Związek, szczególnie taki, który trwa lata, na pewno nie jest efektem nieustającego uczucia motyli w brzuchu, o jakich zwykło się mówić w kontekście zakochania i zafascynowania partnerem. To umiejętność pójścia na kompromis, słuchania drugiej osoby, akceptowania swoich wad i doceniania swoich zalet. Czyli podsumowując: cholernie ciężka praca. Kryzys? Normalna sprawa. Pojawia się u tych, którzy są ze sobą kilka miesięcy, dekadę czy dwie. I tylko to, co wyżej, pozwala go zażegnać. Oczywiście nie zawsze, ale to już bardzo indywidualna kwestia. Czy istnieje jakiś złoty środek idealnego związku? Ba, nie jeden. A dokładniej, jest ich tyle, ile par na świecie. I co ważne, w szukaniu tego złotego środka potrzeba dwóch, a nie jeden osoby. Z kolei znana amerykańska terapeutka Harriet Lerner wierzy, że istnieje przynajmniej „100 zasad udanego związku”, które postanowiła spisać i wydać. Jej poradnik stał się światowym bestsellerem. Co oznacza tylko jedno, że dla tych, którzy po niego sięgnęli, stał się skarbnicą życiowych, praktycznych rad, jak dobrze funkcjonować w parze, ze swoim partnerem, zachowując przy tym zdrowy rozsądek, odwagę i radość.

Wybraliśmy 10 rad Harriet Lerner, które naszym zdaniem warto wziąć sobie do serca. A najlepiej przedyskutować razem ze swoim partnerem.

1. Pamiętaj o proporcjach 5:1

W fazie zalotów – czy też „iskrzenia”, jak ją nazywam – automatycznie skupiamy się na pozytywach. Wiemy, co robić, by nasz partner czuł się kochany, wartościowy i wybrany. Różnice, które nas dzielą, uważamy za podniecające i interesujące, a na negatywy w ogóle nie zwracamy uwagi. Im dłuższy staż związku, tym częściej zdarza nam się „uwaga wybiórcza”. Po latach bycia razem odruchowo skupiamy się na tym, co nam się nie podoba, i głównie o tym mówimy. („Po co nalewasz tyle wody do garnka z makaronem?”. „Nie wiesz, że tym nożem nie kroi się pomidorów?”). Przestajemy dostrzegać i komentować pozytywy. („Bardzo mi się podobało, jak dziś w rozmowie z bratem rozładowałeś napiętą atmosferę”). Spróbuj skupić się na pozytywach, nawet jeśli czujesz złość i urazę. Jeśli chodzi o pozytywy i negatywy, staraj się zachować proporcje 5:1 (to przepis eksperta Johna Gottmana na to, jak uniknąć rozwodu). Jeżeli jesteś bardzo zła na partnera, poeksperymentuj przez tydzień i zobacz, co się stanie. Na początek wystarczą proporcje nawet 2:1. Jeśli nie możesz znaleźć u partnera cech godnych pochwał, to znaczy, że straciłaś właściwą perspektywę. Każdy ma jakieś zalety i dobroć w sobie. Każdy jest znacznie bardziej skomplikowanym i lepszym człowiekiem, niż mogłyby na to wskazywać najgorsze rzeczy, jakie zrobił. Każdy związek może przynosić satysfakcję, nawet jeśli obie strony przestały dostrzegać swoje walory i mówić o nich. Pamiętaj, że zainteresowanie, wyrozumiałość i miłość możesz okazywać w sposób niewerbalny – nie tylko za pomocą słów. Zwykły gest – dłoń na plecach, kiwnięcie głową, uśmiech – może sprawić, że partner poczuje się zauważony i kochany.

2. Wystrzegaj się sprzecznych komunikatów

Zamiast wyraźnie powiedzieć, żebyś sobie odpuściła, partner może ci dawać sprzeczne komunikaty. Taki rodzaj kontaktowania się jest dość powszechny i nie sposób go zrozumieć, a poza tym powoduje, że nie potrafimy zdobyć jednoznacznych informacji od partnera. Zastanów się nad rozmową, którą usłyszałam kiedyś w swoim gabinecie:

Ona: Uważasz, że za bardzo się rządzę?
On: No, tak. Niewątpliwie jesteś autorytatywna. Już o tym rozmawialiśmy.
Ona: Wczoraj wieczorem też tak się zachowywałam?
On: Kiedy kroiłem pomidory na sałatkę, zapytałaś: „Dlaczego kroisz je w ten sposób?”, a potem dodałaś, że kawałki są za małe i lepiej pokroić pomidory równo. Uważam, że zbyt często się tak zachowujesz.
Ona: Zbyt często? Jak to?
On: Innych ludzi też tak traktujesz. Przypomnij sobie, co się stało u mojego brata w Święto Dziękczynienia, kiedy jego żona rozzłościła się na ciebie i powiedziała: „To mój dom i prosiłabym, żebyś pozwoliła mi robić wszystko po swojemu”.
Ona: Ale ja tylko chciałam jej pomóc. Miałam rację, mówiąc, że ugotowała za mało ziemniaków, a indyk nie upiekł się na czas.
On: Wiem. Moja bratowa ma trudny charakter.
Rzeczywiście uratowałaś tego indyka.
Ona: A jeśli chodzi o tamte pomidory, to sam przyznałeś, że lepiej wyglądają, kiedy są równo pokrojone.
On: No tak, ty naprawdę świetnie gotujesz, więc może dobrze zrobiłaś.

3. Nie zawsze musisz mieć rację

Walka o to, „czyje na wierzchu”, jest bez sensu. Nie istnieje jedna prosta „właściwa” odpowiedź na decyzje, które wspólnie podejmujemy, a wprowadzenie ducha współpracy, zamiast rywalizacji, jest o wiele ważniejsze od obrony własnego punktu widzenia. Bob i jego żona wiecznie się kłócili o to, czy zostać w swoim ogromnym domu (ona tak wolała), czy zamienić go na mniejszy (on się przy tym upierał). Za każdym razem, kiedy w rozmowie pojawiał się ten temat, oboje myśleli: „Znowu to samo”, ale nic się nie zmieniło, dopóki mężczyzna nie postanowił wyrwać się z tego schematu. Podczas kilku sesji terapeutycznych w moim gabinecie Bob przestał się sprzeczać z żoną i zaczął zadawać pytania, by lepiej zrozumieć jej punkt widzenia. Świadomie stał się słuchaczem, rezygnując z kłótni o to, kto ma rację, jaka jest prawda i co mógłby zrobić, żeby postawić na swoim. Kto wie, dlaczego tak się stało? Może zainspirował go nowy twórczy projekt, który właśnie zaczął realizować i który zwiększył jego poczucie wartości i pozwolił mu na większą jego emocjonalną wyrozumiałość?

Bob miał tendencję do automatycznego korygowania faktów, na przykład kiedy Laura pomyliła się co do wysokości rachunków czy spłaty hipoteki. Teraz unikał zbaczania na mniej istotne tematy i starał się skupić na zrozumieniu silnej potrzeby żony, by zostać w dużym domu. Kiedy Laura zaczęła mu czynić zarzuty („Dom nie liczy się dla ciebie aż tak bardzo, bo ciągle siedzisz w biurze”), początkowo się bronił („Wcale nie ciągle – a poza tym, gdybym nie siedział w biurze, to nie stać by nas było na ten dom”). Szybko
jednak zreflektował się. Spojrzał na Laurę i powiedział: „To prawda. O wiele bardziej dbasz o dom niż ja. Naprawdę pięknie go urządziłaś”). Laura wyraźnie zmiękła. Opowiedziała o swoich lękach, o tym, że w dzieciństwie jej rodzice co rusz się przeprowadzali i bała się, że nigdzie długo nie zagrzeje miejsca. Pod koniec sesji nie byli już tak skonfliktowani,
a nawet opracowali wspólny plan. Laura zgodziła się w soboty pojeździć z Bobem po okolicy, by obejrzeć mniejsze i tańsze domy – nie dlatego, że zaakceptowała już przeprowadzkę, ale chciała uczestniczyć w gromadzeniu informacji. Mieli też razem przyjrzeć się swojej sytuacji materialnej, żeby sprawdzić, czy mogą zostać w dużym domu już „na zawsze”. Bob obiecał, że będzie bardziej doceniał przywiązanie Laury do starego domu i pamiętał o tym podczas rozmów o ewentualnej przeprowadzce. Zakończyli sesję jako partnerzy, nie jako przeciwnicy.

Uświadamiaj sobie, kiedy twoja potrzeba udowodnienia własnej racji zakłóca współpracę w osiągnięciu wspólnego celu. Zamiana postawy defensywnej na szczere zainteresowanie jest ważniejsza od zdobywania punktów podczas kłótni. Pytania zadawaj z miłością, bo jeśli będą za bardzo naładowane emocjami, partner może mieć wrażenie, że go przesłuchujesz, zamiast lepiej poznać jego potrzeby.

5 sygnałów, które oznaczają, że tkwisz w związku typu situationship

4. Wyłącz tę głupią komórkę

Współczesna tendencja do usprawnienia komunikacji w istocie zwiększa dystans między partnerami, którzy nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Każda para potrzebuje czasu wolnego od elektronicznych gadżetów, by móc poświęcić sobie całkowitą uwagę. Niektórzy są przekonani, że nawet na plaży muszą odbierać telefony i że szybciej awansują, jeśli będą bezwłocznie odpisywać na wszystkie służbowe maile. Rzeczywistość rzadko to potwierdza. Nie musisz ciągle sprawdzać najnowszych wiadomości, wyników meczu i tak dalej. Wydzwanianie do partnera albo wysyłanie mu esemesów, kiedy umówił się z przyjaciółmi, jest nie tylko niegrzeczne, ale stanowi potencjalne zagrożenie dla związku. Wszyscy
niekiedy musimy od siebie odpocząć. Usiądź z partnerem i ustal zasady czasu wolnego od nowoczesnych narzędzi służących komunikacji. W moim małżeństwie brzmią one następująco:

1. Podczas gotowania jedzenia i w trakcie posiłków wyłączamy telefony komórkowe i nie odbieramy stacjonarnych.

2. Nie odbieramy telefonów w trakcie rozmowy albo kiedy mamy gości – można oddzwonić później.

3. Jeżeli jednak koniecznie musimy odebrać telefon, wychodzimy do innego pokoju.

Szczególnie ważne jest odłączenie się od gadżetów, jeżeli partner narzeka na to, że zbyt często z nich korzystasz. Jeden z moich pacjentów bardzo poprawił funkcjonowanie swojego małżeństwa, kiedy wprowadził nową zasadę: „Żadnej elektrotechniki przez dwie godziny po powrocie do domu i dzieci”. Zasada ta była szczególnie ważna, bo żonę ogromnie denerwowało jego uzależnienie od komórki. Kiedyś wrzuciła ją do sedesu, gdy potrzebowała pomocy męża przy robieniu kolacji, a on ciągle wysyłał esemesy do brata. Nie polecam aż tak drastycznych metod, chociaż w tym wypadku zadziałała. W dzisiejszych czasach warto wprowadzić w domu zasady przypominające te, które obowiązują podczas startu i lądowania samolotu. Kiedy już ograniczysz czas, jaki poświęcałeś na korzystanie z urządzeń elektronicznych, sam się przekonasz, jak bardzo mogą one oddalić cię od partnera i od samego siebie.

5. „Daj mi spokój!” oznacza „Daj mi spokój!”

Najlepiej by było, gdyby partnerzy kończyli kłótnię, zanim stracą nad sobą kontrolę. Niestety często zdarza się tak, że napięcie rośnie od zera do stu, zanim ludzie uświadomią sobie, że powinni wcześniej przerwać rozmowę. Jeżeli spór przerodził się w przekrzykiwanie się albo jedna z osób jest nakręcona tak bardzo, że nie może się opanować, natychmiast utnij tę wymianę zdań. Jeśli partner mówi „Daj mi spokój”, uszanuj jego prośbę. Zmuś się do tego, by się wycofać. Możesz tylko raz zaproponować kontynuowanie rozmowy. („Przepraszam, że byłam nieprzyjemna. Możemy spróbować jeszcze raz? Obiecuję, że postaram się mówić ciszej”). Jeżeli jednak partner powtarza, że woli zostać sam, zaakceptuj to.

Nie idź za nim do innego pokoju, nie wsuwaj liścików pod drzwi, nie dzwoń, nie wysyłaj esemesów, nie odzywaj się ani słowem, dopóki oboje się nie uspokoicie. Kiedy osiągniesz wysoki poziom zdenerwowania, tylko ta zasada się sprawdza. Jeżeli partner dotarł do granic wytrzymałości, nie pomogą ani próby wyjaśnienia twojego zachowania, ani przeprosiny. Ta z osób, która przerywa kłótnię, powinna w ciągu kolejnej doby podjąć rozmowę – chyba że chodzi o coś naprawdę banalnego. Zasada „Daj mi spokój” nie zadziała, jeśli żadna ze stron nie potrafi później wrócić do tematu.

6. Nie mów „gra wstępna”

Określenie „gra wstępna” sprawia wyłącznie kłopoty, więc wyrzuć je ze swojego słownika seksualności. Sugeruje ono, że wszelkie pieszczoty, które nie są stosunkiem czy orgazmem, same w sobie nie mają żadnego znaczenia, a są jedynie wstępem do wielkiego finału. Kto jest uprawniony do tego, by decydować, co jest wielkim finałem? Seksuolog Marty Klein powiedział: wyobraź sobie, że idziecie z partnerem do luksusowej restauracji słynącej z pysznych deserów. Oboje ze smakiem zajadacie przystawki, sałatka jest wyborna, a danie główne rewelacyjne. Kiedy jednak przychodzi do zamawiania deseru, kelner oznajmia, że niestety się skończył. Przeżywacie wtedy gorzkie rozczarowanie, wasze poczucie wartości się obniża i dopada was dojmująca świadomość poniesienia porażki. Jeszcze przed chwilą rozkoszowaliście się posiłkiem i swoim towarzystwem, ale teraz dochodzicie do wniosku, że ta kolacja była do niczego. Wracacie do domu przygnębieni. Klein mówi, że w podobny sposób ludzie oceniają swoje doświadczenie seksualne – na podstawie tego, co się dzieje (lub nie dzieje) na końcu. W niektórych ankietach dotyczących seksualności pojawia się pytanie, jak często ludzie „to robią”.

7. Nie zamieniaj partnera na dziecko

Będziesz się czuła przytłoczona i sfrustrowana pojawieniem się nowego członka rodziny, poza tym możesz też kochać dziecko tak zachłannie, że partner zostanie odstawiony na boczny tor. Zwykle to ojciec jest zepchnięty na margines – zwłaszcza jeśli matka karmi piersią. Może na to zareagować ucieczką w pracę zawodową, zamiast spróbować bardziej zaangażować się w opiekę nad dzieckiem. Czuje się odrzucony również dlatego, że po porodzie libido kobiety często słabnie, na co ma z pewnością wpływ permanentne niewyspanie, burza hormonalna i konieczność stałego zaspokajania potrzeb dziecka. Jeśli jesteś tatą, możesz nawet nie uświadamiać sobie tego poczucia straty. Mężczyznom wciąż się powtarza, że nie powinni przyznawać się do słabości, więc wielu nie potrafi zaakceptować swoich negatywnych uczuć związanych z pojawieniem się dziecka, kiedy wszyscy im gratulują. Niektórzy postanawiają, że to będzie „jej” dziecko, a oni zajmą się utrzymywaniem rodziny. Kobieta też może uważać, że dziecko bardziej „należy do niej”. Jeśli matka i dziecko stają się „samowystarczalni”, odsunięty ojciec z trudem znosi taką sytuację. Oczywiście może wyjść z cienia, kiedy dziecko nieco podrośnie. Jeżeli jednak teraz to ty bardziej zajmujesz się dzieckiem, zapewnij partnera, że cenisz go, potrzebujesz i kochasz tak samo jak dawniej, zanim zostaliście rodzicami – a może nawet bardziej. I wróć do uprawiania seksu, choćbyś nie miała na to ochoty – bo seks pomaga przywrócić poczucie bliskości w związku.

Jeśli słyszysz od swojego partnera jedną z tych trzech rzeczy - uciekaj!

8. Możesz żyć bez swojego partnera

Kiedy stawiasz sprawy na ostrzu noża, nawet w drobnej kwestii, musisz pamiętać, że – jeśli okaże się to konieczne – możesz żyć bez swojego partnera. Najsilniejsze relacje łączą ludzi, którzy mogą bez siebie żyć, ale nie chcą. Nie sugeruję, że stanowczość w kluczowych sprawach musi doprowadzić do rozwodu czy separacji. Wręcz przeciwnie – związki rozpadają się przeważnie wtedy, kiedy nie rozmawiamy o problemach i nie żądamy od partnera, by wziął odpowiedzialność za niesprawiedliwe czy nieodpowiedzialne zachowanie. Umiejętność określenia swoich wartości, przekonań i celów życiowych – i postępowanie zgodnie z nimi – leży u podstawy trwałego związku. Trudno jest być w związku, który jest ci niezbędny, by przetrwać. Weźmy na przykład twoje miejsce pracy. Jeśli jesteś niezadowolona z niesprawiedliwego układu w pracy, możesz poskarżyć się szefowi i poprosić o zmianę. Możesz przedstawić swoje stanowisko odnośnie do nierealistycznych czy niesprawiedliwych żądań i tego, co chciałabyś zmienić. Nie możesz jednak postawić mu ultimatum („Nie będę już więcej brała nadgodzin”) – chyba że bez tej pracy poradzisz sobie finansowo i emocjonalnie. W małżeństwie jest tak samo. Czasami budzi to w nas prawdziwy lęk.

Jeśli zajmujemy stanowisko w jakiejś pozornie drobnej sprawie, prawdopodobnie poczujemy wewnętrzną presję, by zareagować i na problemy małżeńskie. Jeżeli jasno określimy, co możemy akceptować i tolerować, nasz partner będzie mógł odnieść się do tego stanowiska i oznajmić, na co się zgadza, a co budzi jego sprzeciw. Jeśli zrezygnujemy z bezproduktywnego narzekania i zaczniemy w asertywny sposób wyrażać swoje zdanie, lepiej poznamy i siebie, i partnera. Gdy partner daje ci do zrozumienia (poprzez czyny, jeśli nie słownie), że prędzej się z tobą rozwiedzie, niż pójdzie na odwyk, poszuka pracy czy zacznie zmywać naczynia, musisz podjąć bardzo trudną decyzję. Zostać i próbować zmienić coś w sobie? A jeśli tak, to co? Niełatwo myśleć o tych pytaniach, a co dopiero na nie odpowiedzieć. Bezmyślne grożenie rozwodem na pewno ci nic nie da, ale pomocna jest świadomość, że – jeśli okaże się to konieczne – poradzisz sobie sama. A gdy uważasz, że sobie nie poradzisz, włóż trochę wysiłku we wzmocnienie swojego „ja” oraz więzi z rodziną i przyjaciółmi – to zawsze dobre rozwiązanie, niezależnie od tego, czy zamierzasz zostać z mężem, czy też nie. Żaden związek nie przetrwa, jeśli opiera się na lęku. Najlepsze małżeństwa tworzą silnie związani ze sobą partnerzy, ale z własnej woli, a nie z przymusu.

9. Goń za swoimi marzeniami, a nie za partnerem

Jednym z najważniejszych wyzwań, jakim musi stawić czoło ścigający, jest przeniesienie punktu ciężkości z uciekającego na własne życie – a należy to zrobić z godnością i zapałem. Pomoże to ścigającemu trochę zwolnić. Poza tym to jedyny sposób, w jaki osoba oczekująca większego dystansu w związku może uświadomić sobie potrzebę większej bliskości lub
częstszych rozmów. Przeprowadź następujący eksperyment: przez co najmniej parę tygodni nie skupiaj się obsesyjnie na partnerze. Poświęć sto procent energii własnemu życiu.
Bądź serdeczna wobec partnera, ale nie żądaj większej bliskości, a nawet całkowicie o niej zapomnij na czas trwania eksperymentu. Oprzyj się wszelkim pokusom zachęcania go
do zbliżenia się do ciebie. O swoich troskach rozmawiaj z kimś innym. Dasz partnerowi więcej przestrzeni, niż potrzebuje, jeśli wynajdziesz sobie nowe zajęcia lub będziesz spędzać więcej czasu z przyjaciółmi i rodziną. Powstrzymaj się od krytyki i negatywnych uwag. Nie wypominaj mu chłodu, braku zainteresowania schematu, chociaż przez jakiś czas partner może próbować zabiegać o twoje zainteresowanie. Poświęcenie większej ilości czasu i energii własnemu życiu nie oznacza emocjonalnej nieobecności.

Podczas tych paru tygodni skup się na jakości swojego życia i na kierunku, w jakim chcesz podążać. Jakie zdolności czy zainteresowania mogłabyś rozwijać? Jakie są twoje cele zawodowe? Jak sobie wyobrażasz bycie dobrą siostrą, bratem, córką, synem, ciocią czy wujkiem? Jakie relacje chciałabyś stworzyć w swoim środowisku? Może chcesz poznać nowych przyjaciół albo spędzać więcej czasu ze starymi? Uprawiasz jakiś sport, zdrowo się odżywiasz lub w inny sposób dbasz o swój organizm? Co ci sprawia przyjemność albo radość? Czy pomagasz innym? Zajęcie się innymi to chyba najlepsze antidotum na zbytnie koncentrowanie się na tym, czego nie dostajesz od partnera.

10. Nie pozwól, by wizyty krewnych źle wpłynęły na twój związek

Kiedy znajdujemy partnera, stajemy przed wyzwaniem, jakim jest utrzymanie zdrowej granicy między naszą nową rodziną a tymi, z których oboje pochodzimy. Jeśli do tej pory wizyty krewnych sprawiały ci same przykrości, zastanów się, co w nich zmienić. Oto parę wskazówek.

1. Nie powierzaj partnerowi planowania wizyty i zabawiania twojej rodziny. Jeśli przyjeżdża twoja rodzina z innego miasta, weź dzień czy dwa dni urlopu. Jeżeli jest to absolutnie niemożliwe, zwolnienie się z pracy parę godzin wcześniej będzie sygnałem dla twoich bliskich, że się z nimi liczysz. Zmień swój rozkład dnia, by być obecnym podczas tych odwiedzin.

2. Pamiętaj o spotkaniach tylko we dwójkę. Zaproponuj każdemu z krewnych spędzenie czasu tylko we dwójkę, choćby to był dziesięciominutowy spacer z matką po osiedlu albo wyskoczenie z bratem na kawę do baru, gdzie na luzie pogawędzicie o sporcie i pogodzie.

3. Ustal czas trwania wizyty. Oczywiście niekiedy trzeba pójść na kompromis. Na przykład nierozsądne byłoby zapowiedzenie rodzicom, którzy właśnie przylecieli z Japonii, że mogą u was się zatrzymać tylko na długi weekend. W innych sytuacjach to jednak ty powinnaś decydować, ile może trwać wizyta. Jeśli odwiedza cię liczna rodzina, po czterech lub pięciu dniach (a niekiedy i czterech lub pięciu minutach) mogą pojawić się konflikty. Długie wizyty rodziny nie zawsze okazują się przyjemne.

4. Zadbaj o przestrzeń dla siebie. Rób sobie przerwy podczas odwiedzin rodziny: wybierz się na spacer, podczas dziesięciodniowej wizyty zaplanuj trzydniową wycieczkę z partnerem. A jeżeli wasz pobyt u rodziny okazuje się wyjątkowo trudny, wynajmij pokój w hotelu i wypożycz samochód. Może to przemienić potencjalną katastrofę w wizytę do zniesienia, więc to dobrze zainwestowane pieniądze. Rodzice mogą się poczuć urażeni tym, że nie chcesz się zatrzymać w pokoju pod adresem twojego „źle wychowanego syna”, obsesja matki na punkcie „nieudacznictwa” brata albo odwieczne marzenia ojca o tym, jak zbić fortunę. Zastanów się, jak zachować się podczas takich rozmów i jak reagować, by nie
zaostrzyć konfliktu. Zasugeruj partnerowi, jak może ci pomóc.

6. Postaw sobie realistyczne cele. Przetrwanie jest najrozsądniejszym celem, jaki możesz obrać, kiedy odwiedzasz rodzinę, w której panuje wyjątkowo nerwowa atmosfera. Obserwowanie krewnych to kolejny wartościowy cel. Inny to przebrnięcie przez wizytę bez brania udziału w kłótniach. Jeśli czujesz się na siłach, postaw poprzeczkę wyżej i poeksperymentuj z nowymi zachowaniami: powstrzymaj się od dawania rad, zaproponuj ojcu spacer tylko we dwójkę, opowiedz parę przyjemnych rodzinnych historyjek, podziel się swoimi problemami albo wypróbuj w kontaktach z mamą zasadę „Pięć pozytywnych uwag na jedną negatywną”.

W małżeństwie ważne są dojrzałe i przemyślane kontakty z członkami rodziny. Planuj je zawczasu, nie reaguj pod wpływem emocji i nie wyładowuj całego swojego stresu na niewinnym człowieku, jakim jest twój partner.

Pozostałe 90 zasad znajdziecie w książce Harriet Lerner „100 zasad udanego związku” wydawnictwa Burda Książki.