Dokładnie rok temu opublikowałam tekst o tym, że leczyłam trądzik tabletkami antykoncepcyjnymi i dlaczego już nigdy tego nie zrobię. Od tamtej pory dostałam od was wiadomości, w których pisałyście, że czytając tekst, miałyście wrażenie, że czytacie swoją historię. I prosiłyście o informację, jak teraz wygląda moja sytuacja oraz o wskazówki, co zrobić, aby uporać się z niedoskonałościami. Dlatego postanowiłam, że kolejny tekst będzie najlepszym rozwiązaniem. Mogę bowiem śmiało napisać, że po ponad 10 latach moja skóra w końcu się uspokoiła. Podskórne bolące gule na twarzy zniknęły na dobre, a jeżeli już wyskoczą mi jakieś pojedyncze krosty, to przynajmniej wiem, czym jest to spowodowane. Jak do tego doszłam? Z przyjemnością się tym podzielę.

1. Masz trądzik? Wizyta u dermatologa nie wystarczy

Jeśli mamy jakieś problemy ze skórą, to z automatu umawiamy wizytę u dermatologa. W końcu to jego działka. Z tym, że dermatolog niestety nie zawsze pomoże i przekonałam się o tym na własnej skórze. Jedynym plusem moich wizyty u kilkunastu różnych lekarzy specjalistów okazał się tekst alergii skórnych i wykrycie uczulenia na nikiel. Dzięki temu choćby uniknęłam katastrofy, którą mogłoby się zakończyć założenie aparatu ortodontycznego z niklowanymi zamkami. To wszystko. Żaden dermatolog nigdy nie pomógł mi pokonać trądziku, ale też, na całe szczęście, żaden nie zaproponował mi z marszu wyniszczającej na organizmu kuracji izotretynoiną.

2. Endokrynolog pomoże z trądzikiem, ale nie musi

Kiedy dermatolodzy okazali się bezsilni wobec mojego problemu z trądzikiem, zaczęłam go leczyć tabletkami antykoncepcyjnymi przepisywanymi regularnie przez ginekologa. Ale o tym pisałam w innym tekście i więcej nie zamierzam. Powracający wskutek odstawiania tabletek trądzik zniszczył moja cerę, która już nigdy nie będzie idealna. Ale cóż, człowiek naprawdę uczy się na swoich błędach. Dlatego kiedy zaczęłam szukać pomocy u endokrynologa, a po wykonaniu kilkunastu badań okazało się, że ciężko znaleźć przyczynę mojego problemu, a także zaburzonego cyklu menstruacyjnego, nie zdecydowałam się brać sterydów przepisywanych przez panią doktor. Wtedy zaczęłam zastanawiać się, gdzie jeszcze mogłabym udać się po ratunek.

Cera trądzikowa - 7 rzeczy, których NIE WOLNO Wam robić, jeśli macie problem z trądzikiem

3. U osób z trądzikiem właściwa dieta do podstawa

Jeszcze zanim trafiłam do dietetyka, zaczęłam sporo czytać na temat moich zaburzeń oraz PCOS, z którym rzekomo się zmagam. Dlaczego piszę rzekomo? Bo sporo moich objawów faktycznie odpowiada temu, z czym wiąże się zespół policystycznych jajników, jednak ani ginekolog, ani endokrynolog nie był w stanie na sto procent potwierdzić, że występuje u mnie właśnie ta choroba. Pojawiały się stwierdzenia w stylu: „wszystko na to wskazuje” albo „z tym da się żyć”. Fajnie, tyle sama byłam w stanie wywnioskować. Co zatem jest kluczowe przy PCOS i ciągle powracającym trądziku? Właściwa dieta. Zaczęłam zatem działać na własną rękę. Odstawiłam cukier na tyle, ile byłam w stanie (czytaj: nie słodzę, a kiedyś nie wyobrażałam sobie kawy bez łyżeczki cukru), ograniczyłam słodycze (kiedyś potrafiłam codziennie zjadać przynajmniej jeden batonik lub nawet całą tabliczkę czekolady), napoje gazowane, produkty przetworzone, białe pieczywo, a wprowadziłam produkty, jakich do tej pory w ogóle nie jadłam. Awokado, różne kasze. Staram się nie łączyć białek i węglowodanów. Wszystko po to, aby mój organizm zaczął właściwie funkcjonować. Wiedziałam jednak, że kluczowa będzie wizyta u specjalisty. I trafiłam pod najlepszy możliwy adres.

4. Co na trądzik? Zioła!

Osoba, która pomogła mi uporać się z zaburzeniami miesiączkowania oraz trądzikiem, to z wykształcenia farmaceuta, któremu jednak zawsze bliskie były naturalne metody wspierania organizmu. Dlatego, zniechęcona tradycyjnymi sposobami leczenia, zdecydowałam się na te niekonwencjonalne. Wiem, jakie niektórzy maja na ten temat zdanie. Wiem, że są osoby, które nie mając odpowiedniego zaplecza, wykorzystują ludzi, robiąc nadzieję i naciągając ich na koszty. Aby tego uniknąć, należy trafić pod naprawdę dobry i sprawdzony adres. U mnie zadziało się to trochę przez przypadek. Ale czy właśnie nie w taki sposób dzieją się w naszym życiu najlepsze rzeczy? Okazało się, że mój organizm jest w fatalnym stanie. Głównie wątroba i jelita. Stres też zrobił swoje. Trzeba było działać szybko, ale ze świadomością, że efekty nie będą błyskawiczne. W ziołolecznictwie to tak nie działa. Bo to właśnie zioła zaczęły być podstawą mojego leczenie. Od razu zaznaczam, że nie ma jednej uniwersalnej mieszanki, która pomoże wam w walce z trądzikiem czy nieregularnym okresem. Receptura musi być idealnie dopasowana do was. Ja miałam w sumie cztery różnie mieszanki, które stopniowo oczyszczały mój organizm. Piłam również dość popularne zioło przy problemach z cyklem, czyli niepokalanek. On też okazał się bardzo pomocny. Rezultat? Miesiączka powróciła bez żadnych chemicznych wspomagaczy. Nie jest jeszcze regularna, ale przy takich problemach i po tylu latach brania antykoncepcji, jeszcze sporo zajmie mi jego totalne wyregulowanie. Ale jestem cierpliwa.

Nareszcie! Zgodnie z tym trendem nie musimy się już wstydzić trądziku!

5. Przy trądziku ważna jest pielęgnacja. Naturalna pielęgnacja

2019 rok zaczęłam, chyba pierwszy raz w życiu, z postanowieniem – cała moja pielęgnacja będzie składała się z naturalnych kosmetyków. Zrobiłam w swojej szafce w łazience i kosmetyczce prawdziwą rewolucję. Kiedy zagłębiłam się w składy produktów, jakie używałam, złapałam się za głowę. Zdecydowanie nie pomagałam swojej biednej, trądzikowej cerze. Wręcz pogarszałam jej stan. Już rok moja codzienna pielęgnacja oparta jest o produkty dostosowane do mojej bardzo problematycznej skóry. Mam cerę mieszaną. Najgorszą z możliwych. Strefa T skłonna do przetłuszczania się, a policzki do hardkorowego wysuszania się. Ale znalazłam sposób, jak sobie z tym radzić. Metodą prób i błędów w końcu skompletowałam kosmetyki, które nie szkodzą, a pomagają mi w utrzymaniu mojej cery w dobrej kondycji. Właściwie dobrana pianka oczyszczająca, hydrolat i przede wszystkim krem, którego przez lata nie używałam, bo nie wiedziałam, jaki produkt będzie dla mnie odpowiedni. Tuta z pomocą przyszli mi eksperci, jakich spotkałam przez ostatni rok na swojej drodze, ale także świetnie miejsca w sieci. Pierwsze to facebookowa grupa „Składy kosmetyków przestaną być niewiadomą” czy Magda z „Krem de la krem”, gdzie teraz regularnie robię zakupy.

Od kwietnia 2019 zmieniłam też kosmetyki do makijażu. Choć dzisiaj mogę już pozwolić sobie na to, aby wyjść z domu bez podkładu, nie jestem w stanie całkowicie zrezygnować z makeup’u. Robię go teraz tylko i wyłącznie kosmetykami mineralnymi. Wypróbowałam kilka marek specjalizujących się w mineralnych pokładach i wybrałam te, które najlepiej się u mnie sprawdzają. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym wrócić do fluidów w formie płynnej, a już tym bardziej tych kupowanych w drogeriach, których składy zawierają mnóstwo wątpliwych substancji. A już na pewno dla mojej trądzikowej skóry. Podkład, który ma zaledwie cztery składniki, nie jest w stanie zaszkodzić mojej skórze. Wręcz przeciwnie – polepszyć jej stan i wspierać odpowiednią pielęgnację.

Tak, mogę śmiało powiedzieć, że pokonałam trądzik. Jak wspomniałam wcześniej, przy mieszanej cerze, skłonnej do zapychania i podrażnień, liczę się z tym, że krosty będą się pojawiać i znikać. Taka już moja uroda. Wiem jednak, że ten najgorszy etap mam już za sobą. I wiem też, co robić, aby wspierać swój organizm. Zajęło mi to kawał czasu. Wy możecie zadziałać szybciej. Powodzenia!

Kosmetyki, które zmieniły stan mojej cery i podejście do pielęgnacji