Musieliśmy przystosować się do zmian w szalonym tempie. Z marszu przenieść część swojego życia do sieci, opanować błyskiem nowe technologie, nauczyć się funkcjonować w rozkroku między przestrzenią wirtualną a tą chwilowo „nieczynną” rzeczywistą. Zwłaszcza dla osób ze starszego pokolenia była to zmiana przełomowa (rozmawiałaś wcześniej z babcią na Zoomie? No, raczej nie). Lekcja numer jeden to ekspresowy kurs życiowej elastyczności. 

Zamiast mówić, usłysz „nie” 

Millenialsi minus (czytaj: i młodsi) to pokolenie, które nie doświadczyło w życiu restrykcji i zakazów. Dla wielu z nich, wychowanych na „chcieć to móc”, komunikat, że NIE MOGĄ czegoś zrobić (choćby wyjść z domu, aby spotkać się ze znajomymi), był do tej pory abstrakcją. Lekcja numer dwa to lekcja pokory. Teraz to nam ktoś mówi „NIE” i trzeba się dostosować się. 

Witaj w klubie, graj w drużynie 

Naturalną konsekwencją funkcjonowania w kryzysie jest schowanie do kieszeni wyobrażenia o własnej wyjątkowości i indywidualności. Wszystko, co teraz robimy, jest po to, aby chronić innych, a nie tylko siebie. To lekcja numer trzy – grania w jednej drużynie, zauważania innych, powrotu do wspólnoty.

Jak na dłoni widać, co zmieniło się w naszym życiu. Na plus i na minus

PLUS

Remanent „ja” 
Mieliśmy naprawdę sporo czasu na przemyślenie różnych spraw. Wynik tych rozważań jest u większości z nas podobny. Posiadamy za dużo, kupujemy, a nie mamy czasu skonsumować. Teraz, gdy dostaliśmy trochę więcej czasu na konsumpcję tych dóbr (np. kosztowne hobby), okazało się, że to nas już nie kręci. Takie spotkanie z prawdą.   
 
Powrót do zdrowszego stylu życia 

Na początku pandemii internetowe kursy jogi biły rekordy popularności. Na Instagramie królowały zdjęcia własnoręcznie pieczonych chlebów. Nagle znaleźliśmy czas na to, na czym zawsze nam zależało – zdrowszy tryb życia. Z czasem, i joga i pieczenie chleba zeszły na dalszy plan, ale wiele zdrowych nawyków z nami zostało (niespieszne śniadania, domowa kuchnia, długie spacery). 

Odnowiony kontakt z naturą 
Sklepy, które nie narzekały na brak klientów? Kwiaciarnie internetowe! Na potęgę zakładaliśmy  w domach „covidowe” ogrody, a na balkonach hodowaliśmy zioła i pomidory. Już samo patrzenie na kolor zielony obniża poziom stresu i ciśnienie. Kontakt z naturą nie tylko relaksuje, lecz także przypomina, że wszystko da się przetrwać i w końcu świat znowu wypuści pączki. 

Otwartość na innych
Wszyscy słyszeliśmy o firmach rozdających środki ochrony szpitalom i o młodych ludziach robiących zakupy starszym sąsiadom. Sytuacja beznadziei (czytaj: skoro i tak nie mam nic do stracenia) otworzyła w nas okienko na pomaganie i dostrzeganie innych. Dzięki temu samych siebie postrzegamy jako bardziej wartościowych. Poza tym podświadomie liczymy, że i nam ktoś pomoże, gdy zajdzie taka potrzeba.

MINUS

Skradziony relaks 
Nasze dni stały się totalnie przewidywalne, a monitor – całym oknem na świat, w którym pracujemy, spotykamy się ze znajomymi i się relaksujemy. Dla wielu z nas po całym dniu przed monitorem cyfrowy relaks (seriale, gry) przestał być atrakcyjny. Pandemia nam go „popsuła”. Ideą odpoczywania w domu jest też wracanie do niego po całym dniu. A my z niego nie wychodzimy.    
 
Zmęczenie psychiki
Najpierw baliśmy się panicznie nowego wirusa i utarty pracy. Teraz przywykliśmy do tych zagrożeń (nie da się żyć na rozbrojonej bombie), ale dopadają nas inne lęki. O przyszłość, pieniądze, upływ czasu. O brak możliwości poznania nowych osób (randkowanie w czasie pandemii to wyższa szkoła jazdy). Dobija nas samotność lub – wręcz przeciwnie – domownicy na głowie. 

Włączenie trybu awaryjnego
Skupiamy się tylko na tym, co niezbędne – praca, zakupy, opieka nad dziećmi i zwierzakami. O reszcie mówimy: pomyślę o tym później. O ile rzeczywiście egzotyczne wakacje czy premiera teatralna mogą poczekać, o tyle już profilaktyczne coroczne badania zdrowotne – nie. Co z tego, że nie zachorujesz na koronawirusa, jeśli przegapisz USG piersi? Warto zachować rozsądek.

Zamknięcie w bańce
Wychodzenie z domu i kontakt z ludźmi mają tę zaletę, że jesteśmy wystawieni na bombardowanie różnorodnymi opiniami i światopoglądami. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, musimy się z nimi zmierzyć. To szalenie stymulujące dla naszego mózgu. Specjaliści od „samoobrony digitalowej” zauważają, że gdy otaczamy się tylko ludźmi i faktami z naszej bańki (co wpisane jest w istotę Fb czy Ig), zaczynamy tracić zdrowy ogląd sytuacji i ulegamy silnym emocjom. Dlatego zalecają, aby obserwować także osoby o skrajnie innych poglądach. I czytać! Co? Poniżej nasze stymulujące propozycje.
 

Materiał ukazał się w lutowym wydaniu magazynu Glamour (nr 2/2021) dostępnym na stronie kultowy.pl.