Od wieków wiele osób próbowało opisać i przełożyć na język ludzki to, co dzieje się w sercu, kiedy spotykamy TĘ osobę. A właściwie to w głowie, bo miłość jest chemiczno-biologiczną reakcją łańcuchową, która wpływa na sposób postrzegania świata, tej drugiej osoby, racjonalnego myślenia i układu nerwowego. Ale dzisiaj nie o tym, bo biologię miałam bardzo dawno na studiach i wolałabym do tego nie wracać.

Miłość miłości nierówna

Miłość to bardzo szeroka kategoria. Nikogo chyba nie zdziwi teza, że dla każdego to pojęcie kryje w sobie coś zupełnie innego. Do tego wszystkiego dochodzą przeróżne typy miłości, bo w zależności od tego, do kogo skierowane jest to uczucie, ma ono inne barwy. Miłość rodzicielska zawsze będzie różniła się od tej względem rodzeństwa, dalszej rodziny czy przyjaciół. I tu zrobię jeszcze drobne wtrącenie, bo wydaje mi się, że niewiele osób zastawia się nad tym głębiej, co czuje do swojej mamy, swojego taty, czy chociażby babci. Ale ten specyficzny rodzaj uczucia – do członka rodziny, szczególnie rodzica – zostawiam z boku, bo to temat na oddzielną rozprawę. Jak natomiast rozpoznać miłość w stosunku do partnera bądź partnerki? Kiedy pojawia się ten konkretny moment, że zaczynamy rozumieć, że to ten/ta? Jak rozpoznać, ze to właściwa osoba? Jak się zorientować, że kogoś kochamy? Czy to jest jedna chwila, kiedy wszystko się zmienia, czy raczej narastająca fala pozytywnych uczuć? I co wtedy właściwie czujemy? A najważniejsze – skąd wiemy, że to, co czujemy, to właśnie miłość?  

Podobno prawdziwa nauka zaczyna się tam, gdzie Google nie zna odpowiedzi. No więc, chcąc sprawdzić, jak moje pytanie wybrzmiewa w czeluściach internetu, zaczęłam wpisywać w przeglądarce hasło: skąd wiem, że to… I jakie pytania wyskakują najczęściej?

...miłość

…ten jedyny

…kocham

…mu się podobam

 

Skąd zatem wiem, że to miłość? Skąd wiem, że kocham?

Motylki w brzuchu, silne podniecenie, rumieńce, chęć spędzania każdej chwili z drugą osobą, długie rozmowy, zamroczenie umysłu – to wszyscy znamy. Moment zauroczenia raczej łatwo określić, bo łączy się z nim wiele fizjologicznych objawów. Niemniej jednak po pewnym czasie to wszystko powoli zanika, serce już się tak nie wyrywa z klatki piersiowej na każdy dźwięk dzwonka telefonu, woń kwiatów traci swoją intensywność, a słowa i opinie wyrażane przez tą osobę z czasem wywołują i te negatywne emocje. Bezkrytyczne podejście do wszystkiego, co robi i mówi nasz partner/partnerka zanika, a do głosu dochodzi zdrowy rozsądek. I co takiego się dzieje, że zostajemy z tą drugą osobą nawet wtedy, gdy chowamy różowe okulary na dno szuflady? Czy to rodzące się przywiązanie? Potrzeba bycia w związku lub strach przed samotnością? Kiedy i skąd właściwie wiemy, że to miłość?

Przyznam, że trochę się naczytałam na ten temat. Zazwyczaj poradniki tego typu mnie śmieszą, ale tym razem starałam się podejść do nich nieco poważniej. I jak się nad tym zastanowić, to nawet nie głupie wnioski płyną z tych internetowych wywodów. Sama zaczęłam odhaczać te wszystkie punkty na liście pt. Czy to miłość? I nawet jeśli czułam delikatne zażenowanie, bo myślami cofnęłam się do czasów kupowania Bravo Girl w gimnazjum, tak po chwili zrozumiałam, że tak naprawdę nie ma w tym nic śmiesznego. Prawda jest taka, że nas nikt nie tego nie uczy, większość osób nie umie rozpoznawać i nazywać swoich uczuć, a co dopiero o nich rozmawiać. Nie potrafimy sami konfrontować się z emocjami, a już przeprowadzenie rozmowy z drugim człowiekiem o tym, co nas rusza, większości nawet przez myśl nie przechodzi. Stąd wszystkie nasze problemy – z braku komunikacji, empatii i chęci zrozumienia drugiego człowieka.

A więc co może świadczyć o miłości? Dla niektórych to uświadomienie sobie chęci bycia z tą osobą wszędzie i na zawsze (dane wskazują, że dzieje się tak coraz rzadziej, ale w danym momencie takie poczucie istnieje). Inni wiedzą, że to tylko z tą osobą chcą dzielić się swoimi troskami, radościami czy przemyśleniami. Umieją otworzyć się w pełni, nie czują wstydu, mają zaufanie, że zostaną wysłuchani i zrozumiani.

Dla mnie takim momentem było poczucie, że mogę być w pełni sobą przed moim partnerem, mogę zachować się irracjonalnie, mogę mieć zły dzień i powiedzieć o jedno słowo za dużo, ale finalnie nie muszę się tego wstydzić, a słowo przepraszam nie przychodzi mi z tak wielkim trudem.

Mogę się śmiać z absolutnych głupot i płakać na reklamach (niestety wzruszam się nawet na takich głupotach) i to jest okej. Mam zaufanie do partnera i jego zachowań, co daje mi niewyobrażalny spokój. Czuję grunt pod nogami i to, co dla mnie najważniejsze, tworzę dom z osobą, która daje mi poczucie stabilizacji. Dzięki niemu wiem, że nie ważne jak jest i co się dzieje dookoła, bo zawsze mam do kogo wrócić. Z domu rodzinnego wyniosłam taką potrzebę i chyba dlatego nie miałam problemu z definicją mojej miłości. Słowa kocham cię przyszły same, bo z pełną świadomością zaczęłam budować związek oparty na rozmowach i próbach zrozumienia, poznania drugiego człowieka. Dzięki temu wszystkie traumy i błędne wyobrażenia na temat związków odeszły w niepamięć.

Niektórym może się wydać, że brak w tym uniesień i szaleństwa, ale czasami wystarczy po prostu porozmawiać o uczuciach, oczekiwaniach i planach. Przejawem miłości może być wspólne planowanie przyszłości, czy uwzględnianie drugiej osoby w realizacji marzeń. Próba odpowiedzi na stawiane pytania wpływa nie tylko na zrozumienie uczuć drugiej osoby, ale też pomaga w zrozumieniu własnych emocji, intencji i potrzeb względem partnera, jak i samego związku. Dla mnie miłość to dbanie o drugą osobę, pamiętanie o jej potrzebach, ale też poszanowanie jej granic. Super, jak para potrafi zbudować wspólny świat przy jednoczesnym zachowaniu własnych (oddzielnych) przestrzeni do samorealizacji.

Miłość powinna uskrzydlać. I nawet jeżeli samo to określenie według mnie jest infantylne, tak uważam, że w nim zawarta jest absolutna kwintesencja. Odwzajemniona miłość wzmacnia, daje siłę do działania i dążenia do bycia lepszym człowiekiem. Miłość ukryta jest w drobnych gestach, bo to nie (tylko) fajerwerki, drogie prezenty, wielkie gesty i wyznania. To absolutne drobiazgi dnia codziennego. To, że partner/ka pamięta, jaki jogurt lubisz na śniadanie, który kubek jest do kawy, a który do herbaty, zauważy jeden mikrogest i wie, że potrzebujesz całusa na zły dzień. Pamięta, jakiego używasz szamponu i kupi go w drogerii, bo wie, że zaraz ci się skończy. To nie wyjścia do drogich knajp i zdjęcia na Instagramie, ale pamięć, troska i opieka. Świadome wejście w związek to deklaracja: Jestem z Tobą i dla Ciebie, będę Cię wspierał i kochał, ze mną jesteś bezpieczny/a.