Najbardziej pożądana it-bag 2026 roku! Torba analogowa to nie tylko modny gadżet – to stan umysłu!
Fason schodzi na drugi plan. Najważniejsze jest to, co jest w środku. I co z tym zrobimy. Bo torba analogowa to nie tylko modny gadżet – to stan umysłu.

Jeśli na listę postanowień noworocznych, wpisałaś: skrócić czas spędzany przed ekranem telefonu, nie jesteś jedyna. Cała generacja Z zorientowała się, że doomscrolling jej nie służy (i nie chodzi tylko o wystawianie cery na działanie światła niebieskiego). Zaczęło nam być szkoda życia na bezmyślne oglądanie filmików na TikToku, które, choć krótkie, potrafią wciągnąć na całe godziny i zaczęliśmy łapać się na tym, że gdy choć trochę zaczynamy się nudzić, momentalnie sięgamy po smartfona. Efekt? Przebodźcowanie i zmęczenie. Które prowadzą do błędnego koła, bo w efekcie nie mamy siły na nic więcej poza scrollowaniem. Na szczęście jednak istnieje remedium. To torba analogowa. Już mówi się, że to najbardziej pożądany dodatek 2026 roku (mimo że dopiero się zaczął).
Co kryje się w torbie analogowej?
Nie pytaj, jak wygląda. W tym przypadku fason, wielkość i kolor schodzą na drugi plan. Bo choć jako torby analogowe najczęściej wykorzystywane są tote bags i shopperki (także te „zwykłe” – szmacianki z bawełny), o wiele ważniejsze jest to, co jest w środku. Stąd właśnie faworyzowane modele, bo pojemność torby analogowej jest nie bez znaczenia. Pomieścić musi ona bowiem: książkę, notatnik, piórnik z pełnym wyposażeniem (od pióra wiecznego po kredki), kolorowankę antystresową, 500 krzyżówek panoramicznych, a nawet ręczną robótkę (tym bardziej że branża mody także wróciła do dziergania). W skrócie – wszystko to, co może kreatywnie wypełnić nam czas, byśmy nie musieli sięgać po smartfona i jak najdłużej pozostali offline. Aż trudno uwierzyć, że ten trend narodził się na TikToku!
Analogowa torba to remedium na „brain rot”
Torba analogowa jest naprawdę wielofunkcyjna! Bo nie służy tylko do przenoszenia przydatnych w ciągu dnia przedmiotów. Przede wszystkim ma zmieniać nawyki. Bo skoro tak bardzo lubimy zajmować czymś umysł (w końcu taka już ludzka natura), lepiej zająć go czymś pożytecznym. Albo przynajmniej czymś, co naprawdę relaksuje, a nie tylko sprawia takie wrażenie, wysysając z nas resztki energii. Tym bardziej że analogowe przyjemności, takie jak pisanie, rysowanie czy szydełkowanie, nie tylko odprężają, ale i zmniejszają towarzyszący nam poziom lęku (w tym FOMO), a także przywracają poczucie kontroli nad własnym życiem. Co w dzisiejszych, niepewnych czasach jest szczególnie ważne.