Odwiedziłam najstarszą perfumerię świata w samym sercu Florencji. To tu powstał zapach dla królowej Francji Katarzyny Medycejskiej
Jeśli wydaje wam się, że współczesny rynek perfum niszowych potrafi zaskoczyć, czas na szybką lekcję historii. I to tej z najwyższej półki. Podczas mojej ostatniej podróży do Florencji trafiłam do miejsca, które redefiniuje pojęcie „tradycji”. Officina Profumo-Farmaceutica di Santa Maria Novella to najstarsza działająca od 1221 roku apteka i perfumeria na świecie. Zapnijcie pasy... to miejsce kryje w sobie historię, która zmieniła losy europejskiego perfumiarstwa!

Jako redaktorka urody wiecznie gonię za nowościami, a mój nos ledwo nadąża za kolejnymi „rewolucjami” w świecie zapachów. Słyszałam już o perfumach molekularnych, zapachach odtwarzających woń kosmosu czy ekstraktach z syntetycznego zamszu. Wszystko to jest ekscytujące, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że w pogoni za nowoczesnością branża czasem zapomina o tym, co najważniejsze.... o duszy. Ostatnio, szukając ucieczki od algorytmicznych trendów, wylądowałam we Florencji. I to właśnie tam, przy Via della Scala 16, po prostu przepadłam. Ten widok i zapach... całkowicie odebrały mi mowę.

Odwiedziłam najstarszą perfumerię i aptekę świata!
Historia tego miejsca mogłaby posłużyć za scenariusz do wielosezonowego serialu na Netflixie! Wyobraźcie sobie mroczne, średniowieczne korytarze, blask świec i szeptane nad pergaminami sekrety. Wszystko zaczęło się dokładnie w 1221 roku, kiedy do Florencji przybyli dominikańscy mnisi. Otrzymali mały kościółek poza murami miasta i natychmiast zabrali się do pracy, która miała przynieść im zbawienie, a światu, najpiękniejsze aromaty. W swoich zamkniętych, klasztornych ogrodach (hortus conclusus) zaczęli uprawiać rzadkie zioła i rośliny lecznicze. To nie była jednak zwykła uprawa, zakonnicy stali się pionierami medycyny i botaniki. W zaciszu swoich laboratoriów, metodą prób i błędów, łączyli mistyczną wiarę z czystą nauką.

Tworzyli balsamy, kojące maści i legendarne wody pomadowe, które początkowo miały służyć wyłącznie pacjentom przyklasztornego szpitala oraz chronić przed szalejącymi wówczas zarazami. Mnisi przez stulecia, z pokolenia na pokolenie, przekazywali sobie ściśle strzeżone receptury i doskonalili skomplikowaną sztukę destylacji. Stali się prawdziwymi alchemikami swoich czasów. Projektowali unikalne alembiki, badali fazy księżyca wpływające na zbiory płatków róż i zamykali w szklanych naczyniach esencję toskańskiej ziemi. Ci skromni bracia zupełnie nie spodziewali się, że ich alchemiczne eksperymenty przetrwają setki lat, stając się globalnym synonimem luksusu.

Przełom (i to na skalę globalną) nastąpił jednak w 1533 roku. To wtedy nastoletnia Katarzyna Medycejska opuszczała rodzinną Florencję, by poślubić przyszłego króla Francji, Henryka II. Mnisi stworzyli dla niej specjalny, pożegnalny upominek, orzeźwiającą kompozycję na bazie bergamotki i cytrusów, nazwaną Acqua della Regina (Woda Królowej). Katarzyna zabrała zapach na paryski dwór, wywołując tam absolutne szaleństwo. To właśnie ten włoski flakonik zapoczątkował światową modę na perfumy we Francji, którą dziś uważamy przecież za stolicę zapachów! Co jest w tym wszystkim najbardziej fascynujące dla nas, współczesnych miłośniczek piękna? Ta historia wcale się nie skończyła. Kultowa kompozycja stworzona dla Katarzyny Medycejskiej jest produkowana do dziś! Flakon przeszedł subtelną metamorfozę, ale wnętrze to wciąż ta sama, cytrusowo-zielona świeżość, która zachwyciła francuski dwór niemal 500 lat temu! Możesz podejść, spryskać nadgarstek i poczuć dokładnie to samo, co czuła nastoletnia królowa! Czułam się jak w bajce...
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Przetestowałam dziesiątki zapachów w najstarszej perfumerii świata
Wizyta w takim miejscu to dla nosa prawdziwy rollercoaster. Niektóre z cięższych, niszowych kompozycji okazały się dla mnie wręcz obezwładniające. Przetoczyły się przez moje zmysły z taką mocą, że aż mnie dusiły, dominowały w nich gęste, wręcz alkoholowe nuty zbliżone do dymnej whisky, tak odległe od moich upodobań, że musiałam na chwilę odsunąć blotter... Ale chwilę później nastąpił zachwyt, który zdefiniował całą tę podróż. Trafiłam na flakon, który dosłownie mnie oczarował i natychmiast stał się moim absolutnym faworytem...

Mowa o L’Iris, kompozycji opartej na florenckim irysie, którego drogocenne kłącza potrzebują aż sześciu lat uprawy i suszenia, by pozyskać z nich niezwykle luksusowe masło irysowe. Kiedy poczułam go na skórze, przepadłam. Pachniał czystością w najbardziej luksusowym, wręcz arystokratycznym wydaniu. To ten niesamowity, upajający, mydlany zapach świeżej, rozgrzanej skóry tuż po relaksującej kąpieli. Z jednej strony pudrowy i niezwykle elegancki, z drugiej intymny i bliskoskórny. Jak rzemieślnicy z Florencji osiągnęli ten hipnotyzujący efekt? Wszystko opiera się na genialnej piramidzie zapachowej. W otwarciu krystaliczną świeżość i czystość zapewniają olejek neroli, mandarynka oraz zielone galbanum. Z czasem zapach zaczyna pracować z ciepłem ciała. W sercu kompozycji, obok monumentalnego, pudrowego irysa, rozgaszczają się zmysłowy jaśmin i rześkie geranium, to połączenie zmienia chłodną elegancję w niezwykle intymną opowieść. Największa magia dzieje się jednak w bazie. Dzięki piżmu i szarej ambrze zapach wtapia się w naskórek, stając się naturalną, magnetyczną aurą naszej własnej skóry!

Jak wygląda najstarsza perfumeria i apteka świata Officina Profumo-Farmaceutica di Santa Maria Novella?
Nad głową rozpościerają się monumentalne, wysokie sklepienia pokryte oryginalnymi, XIV-wiecznymi freskami autorstwa Mariotta di Nardo, przedstawiającymi cztery części świata. Z sufitów zwisają potężne, kryształowe żyrandole, które rzucają ciepłe, migoczące światło na zabytkowe, ciemne meble z drewna orzechowego. W powietrzu unosi się gęsty, hipnotyzujący aromat wosku pszczelego, suszonych ziół i wiekowej historii. Zakupy robi się tu wśród marmurowych posadzek, antycznych rzeźb i rzędów szklanych aptekarskich słojów, w których mnisi trzymali swoje sekrety. Całość tworzy tak nierealny, luksusowy klimat, że człowiek ma ochotę szeptać, by nie zakłócić powagi tego miejsca.



Jeśli planujecie podróż do Toskanii, wizyta na Via della Scala 16 to punkt absolutnie obowiązkowy. Nawet jeśli wyjdziecie stamtąd tylko z jednym flakonem (ostrzegam, trudno się oprzeć!), wrócicie bogatsi o zapachową historię, której nie da się zapomnieć...