserwatorzy najczęściej zwracają uwagę na to poczucie bezradności. Kompletnie nie wiedzą na czym stoją i boją się że z dnia na dzień dostaną jakieś złe informacje. Dlatego zaproponowałam im zrobienie planu B – bez względu na to, na kiedy zaplanowane jest wesele. Taki plan B, dokładnie przygotowany, z dbałością o najmniejsze szczegóły, powinien dać parom poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu w razie nieprzewidzianych sytuacji, będą wiedziały, co robić. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że dla każdego z nas, coś innego będzie idealnym planem awaryjnym. Dlatego zaproponowałam kilka różnych rozwiązań, które można dowolnie miksować. Było to między innymi: odwołanie wesela i zdecydowanie się na małe przyjęcie, przełożenie wesela, a zorganizowanie samego ślubu, przełożenie wesela i ślubu, organizacja w późniejszym terminie ślubu humanistycznego połączonego z weselem i tak dalej. Pary pisały mi wtedy, że po stworzeniu planu B znów odzyskały spokój i radość z planowania. W końcu uwierzyły w to, że „nigdy nie jest tak, żeby jakoś nie było” i z jakąkolwiek sytuacją nie przyjdzie im się zmierzyć, będą wiedziały, co robić. 

 

 

Wcześniej wspomniałaś także o tym, że przyszli państwo młodzi i usługodawcy zaczęli się wzajemnie wspierać. W jaki sposób restauracje oraz firmy, które zajmują się organizacją ślubu czy wesela, wychodzą parom naprzeciw?

Kluczem do tego jest właśnie to wzajemne zrozumienie dla obu stron. Usługodawcy coraz chętniej rezerwują parom ewentualne terminy awaryjne, rezygnują z minimalnej ilości gości na weselu, mimo że widniały takie zapisy w umowach, oddają zadatki, jeśli wesele zostaje odwołane, oferują catering na dowóz, jeśli przyjęcie przenosi się do domowego zacisza. Słowem – obie strony starają się znaleźć rozwiązanie, które będzie takim win-win dla wszystkich. Oczywiście wciąż słyszy się o usługodawcach, którzy robią innym pod górkę, ale głęboko wierzę w to, że takich przypadków będzie coraz mniej. Niektórzy potrzebują chyba więcej czasu, żeby zrozumieć, że wszyscy gramy do jednej bramki.

A jak my – znajomi, przyjaciele, rodzina – możemy pomóc parom, które planują teraz ślub i wesele? I czego na pewno powinniśmy nie robić?

Przede wszystkim być, utwierdzać w przekonaniu, że jakkolwiek nie będzie, to będzie dobrze. Myślę, że zaraz po samym fakcie, że wesela są zakazane, najbardziej dobija przyszłe panny i panów młodych to, że ciągle ktoś bliski do nich dzwoni lub pisze – „słyszałaś? Wesela wciąż są niemożliwe!”, tak jakby oni nie mieli telewizji, nie czytali gazet, żyli pod ziemią. Oni doskonale wiedzą, co dzieje się w Polsce i na świecie, bo uwierzcie – czytają wszystkie newsy. Dlatego oni potrzebują raczej wiadomości – „pamiętaj, jestem przy Tobie, możesz na mnie liczyć, coś wymyślimy, damy radę”. Czyli takich, dzięki którym poczują, że nie są z tym sami, że ktoś ich rozumie. 

To samo dotyczy komentarzy w stylu „a daj spokój, to tylko wesele”, czyli bagatelizowanie uczuć innych. Myślę, że przyszli państwo młodzi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że na świecie dzieją się gorsze tragedie, ale to nie znaczy, że oni teraz nie mają prawa do przeżywania własnych emocji. Jeśli marzyli o tym dniu od bardzo dawna, to nawet jeśli mieliby płakać ze względu na zmniejszoną ilość gości, mają do tego prawo. Oni chcieliby usłyszeć, że „to co czujecie jest OK! Macie prawo tak się czuć, macie prawo do każdej przeżywanej emocji”.

Ale często trudno o to zrozumienie z strony bliskich i społeczeństwa w ogóle, jeśli w sieci pojawiają się wciąż pseudo artykuły trywializujące potrzeby związane z organizacją wesela, mówiące na przykład, że zakaz wesel wpłynął na zmniejszenie grubości kopert wręczanych młodym w prezencie ślubnym i „ojej, jak młode pary strasznie na to narzekają”. Tak jakby w tym momencie to pieniądze były najważniejsze. Obserwuje mnie mnóstwo młodych par i uwierz – nigdy (czy to przed pandemią, czy w jej trakcie) kwestia kopert weselnych nie była stawiana na czele priorytetów. Ludzie chcą realizować swoje marzenia, chcą świętować wyjątkowy dzień w gronie najbliższych, chcą cieszyć się swoim towarzystwem. To jest ważne i tego im się teraz zabrania. Pisanie o cienkich kopertach jako o problemie dzisiejszych młodych par, to policzek dla wszystkich, którzy mierzą się teraz z tą trudną sytuacją.

 

 

Czy Twoim zdaniem sytuacja związana z pandemią wpłynie na sposób, w jaki pary będą organizować śluby w przyszłości? 

Moim zdaniem tak i poza całą beznadzieją obecnej sytuacji, chciałabym skupiać nie na pozytywach, które pandemia przyniesie. Bo wierzę, że można takie znaleźć, choć aktualnie z całą pewnością pozostają one w mniejszości.

Myślę o tych wszystkich parach, które pisały mi, że pandemia otworzyła im oczy na to, co tego dnia jest najważniejsze, że mogły przewartościować swoje potrzeby. Wtedy nagle okazywało się, że dzień, który planowali od wielu miesięcy wcale nie był tym, czego naprawdę chcieli. Realizowali jakieś utarte schematy, bo „wszyscy tak robią”, kompletnie nie zastanawiając się nad tym, czego sami by chcieli. Wiele par rezygnowało z wesel, na rzecz małych przyjęć w gronie najbliższych i to bez jakiegokolwiek smutku. Po prostu dochodzili do wniosku, że właśnie tego chcą. Inne pary przekonały się natomiast do nieszablonowych rozwiązań, takich jak wesela w starym stylu – we własnym domu, ogrodzie, w domach kultury, czy remizach strażackich. Z kolei lokale weselne, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, otworzyły się na nowe możliwości i sposoby zarobku, jak m.in. oferowanie obsługi przyjęcia poza lokalem. 

Pamiętajmy na koniec, że wszyscy gramy do jednej bramki i tylko jednocząc się, dając sobie wzajemne wsparcie, damy radę przetrwać ten trudny czas.