Jaka jest misja „Hejtera”?

Jest to film o szaleństwie spowodowanym odtrąceniem. Każdy, kto go zobaczy, dostrzeże zapewne dość prawdziwą analogię do naszego narodu. Jego wybuchową łatwość podziałów. Bezwzględną agresję. Mam nadzieję, że dzięki „Hejterowi” spróbujemy ten problem zrozumieć. Bo skoro dostrzegamy go niemal wszędzie, wypadałoby chociażby rozpocząć dyskusję na ten temat. Chciałbym, żeby „Hejter” wywoływał wstyd, ale przede wszystkim chęć zmian. Na każdym polu. Mamy tendencję do negatywnego komentowania rzeczywistości, ale nie tworzymy rozwiązań, które mogłyby je zmienić.

Często nasze opinie pozostawiamy jedynie w sieci, a w świecie realnym pozostajemy obojętni lub bierni wobec łamanych praw i poglądów, które wyznajemy na portalach społecznościowych. Nie reagujemy w realu, ale wieczorem udostępniamy GIF-a z rozkwitającym kwiatem i sentencją Dalajlamy.

Internet jako wynalazek dał nam bardzo wiele, trzeba to przyznać. Nieograniczony dostęp do wiedzy, możliwości globalnej komunikacji i wielkiego rozwoju. Moim zdaniem dał nam narzędzia potrzebne do osiągnięcia globalnego pokoju. Ale został użyty bardzo nieodpowiedzialnie. Ta nieodpowiedzialność doprowadziła między innymi do upadku autorytetów. Wydobyła z nas nierealną pewność siebie. Nie byłoby w ty nic dziwnego, gdyby nie fakt, że narracja, którą opisujemy to, co czujemy, jest agresywna, negatywna, prześmiewcza lub osądzająca. Przepełniona gniewem albo pretensją. Internet przypomina trochę Koloseum, wielką arenę, na której Dalajlama właśnie walczy o atencję z proszkiem do prania i nową stylizacją Małgosi Rozenek. A my, gladiatorzy, walczymy, udostępniając nasze racje na nieistniejących białych polach. Mylnie uznając te walki za społeczny aktywizm.

Gwiazdy na uroczystej premierze „Sala samobójców. Hejter” Jana Komasy. Kto pojawił się na czerwonym dywanie? >>>

Hejter” pokazuje, do czego to złe używanie internetu może doprowadzić. Wymowa filmu jest o tyle mocniejsza, że scenariusz wyprzedził rzeczywistość. Zakończyliście zdjęcia kilka tygodni przed zabójstwem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W „Hejterze” dochodzi do podobnego, tragicznego zdarzenia. Czytałeś scenariusz z poczuciem, że może się sprawdzić?

Wręcz przeciwnie. Nawet powiedziałem Jankowi, że zamach na prezydenta miasta w Polsce to przecież science fiction. Odpowiedział, że robimy kino, opowiadamy fikcyjną historię. Po zakończeniu zdjęć pojechałem do Maroka, bo wyjście z tej mrocznej postaci było naprawdę trudne. Tam dowiedziałem się o zabójstwie Pawła Adamowicza. I wciąż brakuje mi słów. Olbrzymia tragedia dla naszego kraju. Dla nas wszystkich. Olbrzymia. Druzgocące, do czego doprowadzić może chorego człowieka świat, w którym większość społecznych agresji i nastrojów budzą nieodpowiedzialnie użyte środki masowego przekazu.

Mowa nienawiści stała się akceptowalną formą komunikacji i brak nam pomysłów na walkę z nią. Co gorsza ludzie, którzy powinni dawać przykład, często wykorzystują ten nowy internetowy żargon, by zdobyć lub utrzymać władzę. Jest to bardzo nieodpowiedzialne.

Mam nadzieję, że nasz film pokaże, jak niebezpieczna jest agresywna retoryka i jak niebezpieczne jest nawoływanie do nienawiści. Jedyną drogą do porozumienia jest rozmowa. Dialog oparty na chęci wzajemnego zrozumienia, na akceptacji i przede wszystkim na szacunku. Porozumieniem nie jest walka na racje ani wyśmiewanie czyichś wartości. Nie należy patrzeć z góry na kogoś, kto m inne poglądy. Jako naród nie ruszymy do przodu, jeśli elity intelektualne – i ten wątek też został poruszony w „Hejterze” – będą protekcjonalnie traktować ludzi, których uważają za gorszych od siebie. Powinniśmy przestać się dzielić i uwierzyć, że przecież wszyscy chcemy żyć w dobrym, przyjaznym i otwartym kraju.

Cały wywiad z Maciejem Musiałowskim możecie przeczytać w marcowym wydaniu GLAMOUR.

„Sala samobójców. Hejter” Jana Komasy to film, którego nie da się zapomnieć. Dlaczego musicie go zobaczyć? >>>