Co do tego, że kino ma moc terapeutyczną, nie ma chyba żadnych wątpliwości. Bo to, co może dać nam terapia - czyli bardzo często poczucie oczyszczenia, oswobodzenia z negatywnych emocji, może dać również wizyta w kinie albo seans w domowym zaciszu. Zarówno podczas seansu terapeutycznego, jak i filmowego, mogą zdarzyć się łzy, czyli jeden ze sposobów radzenia sobie z emocjami. Dla wielu bardzo wyzwalający i oczyszczający. Kiedy ostatni raz płakaliście na filmie? Bardzo możliwe, że dawno. A może robicie to notorycznie? Czy jest Wam dzięki temu lepiej? Jeśli tak, to mamy dla Was kilka pewniaków, przy których łzy poleją się z Waszych oczu strumieniami. 

Zobacz także: Filmy o tematyce LGBTQ, które warto zobaczyć (nie tylko podczas Pride Month)

Smutne filmy, żeby sobie popłakać - co warto obejrzeć

„Lion. Droga do domu”, reż. Garth Davis

Ta historia wydarzyła się naprawdę. A jak to zwykle bywa w takich przypadkach, już z założenia zapowiada milion powodów do wzruszeń. Szczególnie, kiedy przez połowę filmu na ekranie widzimy zdanego tylko na siebie kilkuletniego chłopca samotnie podróżującego po Indiach. Kiedy juz jako dorosły i mający nowych kochających rodziców, postanawia odnaleźć swoich prawdziwych bliskich, jeszcze trudniej powstrzymać łzy. W rolach głównych Dev Patel, Nicole Kidman, Rooney Mara i genialny Sunny Pawar. 

„Uwierz w ducha”, reż. Jerry Zucker

To jeden z największych kinowych przebojów lat 90. A przy okazji niezły wyciskacz łez. Sam (Patrick Swayze) zostaje postrzelony na ulicy. Kiedy jego żona Molly (Demi Moore) stara się jakoś poradzić z utratą ukochanego, on stara się być jak najbliżej niej jako... duch. Ponieważ okazuje się, że jego śmierć nie była przypadkowa, a Molly również może grozić niebezpieczeństwo, postanawia ją chronić. Nawiązuje w tym celu kontakt z medium (Whoopi Goldberg). Film zdobył pięć nominacji do Oscara i ostatecznie dwie statuetki. Klasyk! 

„Mój przyjaciel Hachiko”, reż. Lasse Hallström

Na tym filmie się nie płacze. Na tym filmie się beczy i to przez większość seansu. Kolejna produkcja oparta na faktach, gdzie głównym bohaterem jest pies. I to nie byle jaki, bo niezwykle inteligentne stworzenie rasy akita, którego panem zostaje szanowany profesor (Richard Gere), ukochany mąż i ojciec. Pewnego dnia nie wraca do domu. Na dobre. Hachiko czeka na niego na stacji, dokładnie tak, jak robił to każdego dnia przed śmiercią swojego pana. Już samo opisywanie tej historii sprawa, że mamy łzy w oczach... 

„Manchester by the Sea”, reż. Kenneth Lonergan

Film, który w końcu pokazał, który z braci Afflecków ma prawdziwy talent. I przy okazji przyniósł Caseyemu, bo oczywiście o nim mowa, Oscara za najlepszą rolę męską, bo naprawdę wybitną. Jego bohater Lee Chandler w dramatycznych okolicznościach traci dwójkę dzieci. To przyczynia się do rozpadu jego małżeństwa z Randi (Michelle Williams), która wini go za tragedię. Niedługo później umiera jego ukochany brat (Kylie Chandler), a Lee bierze pod opiekę swojego bratanka, nastoletniego Patricka (Lucas Hedges). Kino najwyższych lotów! 

„Gwiazd naszych wina”, reż. Josh Boone

Najpierw był książkowy bestseller autorstwa Johna Greena. To na jego podstawie Josh Boone zrealizował jeden z najpopularniejszych wśród nastolatków obraz, bo również o nastolatkach. Głównymi bohaterami są Hazel (Shailene Woodley) i Gus (Ansel Elgort). Ona ma zdiagnozowanego raka, on amputowaną nogę. Łączą ich nie tylko ciężkie doświadczenia, ale również miłość do książek. Z kolei z miłości do Hazel, Gus postanawia spełnić jej największe marzenie. Paczka chusteczek podczas seansu może nie wystarczyć. 

„P.S. Kocham cię”, reż. Richard LaGravenese

Ten film również powstał na podstawie bestsellerowej powieści i szybko stał się jednym z najpiękniejszych obrazów o miłości. Gerry (Gerard Butler) i Holly (Hilary Swank) to młode małżeństwo marzące o dziecku. Plany zaprzepaszcza nagła śmierć mężczyzny, który jak się okazuje, zdążył jednak napisać do swojej ukochanej kilkanaście listów. A w każdym z nich wskazówki, jak pogodzić się z utratą ukochanej osoby. 

„Słodki listopad”, reż. Pat O'Connor

Nelson (Keanu Reeves) i Sara (Charlize Theron) nie robią na sobie dobrego pierwszego wrażenia. On jednak przystaje na jej ofertę i przez miesiąc decyduje się spędzać z nią czas, próbując wyleczyć się ze swojego pracoholizmu. Niestety, okazuje się, że o ile on ma szansę na dojście do zdrowia, ona niekoniecznie. Listopad okazuje się być najpiękniejszym, a zarazem najsmutniejszym miesiącem w ich życiu. Nie oszczędzajcie łez na tym filmie! 

„Niech będzie teraz”, reż. Ol Parker

Kolejny film o umierającą na śmiertelną chorobę nastolatce, Tessie (Dakota Fanning), której ostatnią szansą na zasmakowanie tego, co w życiu ważne i piękne, staje się nowy sąsiad, Adam. Jest on zarazem jednym z punktów na jej liście, a mianowicie wyzwaniami, jakie zamierza podjąć, nim jej zabraknie. Tkliwa i przewidywalna, ale mimo wszystko niezwykle poruszająca historia. I absolutna gwarancja łez. 

„Szkoła uczuć”, reż. Adam Shankman

Klasyk. I na pewno zdaniem wielu, jeden z najpiękniejszych filmów o miłości. Choć scenariusz jednak mało oryginalny. Ona jest wycofaną nastolatką, on szkolnym gwiazdorem. I mimo, że każdy z nas wie, jak to się skończy, brniemy w to dalej. Bo chcielibyśmy, żeby postacie, jakie stworzyli Mandy Moore i Shane West, przytrafiały nam się także w prawdziwym życiu. 

„Pamiętnik”, reż. Nick Cassavetes

Jeśli ktoś nie płakał na Pamiętniku, to znaczy, że nie ma serca! Rachel McAdams i Ryan Gosling, a raczej ich bohaterowie - Allie i Noah - są pewnie dowodem na to, że prawdziwe uczucie przerwa wszystko. I wmawiają to sobie za każdym razem, kiedy oglądają ten film. Bo wzruszenie podczas seansu to nie wszystko. Tego filmu po prostu nie da się obejrzeć tylko raz! 

„Twój na zawsze”, reż. Allen Coulter

Lubimy Roberta Pattinsona w tym filmie i nic na to nie poradzimy. Nic nie poradzimy również na to, że doprowadza nas do łez, wcielając się w postać Tylera, chłopaka niestroniącego od kłopotów. Pewnego dnia, w wyniku bójki w jaką się wdaje, poznaje Ally, córkę funkcjonariusza policji. Szybko zamierza ją uwieść, a następnie równie szybko porzucić. Ale okazuje się, że to wcale nie takie proste, jak zakładał. 

„I że cię nie opuszczę”, reż. Michael Sucsy

Co zrobilibyście, gdyby Wasz ukochany lub ukochana w wyniku wypadku doznał uszkodzenia czaszki, a w rezultacie zapomniał o Waszym istnieniu? Bardzo możliwe, że podjęlibyście takie samie kroki, jak Leo, grany przez Channinga Tatuma. Postanawia on zrobić wszystko, by Paige (Rachel McAdams) zakochała się w nim na nowo! Brzmi jak idealna okazja, do zużycia przynajmniej pudełka chusteczek, prawda? 

„Samotny mężczyzna”, reż. Tom Ford

Bardzo często to, co piękne, bywa też smutne. I taki właśnie jest film Toma Forda oraz historia głównego bohatera, profesora uniwersyteckiego George'a Falconera (Colin Firth). George przeżywa żałobę w związku z odejściem jego ukochanego. I co za tym idzie, czuje się bardzo samotny. A jak wiadomo, z samotnością każdy radzi sobie na swój sposób. George jest o krok od dramatycznego posunięcia. 

„Jeden dzień”, reż. Lone Scherfig

Ten film, jak i książka o tym samym tytule, na podstawie której powstał, to dowód na to, że jeden dzień może zmienić wszystko. Lepiej jednak nie myśleć o tym, czy i kiedy przyjdzie i być uważnym, by nie zaprzepaścić uczucia i nie stracić osoby, jakim ja darzymy. Tego uczą nas filmowi Emma (Anne Hathaway) i Dexter (Jim Sturgess). 

„Siedem dusz”, reż. Gabriele Muccino

Ben (Will Smith) jest sprawcą wypadku, w którym ginie siedem osób. To wydarzenie diametralnie zmienia jego życie i jednocześnie wyznacza cel - zmienić życie siedmiu najbardziej potrzebujących osób. Film może i nie należy do najwybitniejszych, ale jeśli chodzi o doprowadzenie widza do łez, sprawdzi się idealnie.