Oscary 2021 przejdą do historii. Nie tylko dlatego, że obędą się później niż zwykle, bo dopiero pod koniec kwietnia (25.04) i w pandemicznych warunkach, ale także z powodu nominacji w kategorii najlepszy reżyser. Szansę na statuetkę maja bowiem dwie kobiety: Emerald Fennell za film „Obiecująca. Młoda. Kobieta” (w sumie 5 nominacji) z Carey Mulligan w roli głównej, a także Chloé Zhao za jej „Nomadland” (6 nominacji) z Frandes McDormand na pierwszym planie – obie aktorki też są nominowane za swoje pierwszoplanowe role. Dlaczego wyróżnienie tych dwóch kobiet w nominacjach to historyczna chwila? Bo czegoś takiego w 93-letniej historii nagród przyznawanych przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej jeszcze nie było. I prawda jest taka, że gdyby nie dedykowane stricte kobietom kategorie, powodów do radości dla nich byłoby jak na lekarstwo.

Kiedy po raz pierwszy nominowano kobietę do Oscara za reżyserię?

Przełomowym rokiem jeśli chodzi o nominacje dla kobiet reżyserek był 1977, kiedy to nominacja powędrowała do włoskiej reżyserki i scenarzystki Liny Wertmüller za film „Siedem piękności Pasqualino”. Oscara Wertmüller dostała dopiero 43 lata później, za całokształt twórczości. Po raz drugi w oscarowej historii nominację za najlepszą reżyserię otrzymała Jane Campion w 1994 roku za swój „Fortepian”. W sumie obraz ten miał szansę na pięć statuetek, a otrzymał trzy – za najlepszy scenariusz oryginalny, dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej (Holly Hunter) i drugoplanowej (Anna Paquin). Za scenariusz nagrodzono Oscarem także Sofię Coppolę za jej film „Między słowami” w 2004 roku, choć 33-letnia wówczas reżyserka miała też szansę na statuetkę za reżyserię, najlepszy film, a wcielający się w jedna z głównych ról Bill Murray na nagrodę dla najlepszego aktora pierwszoplanowego.


Sofia Coppola, fot. Getty Images

Która reżyserka jako pierwsza otrzymała Oscara za reżyserię?

Złą passę nominowanych do Oscara za reżyserię kobiet przerwała w końcu Kathryn Bigelow, która na 82. ceremonii (2010 rok) wręczenia Nagród Akademii Filmowej odebrała statuetkę za swój film „The Hurt Locker. W pułapce wojny”, wygrywają z takimi kolegami po fachu, jak Quentin Tarantino czy James Cameron. „To najważniejsza chwila mojego życia” – mówiła reżyserka po tym, jak Barbara Streisand wręczyła jej słynną złotą figurkę. A zadedykowała ją wszystkim amerykańskim żołnierzom przebywającym na misjach w Iraku i Afganistanie. Niedługo po tych słowach Kathryn Bigelow ponownie musiała pojawić się na scenie, gdyż jej produkcja zwyciężyła także w kategorii najlepszy film, deklasując konkurencję w postaci „Bękartów wojny” czy „Avatara”. I zapisała się w historii Oscarów jako pierwsza kobieta reżyserka z wyróżnieniami w najważniejszych kategoriach. Bigelow nominowana była później jeszcze w 2014 roku za film „Wróg numer jeden”, ale pokonał ją Ben Affleck i jego „Operacja Argo”.


Na nominację w kategorii najlepszy film w 2018 roku bez wątpienia zasłużyła Greta Gerwig i jej „Lady Bird” z Saoirse Ronan w roli głównej. Ale niestety Gerwig, mimo w sumie pięciu nominacji, wróciła do domu bez żadnej statuetki. Na kolejne, okazja pojawiła się w 2020 roku przy okazji adaptacji „Małych kobietek” z gwiazdorską obsadą (Meryl Streep, Laura Dern, Saoirse Ronan, Emma Watson, Florence Pugh czy Timothée Chalamet). Gerwig mogła dostać nagrodę Akademii za najlepszy film, scenariusz adaptowany, a jej ekipa również za muzykę i aktorskie kreacje, a w rezultacie statuetka wpadła tylko za kostiumy. O nominowaniu jednej z najzdolniejszych reżyserek młodego pokolenia w Hollywood za reżyserię Akademia najwyraźniej "zapomniała".

Greta Gerwig, fot. Getty Images

Amerykańska Akademia Filmowa zapowiada zmiany. Jak będą wyglądać i czy skorzystają na nich kobiety?

Zanim przy okazji Oscarów 2021 roku okazało się, że w kategorii „najlepsza reżyseria” jednak da się wyróżnić więcej niż jedną kobietę (no naprawdę wow!), Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej oficjalnie ogłosiła zmiany, jakie mają zajść, jeśli chodzi o zasady przyznawania nagród. Rok temu ogłoszono, że począwszy od 96. ceremonii w regulaminie obowiązywać będą nowe reguły, mające na uwadze różnorodność etniczną, rasową, a także kobiety. Aby liczyć na nagrodę zgłaszanego filmu, od 2024 roku trzeba będzie spełniać co najmniej dwa z czterech tzw. progów różnorodności podzielonych na cztery grupy: A: reprezentacja na ekranie, tematy i narracje, B: szefostwo nad kreacją i ekipa projektowa, C: dostęp do branży i możliwości oraz D: rozwój widowni. Gdzie w tym wszystkim kobiety? Np. w ramach progu B przynajmniej dwa z kluczowych dla produkcji stanowisk, czyli np. reżyser, montażysta, autor zdjęć kostiumograf czy kompozytor, muszą być wypełnione przez osoby z niedoreprezentowanych grup, czytaj: także kobiet.

Zmiany ogłoszone przez Akademię nie wszystkim się spodobały. Padły zarzuty o poprawność polityczną i że to tylko czysto PR-owy zabieg mający na celu zmniejszenie zarzutów choćby w stylu #OscarsSoWhite (ostatnio pojawił się przy okazji 92. ceremonii). Tak czy inaczej, jest to po prostu kolejny etap zapowiedzianej przez Akademię zmiany polityki w kwestii różnorodności, czego od lat wymagało się od tej organizacji. Pewne kroki już zostały podjęte: w 2020 roku w gronie nowo przyjętych do Akademii 819 filmowców z 36 krajów znalazło się 45% kobiet. Jeżeli nominacje dla Fennell i Zhao również mają być pokłosiem tego postępu, należy się tylko cieszyć i liczyć na więcej.

Oscary 2021: czy Chloé Zhao Zhao ma szansę na Oscara?

A propos liczenia – bukmacherzy obstawiają, że to właśnie do twórczyni „Nomadland” powędruje zarówno Oscar za najlepszy film, jak i reżyserię. A patrząc na dotychczasowe reżyserskie osiągnięcia Zhao przy okazji tego tytułu, a mianowicie Złoty Glob, nagrody BAFTA, Satelity, Critics Choice, tendencja jest wzrostowa.