Pan w zielonym płaszczu zajada kupione przed chwilą pieczone kasztany, dziewczyna w krwiście czerwonej sukience wybiera szparagi i paprykę, a starsza, lekko przygrabiona dama w słomianym kapeluszu wrzuca malinowe pomidory i ciętą kolendrę do papierowej torby. W sobotę na placu Campo de' Fiori dość tłoczno. Ktoś się kłóci o cenę starej książki, ktoś targuje, słuchać śmiech i ożywione rozmowy o polityce. Na cały ten harmider patrzy monumentalna podobizna renesansowego filozofa Giordana Bruna, który w 1600 r. został tu spalony na stosie za herezję. Jest tuż po dziewiątej, słońce jeszcze nie dokucza, więc zamawiam w kameralnej Taba Café trójkątny tost z gorgonzolą i figami oraz americano i zaczynam weekendowy chillout.

Obok Charliego Chaplina

Największe atrakcje Rzymu warto odwiedzać wczesnym rankiem, by uniknąć tłumów z aparatami. A że niemal każdy kamień w Rzymie to zabytek, dlatego zwiedzanie proponuję zaplanować do południa, kiedy nie ma jeszcze upału, a po południu odwiedzać muzea, galerie, sklepy i oczywiście restauracje. W myśl tego planu, tuż po wizycie na kolorowym targu na gwarnym Campo de' Fiori idę wprost na kolejny plac, tym razem mój ulubiony – Piazza Navona. Powstał na ruinach starożytnego stadionu i kusi – także mnie od wielu już lat – aż trzema fontannami. Najpopularniejszą jest fontanna Czterech Rzek na wprost Kościoła św. Agnieszki. Ukończona w 1651 r. uznawana jest za jeden z najważniejszych projektów barokowego rzeźbiarza Giovanniego Berniniego. Symbolizuje cztery wielkie rzeki: Nil, Dunaj, Rio de la Plata oraz Ganges, które przedstawiono jako figury mężczyzn. Każda z wyrzeźbionych reprezentacji została wykonana przez innego artystę, zgodnie z projektem Berniniego. Dzieło robi dziś pewnie tak samo oszałamiające wrażenie jak wówczas, gdy zachwycił się nim papież Innocenty X. To on zlecił wykonanie fontanny właśnie w tym miejscu, by mógł podziwiać ją ze swojego Palazzo Pamphilj, którego okna wychodzą na plac. Siadam pod bramą kościoła św. Agnieszki tuż koło mima, który udaje Charliego Chaplina i – jak nieśmiało tłumaczy – zbiera fundusze na podróż dookoła świata. Oboje gapimy się jak Rzym budzi się do życia. 

Piazza Navona - Fontanna Czterech Rzek / fot. Getty Images

Mówią wieki

Po chwili zadumy czas na serce Rzymu i Monti, która w światowych rankingach na najbardziej popularne dzielnice bije inne konkurentki na głowę. Dlaczego? Bo tu znajduje się największe historyczne serce Wiecznego Miasta i najważniejsze zabytki Rzymu z Koloseum i Placem Weneckim na czele. Najsłynniejszy amfiteatr na świecie można odwiedzać codziennie, a bilet wstępu obowiązuje też do Forum Romanum i na Palatyn (gdzie znajdziecie grotę Lupercal, w której wilczyca miała karmić mitycznego Romulusa i Remusa). Na Placu dominuje wykonany z białego marmuru neoklasycystyczny pomnik Wiktora Emanuela II (na cześć pamięci króla, który przyczynił się do zjednoczenia Włoch. Znajdziemy tu też Bazylikę Św. Marka oraz dumny renesansowy Pałac Wenecki, który powstał pod koniec XV wieku według projektu pochodzącego z Genui wszechstronnego architekta i uczonego – Leona Battisty Albertiego. Do połowy XVI wieku budynek pełnił rolę rezydencji papieskiej. Zachęcam do odwiedzin, bo wewnątrz można podziwiać malowidła i tapiserie. Na dziedzińcu pałacu można ochłodzić się przy fontannie, która przedstawia dożę rzucającego do morza pierścień. To symbol zaślubin Wenecji z morzem. Dlaczego Wenecji? Otóż pałac powstał z inicjatywy kardynała Barbo, który pochodził z tego miasta.

Koloseum / fot. Getty Images

Wieczór spędzam na artystycznym Zatybrzu, wśród antykwariatów, butików z rękodziełem i uroczych kawiarenek. Aha,  dotrzecie tu pieszo z dzielnicy Monti w kilkanaście minut (nie ma tu stacji metra). W starożytności dzielnica była zamieszkiwana przez najuboższych, dziś jest jedną z najmodniejszych w Rzymie. Oprócz bujnego Ogrodu Botaniczny (Orto Botanico di Roma), właśnie tu można znaleźć słynne marmurowe Usta Prawdy, które zagrały w „Rzymskich wakacjach”. 

Miejsce na randkę

Niedzielny poranek zaczynam na zaprojektowanym w stylu neoklasycznym Piazza del Popolo, czyli Placu Wszystkich Ludzi, który w czasach Cesarstwa Rzymskiego znajdował się przy północnej bramie muru Aureliana. Siadam przy XIX-wiecznej fontannie groźnego Neptuna między dwoma trytonami (Nettuno tra due tritoni) i planuję dzisiejszy dzień. Wzgórze Pincio, czyli jedno z siedmiu należących do Rzymu jest na szczycie listy must see. Rozpościera z niego widok na miasto oraz Watykan. Też obok znajdziecie ogrody Borghese’a, w których Włosi lubią czytać gazety i umawiać się na randki. Ja tymczasem biorę americano (a jakże!) na wynos z kawiarni Nineteen i ruszam w miasto realizować plan. Jeszcze parę lat temu usiadłabym z kubkiem aromatycznego napoju na XVIII-wiecznych Schodach Hiszpańskich i próbował zliczać dziesiątki języków, jakie usłyszę dookoła (Rzym rocznie odwiedza blisko 8 mln turystów), gapiąc się przy okazji panny młode, które w białych sukniach pozują do zdjęć. Dziś nie wolno siadać na stopniach, więc z kawą w dłoni mijam fotogeniczne Schody i idę do dzielnicy Rione II – muszę przecież wrzucić euro na szczęście do barokowej fontanny di Trevi i sprawdzić, czy sklepiki z rękodziełem mają jakieś nowe kolekcje naczyń, czy wciąż można kupić tu świeży sok z grejpfrutów i czy San Crispino ciągle wydaje najlepsze lody w Rzymie. Trochę się gubiąc między uliczkami, ląduję pod Panteonem, czyli jedną z najlepiej zachowanych świątyń z czasów starożytnego Rzymu. To niej wzorowany jest warszawski kościół św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży. A ponieważ najważniejsze zabytki miasta można zobaczyć zwiedzając Rzym piechotą, trafiam także na najstarszy miejski plac, czyli Forum Romanum i robię kilka zdjęć ruinom świątyni Saturna. Popołudnie spędzam w kameralnej rodzinnej pizzerii Da Baffetto (Via del Government Vecchio 114 ) nad cienkim chrupiącym ciastem z mozzarellą i lampą białego włoskiego chardonnay. 

Zobacz także:

Widok ze Wzgórza Pincio / fot. Getty Images

Przed lotem do Radomia (w końcu wszystkie drogi prowadzą do Rzymu) zdążę jeszcze zajrzeć do Muzeum Narodowego Sztuki Dawnej w Palazzo Barberini (muzeum ma dwa oddziały - drugi znajduje się w Pałacu Corsinich na Zatybrzu, naprzeciwko Willi Farnesina). Piękny budynek Palazzo Barberini został zaprojektowany dla papieża Urbana VIII przez architekta Carlo Moderno (autora fasady bazyliki św. Piotra). W blisko trzydziestu pomieszczeniach można podziwiać prace mistrzów: Caravaggia, Raffaella Santiego, Tycjana i El Greca. Na tyłach pałacu rozciągają się fotogeniczne ogrody. Spędzę tu najbliższe dwie godziny i to wspaniała perspektywa.