Kiedy zamieszkałam w Kopenhadze, prędko spotkałam się z moją dawną znajomą, która jeszcze w dzieciństwie przeprowadziła się z rodzicami do Danii. Po kilku konkretnych wskazówkach i radach „jak żyć”, nasz temat zszedł na związki damsko-męskie w kontekście różnic kulturowych. Jadąc tam na studia, śmiałam się, że oprócz dyplomu z przyjemnością przywiozłabym do Polski również męża Duńczyka – nie od dziś wiadomo, że Skandynawowie należą do grupy tych pięknych, stylowych i lubiących się bawić Europejczyków. Ja w dodatku kocham ich modę oraz design, więc w głowie miałam idealnie ułożony scenariusz z mieszkaniem we Frederiksberg, czyli dzielnicy-mieście w Kopenhadze, blondynem u mojego boku, jamnikiem i weekendowymi wypadami na Bornholm.

Wspomniana koleżanka uzmysłowiła mi jednak, jak bardzo byłam w błędzie i jak w 99% moja fantazja nie ma prawa się urzeczywistnić. No i tu wracamy do … języka w kontekście przeżywanych emocji. Podczas tamtego spotkania dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie tego, że jeśli chodzi np. o emocje związane z pozytywnymi uczuciami czy miłością to język duński jest bardzo mocno ograniczony. Zuzia, bo tak na imię ma moja znajoma, mówi biegle po duńsku – co istotne, jest tam już tak długo, że poziom znajomości duńskiego ma wręcz lepszy od polskiego. I to ona już wtedy zwróciła mi uwagę na bardzo ciekawe zjawisko, jakim jest niemożność nazwania uczuć w kontekście języka, jakim się posługujemy.

Uczucia nienazwane

Skandynawski dystans i oszczędność w okazywaniu, a przede wszystkim mówieniu o emocjach może wyjaśnić lingwistyczna hipoteza Sapira-Whorfa, która głosi, że używany język w większym lub mniejszym stopniu wpływa na sposób myślenia, a więc również na postrzeganie oraz wyrażanie uczuć. Z tego względu często osoby pochodzące z różnych kultur i posługujące się innymi językami nie są w stanie w pełni odnaleźć wspólnej płaszczyzny do wyrażania swoich emocji i potrzeb, co stanowi ogromną barierę w budowaniu trwałych związków i relacji (nie tylko tych romantycznych). No więc ja z Duńczykiem nie wróciłam.

W latach 60. XX wieku psycholog Paul Ekman zidentyfikował 6 podstawowych emocji: radość, smutek, wstręt, strach, zaskoczenie i złość. Według naukowca ludzie bez względu na swoje pochodzenie, wychowanie, płeć, kulturę, język i doświadczenia są w stanie je zidentyfikować po ekspresji i mimice twarzy. Badacz twierdzi, „że te podstawowe emocje wykształciły się już w filogenezie. Amerykanin widzi emocje jako system szybkiego reagowania na bodźce, pozwalający na natychmiastową ocenę rzeczywistości. System, który pomógł nam w adaptacji i przetrwaniu”.* Co istotne według Ekmana, o ile emocje podstawowe są uniwersalne, tak wszystkie pochodne i kolejne ich kombinacje są już charakterystyczne dla każdego człowieka, a więc na ich kształtowanie znaczny wpływ mają doświadczenia jednostki, jak i jej środowisko. Dlatego też na sposób, ale i w ogóle na sam fakt okazywania emocji ogromny nacisk wywiera nasza kultura i właśnie język, którego używamy.

W 2012 bardzo ciekawe badanie przeprowadzili wśród rodzin dwujęzycznych naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego, Uniwersytetu w Berkeley i Bard College. Chcieli sprawdzić, jak członkowie takich rodzin radzą sobie z wyrażaniem uczuć i jaki wpływ ma na to język, którym posługują się na co dzień. Z badania wyszło, że w zależności od przeżywanych emocji rodzice zwracali się w stosunku do swoich dzieci w języku, który pozwalał im na lepsze ich wyrażanie. I tak rodzice z Finlandii chcąc wyznać miłość do dziecka zmieniali język na angielski, gdyż było im zwyczajnie łatwiej dobrać odpowiednie słowa.

I w tym miejscu wrócę do samego początku. Zachęcam do zapoznania się z fascynującym projektem o nazwie The Positive Lexicography Project** autorstwa psychologa Tima Lomasa. To nieustannie opracowywany i uzupełniany zbiór ‘nieprzetłumaczalnych’ słów opisujących uczucia w różnych językach z całego świata. Jeżeli następnym razem będziecie czuli przypływ radości z tego, że nie musicie się już przejmować, nie zależy wam już na czymś to znaczy, że doświadczacie uczucia Strikhedonii. A może macie problem z opisem chwili, kiedy odczuwacie wzmożoną przyjemność i nie wiecie, jak ją wyrazić? Polecam poszukanie wśród chińskich słów. Ja nie mogę doczekać się już tego niesamowitego uczucia podniecenia i pasji w tańcu, kiedy skończą się wszelkie obostrzenia i będę mogła wyjść do ludzi. I jak wcześniej myślałam, że to po prostu wszechogarniająca radość, którą często ciężko mi wyrazić, tak teraz wiem, że gdzieś na świecie są ludzie, którzy dokładnie wiedzą, co czuję. I umieją to nazwać.  

Przykłady słów opisujących ciekawe emocje czy też ciekawych słów opisujących emocje znajdziecie poniżej:

Awumbuk - charakterystyczna pustka po wyjeździe gości

Cafuné  - słowo z języka portugalskiego oznaczające przyjemność towarzyszącą wsunięciu palców we włosy ukochanej osoby

Dolce far niente - przyjemność z nierobienia niczego, słodkie nicnierobienie, z włoskiego

Firgun - duma i szczęście z czyjegoś sukcesu, z hebrajskiego

Gigil  - przemożna potrzeba uszczypnięcia lub uściskania kogoś, kogo się kocha czy uwielbia, słowo pochodzi z języka tagalskiego

Gjensynsglede - radość ze spotkania kogoś, kogo nie widziało się od dawna. Słowo to zawdzięczamy Norweżkom i Norwegom

Havruta - uczucie bliskości towarzyszące osobom, które wspólnie się czegoś nauczyły, słowo pochodzi z hebrajskiego

Hirateh - walijskie słowo oznaczające głębokie poczucie przywiązania do ojczyzny opromieniające jej lasy i wzgórza niemal magicznym blaskiem

Homefulness - angielskie słowo odpowiadające na potrzebę nazwania poczucia, że nareszcie jest się w domu

Mbuki-mvuki  - nieodparta ochota zrzucenia z siebie wszystkich ubrań podczas radosnego tańca, z języka bantu

Ruinenlust - to z kolei z niemieckiego: nieodparty pociąg do niszczejących budynków i opuszczonych miejsc

Yuán fèn - przeczucie, że z kimś połączył nas los czy też przeznaczenie, z chińskiego