W jednym z najgłośniejszych wywiadów ostatnich tygodni Weronika Rosati powiedziała: „Jest we mnie gniew”. Polki odpowiedziały jej „w nas także” i pokazały siłę kobiecej solidarności. Jednak nim 35-letnia aktorka mogła jej doświadczyć, musiała znieść falę hejtu. A ta wylała się na nią kilka miesięcy przed szeroko komentowaną publikacją Wysokich Obcasów.
 

Weronika Rosati pierwszy raz o samotnym macierzyństwie

Kiedy jesienią ubiegłego roku udzieliła wywiadu dla serwisu Gala.pl, a później pojawiła się na okładce drukowanej wersji tygodnika, i po raz pierwszy opowiedziała o samotnym macierzyństwie, Internet pokazał jej swoje najgorsze oblicze. Zamiast wsparcia została obrzucona błotem. Oberwało jej się za oczernianie byłego partnera, obwiniano ją za rozbicie jego małżeństwa i publiczne pranie brudów, które powinno odbywać się za zamkniętymi drzwiami. Wypomniano jej afery seksualne z przeszłości. Od internautek usłyszała za to, że sama jest sobie winna, że wiedziała na co się pisze. Kiedy więc przeczytałam najnowszą rozmowę Magdaleny Środy z Weroniką Rosati z weekendowego wydania Wysokich Obcasów, miałam obawy, co zobaczę w komentarzach w Internecie. Szczególnie, że 35-letnia aktorka poruszyła w niej wiele ważnych, bolesnych i do tej pory przemilczanych tematów.
 

Samotna matka to wcale nie gorsza matka

Problem samotnego macierzyństwa w naszym kraju praktycznie nie istnieje. Nie istnieje, bo się o nim nie mówi, a obecny rząd zwyczajnie go ignoruje. Faworyzuje wyłącznie pełne rodziny, przynajmniej z dwójką dzieci. O pomocy finansowej dla samotnych matek nie ma więc mowy, choć te – według szacunków – stanowią prawie 30% rodzin. Kobieta samodzielnie wychowująca potomstwo to nie tylko niskie dochody, logistyczna walka z czasem, jak pogodzić wszystko na linii dom-praca, ale także pełna odpowiedzialność za dziecko w przypadku, gdy ojciec przestaje się nim zajmować. Są oczywiście wyjątki, w których oboje rodziców nie będąc już razem aktywnie bierze udział we wspólnym wychowaniu dziecka. To jednak niestety wciąż rzadkość. Wystarczy spojrzeć na dane dotyczące chociażby alimentów. Według Stowarzyszenia Alimenty to nie prezenty aż 84 procent zobowiązanych po prostu ich nie płaci...

Weronika Rosati zwraca w wywiadzie dla Wysokich Obcasów uwagę na jeszcze jedną kwestię – samotność. Przeżywanie ważnych chwil w życiu dziecka w pojedynkę, a także zmaganie się z trudami rodzicielstwa jest wyłącznie na barkach matki, której niejednokrotnie towarzyszy poczucie porażki i trauma. Mimo to, „samotna matka to gorsza matka” w przeświadczeniu części społeczeństwa. Bywa, że to ona jest zła, bo rozbiła rodzinę odchodząc z przemocowego związku... W ocenie takich sytuacji, a także samej winy istnieją podwójne standardy, które mocno godzą w kobiety i w żaden sposób nie pomagają im na zakończenie toksycznej relacji.

Coraz mniej kobiet przed trzydziestką decyduje się na dziecko? Badania nie pozostawiają wątpliwości

Do tego dochodzi częsty brak samodzielności finansowej kobiet (pracował wyłącznie mężczyzna lub to on jest właścicielem mieszkania i trzyma pieczę nad rodzinnymi funduszami), strach oraz wstyd. Przed światem, przed sobą. Że się nie podołało lub odwrotnie – poczucie, że przemoc to coś nieuniknionego. „Wstydzą się wyjść do świata, krzyczeć o niej, a przede wszystkim boją się samotnego macierzyństwa, utraty pozycji, utraty poczucia normalności. Bo wyjście z domu to wejście w niepełność, gorszość. Wielu da ci to odczuć.”, mówi Rosati.

Weronikę najbardziej boli to, że samotne macierzyństwo w Polsce jest wstydliwie przemilczane. Ona nie jest w najgorszej sytuacji, co więc z tymi kobietami, które nie mogą liczyć na żadne wsparcie? To dla nich aktorka chce wykorzystać rozpoznawalność i sprawić, by problemy samotnych matek stały się tematem publicznym, o którym nie tylko będzie się mówić głośno, ale zacznie się działać. Chce, by jej sprawa stała się użyteczna.

Ty nie jesteś samotną matką? Ba, nawet nie masz dzieci? Ale jest duże prawdopodobieństwo, że w Twoim bliższym lub dalszym otoczeniu jest osoba, która pada ofiarą przemocy: słownej, fizycznej, psychicznej lub ekonomicznej. To druga szalenie ważna kwestia, którą w wywiadzie poruszyła Weronika Rosati.
 

Przemoc domowa – sprawa wspólna wszystkich kobiet

Od piątku nie ma praktycznie innego tematu w mediach. I choć wiele plotkarskich gazet wyciąga poszczególne cytaty i robi z tego sensację, to sprawy tej nie można – i nie powinno się – sprowadzać do zaledwie jednego fragmentu.

Aktorka podała w wywiadzie kilka szczegółów dotyczących jej byłego partnera, że była ofiarą przemocy fizycznej z jego strony i była uderzana wielokrotnie, nawet w zaawansowanej ciąży. Powiedziała: tak, doświadczyłam przemocy fizycznej, psychicznej, ekonomicznej i werbalnej. Postanowiła powiedzieć głośno STOP, przestać milczeć. Zdobyła się na odwagę, pokonała publiczne upokorzenie, by wyznać, że „ofiary przemocy mieszkają w inteligenckich domach, w willach, z mężami lub partnerami, którzy mają wysoką pozycję i którzy są przeuroczy dla dam, kolegów, przyjaciół.” Przemoc nie ma miejsca wyłącznie w rodzinach patologicznych, a „ludziom się wydaje, że przemoc mnie „nie dotyczy””. I padają tu konkretne liczby.

Gazeta Wyborcza podaje, że od 400 do 500 kobiet rocznie zabija przemoc domowa. Weronika Rosati dodaje, że w 2018 roku policja odnotowała ponad 65 tysięcy zgłoszeń o przemocy domowej. To – z dużym prawdopodobieństwem – zaledwie zarejestrowana garstka kobiet, które jej doświadczają. „Ile jest takich, które z różnych względów się nie zgłosiły?”, pyta aktorka. A Polki odpowiedziały masowo. Pod jednym tylko postem z wywiadem znajdziemy ponad 1500 komentarzy. Większość z nich opowiada o historii przemocy, której doświadczyły kobiety z najróżniejszych stron Polski. Piszą, że podobne sytuacje przytrafiły się także im, dziękują za odwagę i za szczerość. Niektóre z nich bolesne chwile mają za sobą, inne zbierają siły, by powiedzieć „dość”. To właśnie im wyznanie Rosati może pomóc najbardziej.

Wsparcie Weronika otrzymała także od koleżanek z branży. Dopingują ją Joanna Kulig, Sonia Bohosiewicz, Katarzyna Zielińska, Agnieszka Grochowska, Joanna Jabłczyńska, Anna Dereszowska i masę innych znanych i lubianych aktorek, artystek, piosenkarek, celebrytek. Najgłośniejszym echem odbiły się jednak słowa Edyty Górniak, która napisała poruszający komentarz:



Mocną kropkę nad i postawiła Agnieszka Holland.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Dokładnie tak

Post udostępniony przez karolina korwin piotrowska (@karolinakp) Mar 9, 2019 o 3:08 PST

 

Weronika Rosati zasługuje na wsparcie wszystkich kobiet

Ponieważ internauci mają tendencję do wydawania wyroków i natychmiastowego skazywania winnego, podkreślam, że nie chodzi tu o przerzucanie się argumentami, rozstrzyganie sprawy, która swój finał i tak znajdzie w sądzie, ale o zwrócenie uwagi na konkretne problemy, o których należy mówić głośno, wymieść je spod dywanu i zrobić z nimi porządek. By raz na zawsze powiedzieć, że żadna przemoc nie jest ok, czy to dotyczy rodzin patologicznych czy znanych osób. Na każdą jednak należy reagować i nie dawać przyzwolenia na jej kontynuowanie. Należy przy tym pamiętać, w jak trudnej sytuacji są w takich przypadkach kobiety. Osamotnione w swoich walkach, bez wsparcia i z poczuciem odpowiedzialności za dzieci. Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte, bo być może to Wy jesteście deską ratunku dla koleżanki, sąsiadki, siostry, kuzynki czy mamy lub córki.

W marcowym numerze Glamour opublikowaliśmy artykuł o samotnym macierzyństwie, nie tym z wyboru, ale bez przemocy. Nasza bohaterka Karolina opisuje jak to jest być młodą samodzielną matką. Przekonuje, że to nie powód do wstydu, ujma czy hańba, że dziecko wychowuje się bez ojca. Samotne macierzyństwo to dowód siły i odpowiedzialności. Życie nie zawsze ma dla nas scenariusz pełnej rodziny. Szczęśliwej i owszem, bo kobiety są superbohaterkami i potrafią dla dzieci zrobić wszystko i w pojedynkę dać im to, co najlepsze. Tak jak Weronika ponad rocznej Elizabeth, której chce zapewnić życie w świecie, gdzie prawo do godności jest bezdyskusyjne. Niby oczywiste, ale kiedy w jednym z wywiadów powiedziała, że samotnie wychowuje dziecko, straciła kilka dochodowych kontraktów reklamowych, bo została uznana za zbyt... kontrowersyjną.

Sama nie mam dzieci, ale jestem młodą kobietą z ogromnymi pokładami empatii, zrozumienia i szacunku do innych kobiet, a także wiarą w siostrzeństwo i kobiece wsparcie, o które niestety dziś wcale nie jest łatwo. A to ono daje siłę, by właśnie dzielić się tak trudnymi doświadczeniami. W WO Rosati powiedziała: „Wtedy zrozumiałam, czym jest MeToo. Przełamaniem bezsilności, poczucia wstydu i lęku przed osobami, które mają nad nami przewagę – zawodową, ekonomiczną, fizyczną czy emocjonalną. Trzeba mieć odwagę, by mówić o przemocy, molestowaniu, seksizmie i pogardzie, której doświadczyłaś, i lepiej to robić, gdy masz wsparcie innych kobiet.” I Weronika powinna otrzymać je od każdej z nas, nie tylko od samotnych matek czy kobiet doświadczających przemocy.

Jak sama mówi: „Najgorszy w życiu jest strach, wstyd, poniżenie. Warto jednak zapłacić każdą cenę, by się nie bać i odzyskać godność.” I być może właśnie dzieląc się całym swoim doświadczeniem ze innymi, mówiąc „dość” po raz pierwszy poczuła siłę i prawdziwą ulgę. A ta jest więcej warta niż wszystkie kontrakty reklamowe świata.

Zobacz także: Oto najpopularniejsze imiona, jakie nadano dzieciom w Polsce w 2018 roku