Skąd młodzi ludzie czerpią dzisiaj wiedzę o zmianach klimatycznych? Choć szkolną ławkę opuściliśmy już dawno, nie jest dla nas tajemnicą, że na pewno nie ze szkoły. Bo ile miejsca można poświęcić temu tematowi na lekcjach przyrody czy geografii, kiedy do przerobienia jest cały materiał zawarty w podręczniku – jedną, dwie? Nie wspominając już o tym, że coraz młodsi uczniowie powinni być edukowani w kwestii drastycznie zmieniającego się klimatu, bo to oni będą musieli zmagać się z jego konsekwencjami.

Jak jest w Polsce, powszechnie wiadomo. Jak wymagać od rządu finansowania dodatkowych lekcji, skoro każde jego kolejne stanowisko w kwestii polityki klimatycznej utwierdza nas w przekonaniu, że środowisko i jego ochrona nie są i przynajmniej przez najbliższych kilka lat nie będą dla polityków priorytetem. Już nie wspominając o tym, że ciągle niezażegnany jest konflikt na linii rząd-nauczyciele. Ich protest, do tej pory solidnie lekceważony, może trwać lata. Po dramatycznej w skutkach reformie za kadencji Anny Zalewskiej, czyli przepełnionych uczniami klasach i ciągle minimalnych stawkach dla nauczycielki, po obecnym resorcie rządzonym przez Dariusza Piontkowskiego ciężko spodziewać się postępowych decyzji. Nastolatkom, coraz bardziej świadomym kilkulatkom, pozostają więc wszelkie pozaszkolne aktywności, czyli organizacje pozarządowe, marsze klimatyczne i świadome kupowanie, jedzenie, korzystanie z energii oraz segregowanie odpadów.

Zobacz także: Taki mamy klimat. Pytamy eksperta, jak zmieni się nasza planeta i co nas czeka w przyszłości?

Obowiązkowe lekcje o zmianach klimatu dla włoskich uczniów od 2020 roku

Niestety, nie łudzimy się, że Polska w niedalekiej przeszłości przyszłości weźmie przykład z Włoch i wprowadzi obowiązkowe lekcje o zmianach klimatycznych. Zapowiedział to minister edukacji Lorenzo Fioramonti, polityk populistycznego Ruchu Pięciu Gwiazd. - Cały resort stara się, aby rozwój i kwestie klimatu stały się centralnym punktem modelu edukacyjnego – powiedział Fioramonti, który we wrześniu zeszłego roku namawiał włoskich uczniów, by opuszczali zajęcia na rzecz trwających protestów klimatycznych.

- Chce, by włoski model edukacyjny z kwestii związanych ze środowiskiem i społeczeństwem uczynił rdzeń wszystkiego, czego naucza się w szkole – zaznaczył włoski minister edukacji. Od tego roku włoskie szkoły poświęcą klimatowi 33 godzin lekcyjnych, co daje jedną godzinę lekcyjną tygodniowo dla uczniów w wieku od 9 do 17 lat. Co więcej, zagadnienia z zakresu zrównoważonego rozwoju poruszane będą także na lekcjach geografii, matematyki czy fizyki.

Fioramonti zapowiada również więcej reform. Domaga się podatków od biletów lotniczych, plastiku oraz słodyczy, co mogłoby przynieść więcej środków na edukację, a w rezultacie zmienić też podejście do szkodzącej środowisku konsumpcji i obniżyć podatek dochodowy od osób fizycznych. Włoski budżet na 2020 roku obejmuje na ten moment wprowadzenie podatku od plastiku oraz słodkich napojów. Można? Można.

Zobacz także: Jak być eko? 8 prostych rzeczy, które wprowadziłam w życie, by mniej szkodzić środowisku