Szukając relacji na Tinderze, jedno jest pewne – nie ma sensu pisać w nieskończoność. No chyba że chcecie tylko i wyłącznie znajomości online. Jeśli jednak zależy wam, by poznać człowieka z krwi i kości, trzymać kogoś za rękę, czuć jego zapach, uprawiać seks – wypada się w końcu spotkać. Jeśli dobrze wam się rozmawia, podobacie się sobie – nie ma na co czekać. Co nie oznacza, że nie trzeba zachować ostrożności. Warto najpierw dodać taką osobę na portalu społecznościowym, sprawdzić w sieci, czy faktycznie jest tym, za kogo się podaje. Dobrą opcją jest również odbycie wcześniej wideorozmowy. Choć znajomości zawierane za pośrednictwem aplikacji czy portali randkowych to już praktycznie norma, to niestety wirtualna rzeczywistość sprzyja oszukiwaniu, więc czujność jest wskazana.

Pierwsza randka z Tindera – gdzie najlepiej się spotkać?

Kiedy wszystko gra, czas na ustalenie scenariusza spotkania. Osobiście mam zasadę, że pierwsze randki odbywam tylko w publicznych miejscach. Niezależnie, czy chodzi o kogoś poznanego za pośrednictwem aplikacji, czy w innej sytuacji – dajmy na to w autobusie, w bibliotece czy na imprezie. To nie tylko bezpieczniejsze, ale też łatwiej się ewakuować z takiej randki, jeśli okaże się nieudana. Najgorzej chyba jest wtedy, kiedy zaprosicie kogoś do siebie i trudno wam się takiego gościa pozbyć. Lepiej sobie tego nie robić. Inna sprawa, że macie jak najbardziej prawo, by kogoś kulturalnie, ale jednak wyprosić, jeśli jego towarzystwo wam nie odpowiada.

Gdzie zatem najlepiej się umówić? Według mnie dobrą opcją jest spacer w jakimś uczęszczanym miejscu, oby tylko nie za bardzo. Kiedyś, niewiele myśląc, umówiłam się w wiosenną sobotę w Łazienkach Królewskich – ciężko spacerowało się wśród tłumów i przy okazji jeszcze wpadłam na znajomych. A może muzeum czy jakaś wystawa? Pod warunkiem, że oboje jesteście fanami sztuki. Także po prostu wybranie się na kawę czy drinka będzie odpowiednie. W razie czego możecie wypić, co macie do wypicia i w miarę szybko się pożegnać, jeśli okaże się, że to nie to.

Dziwne sytuacje, które mogą przytrafić się wam na Tinderze. Przeczytajcie, zanim założycie!

Na początek niekoniecznie pakowałabym się w romantyczne wielodaniowe kolacje, które trwają w nieskończoność i sprawiają, że atmosfera jest sztywna, napięta. Lepiej wybrać lokal, który ma swobodny klimat. Super będzie, jeśli uda wam się wspólnie dojść do porozumienia, gdzie wam obojgu najbardziej odpowiada się spotkać i o jakiej porze. Randki wprawdzie kojarzą się z wieczorem, ale nie ma co trzymać się schematów. Poranne spotkanie może być dobrym pomysłem na rozpoczęcie dnia. Kolejna kwestia, która przy okazji może się pojawić, to rachunek – ja zwykle płacę za siebie. Mamy XXI wiek, umawiamy się dzięki zaawansowanym algorytmom, więc też na luzie możemy podzielić się kosztami.

To co ważne, to moim zdaniem poinformowanie przyjaciela czy przyjaciółki, gdzie i z kim wybieracie się na randkę. Możecie udostępnić swoją lokalizację w aplikacji w telefonie, aby ktoś miał kontrolę nad tym, gdzie się znajdujecie.

Pierwsze spotkanie z Tindera – o czym rozmawiać na żywo?

Co dalej? Według mnie warto przemyśleć tematy do rozmowy. Zapewne naturalnie będziecie kontynuować podczas spotkania wątki rozpoczęte na Tinderze czy innej randkowej apce, ale aby nagle nie zaległa krępująca cisza, warto mieć w zanadrzu opowieści o tym, co się ostatnio u was działo, gdzie byliście, co czytaliście, co oglądaliście, co jedliście itp. Dobrze też przemyśleć pytania, jakie chcecie zadać tej drugiej osobie, czego chcecie się o niej dowiedzieć. Istotnym wątkiem może być też to, czego oczekujecie od tej znajomości czy generalnie czego szukacie w życiu prywatnym, jeśli ta kwestia jeszcze nie została poruszona przez was w trakcie wirtualnego poznawania się. Poza tym myślę, że generalnie podczas takich spotkań ważna jest szczerość i po prostu bycie sobą. To uczciwe i wygodne.

A co do szczerości i rozmów... O seksie też jak najbardziej na pierwszej randce możecie rozmawiać. Zwłaszcza jeśli jest między wami chemia. To wcale nie znaczy, że zaraz macie przenieść się do mieszkania na seks – choć jak najbardziej możecie i będzie to w porządku (warto o tym napisać monitorującym was przyjaciołom, podać adres). Wszystko zależy od tego, czego chcecie i czy chcecie oboje tego samego. Przegadajcie, co lubicie w łóżku, lecz także takie istotne sprawy jak zabezpieczenie, stan zdrowia (możecie umówić się wspólnie na badania pod kątem infekcji przenoszonych drogą płciową, zanim spotkacie się w sypialni), ustalcie, czy oboje tak samo rozumiecie, czym jest konsensualny seks, że o zgodę trzeba zawsze pytać, że „tak” znaczy „tak”, a „nie” – „nie”.

Randka zakończona, rachunki zapłacone. Jaki powinien być następny krok? Róbcie to, co czujecie. Jeśli macie ochotę napisać i podziękować za miło spędzony czas – do dzieła! Nie czekajcie, aż minie ileś tam czasu albo że to ta druga osoba pierwsza się odezwie. Warto iść za głosem swojej intuicji. Marzy wam się kolejne spotkanie? Świetnie! Zakomunikujcie to. Nie podobało się wam? To nie to? To oczywiście niezbyt nieprzyjemna wiadomość, ale lepiej szczerze, choć z wyczuciem ją przekazać, nie trzymać kogoś w niepewności, zwodzić czy zmuszać siebie do kolejnych spotkań. Nie od razu spotkacie odpowiednią osobę, z którą stworzycie związek czy nawiążecie romans. Ale warto szukać – wytrwałość się opłaca. I nie ma co traktować randek, z których nic nie wyszło, jako straty czasu – przecież dowiadujecie się podczas nich więcej o innych ludziach, a przede wszystkim o sobie i swoich preferencjach! To zawsze cenna lekcja.

Zobacz także: Hejeczki, szybcy i wściekli i inne (anty) typy mężczyzn, których spotkasz na Tinderze, choć wcale byś nie chciała [z doświadczenia użytkowniczek aplikacji]