Nie ma takiej kobiecej przyjaźni, której nie mógłby zniszczyć spór o faceta. Kobiety nie powinny zakładać razem biznesów, bo jeśli zsynchronizuje im się PMS, położą biznes, zanim zdążą go rozkręcić. Takie obiegowe opinie wymyśla się ze strachu przed siłą kobiecych relacji?

Oczywiście, że ze strachu. Każdą podzieloną i skłóconą wewnętrznie grupą ludzi łatwiej jest zarządzać. To jest metoda, którą stosują na przykład politycy. Polaryzują społeczeństwo, wprowadzają podziały na „my” i „oni”, na „swoi” i „obcy”. Jestem pewna, że dokładnie taki sam mechanizm stoi za negatywnymi przekonaniami na temat kobiecych relacji. Za tymi opiniami, że nie potrafimy ze sobą współpracować, że jesteśmy nielojalne, plotkujemy, jesteśmy fałszywe. W ten sposób patriarchat – który tworzą też kobiety – może próbować nami sterować. Jeśli będziemy skłócone, nie będziemy się solidaryzować. A patriarchat nie chce solidarności kobiet, bo solidarność to siła, to stawanie za sobą murem, to bycie dla siebie wsparciem i tworzenie zżytych społeczności, których nie  skłócisz i nie zmanipulujesz. Żeby przedstawicieli jakiejś społeczności tak na siebie szczuć, trzeba się tej społeczności albo bać, albo jej nie lubić. 

To szczucie niestety działa. Według raportu „Kobiety w Polsce 2018” Polki widzą w innych kobietach zagrożenie. Zarazem wydarzenia ostatniego roku pokazują, że potrafimy się solidaryzować w walce o wspólne sprawy. To jak jest? Rośnie w nas czułość do innych kobiet?

Dowody kobiecej solidarności było świetnie widać przy okazji ruchu MeToo. Zaczęłyśmy stawać po swojej stronie. Ostatni rok, który nas bardzo przeczołgał, pokazał, że jest w nas jeszcze więcej czułości dla siebie nawzajem. „Harvard Business Review” opublikował niedawno badania, które pokazują, że kobiety znaczniej lepiej poradziły sobie z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa niż mężczyźni. Mężczyzn wychowuje się na samotnych wilków, na samców alfa, a taka postawa nie sprawdza się w sytuacjach kryzysowych. Wyjście z kryzysu wymaga współpracy, społeczności, zwrócenia się ku sobie i wyciągnięcia do siebie ręki. Przecież kobiety zawsze potrafiły poprosić o pomoc. Kiedy coś się dzieje w naszym życiu, pierwszym odruchem jest telefon do przyjaciółki, koleżanki, siostry. 

To teraz ja postawię tezę, a Ty ją udowodnisz. Teza: żadna relacja w życiu nie da ci tego, co dostaniesz w relacji z inną kobietą.

Pewnie, że tak! Przede wszystkim, kobiety częściej rozmawiają ze sobą o swoim zdrowiu fizycznym. Kobieta powie innej kobiecie, że coś ją boli np. podczas seksu, że jakoś dziwnie szczypie, kiedy sika. Zapyta, czy to normalne, że jej piersi są asymetryczne w okresie karmienia dziecka. Opowie o wątpliwościach związanych z miesiączką. Dowiedziono naukowo, że ta wymiana informacji, pogardliwie określana jako „plotkowanie”, ma ogromną terapeutyczną moc i przynosi bardzo praktyczne korzyści. Bo gdybym nie wymieniła się z innymi kobietami historiami bólów miesiączkowych, może nigdy bym się nie dowiedziała, co jest normą. To są rozmowy, które dają nam realną wiedzę i np. impuls, żeby zawalczyć o diagnozę, jeśli lekarze nas do tej pory zbywali. Prawdopodobnie to jeden z powodów, dla których kobiety żyją dłużej. Położne i doule często mówią też o oksytocynie, hormonie przywiązania, który się wydziela, gdy kobiety spędzają ze sobą czas. Jeśli kobieta była kiedyś na wyjeździe z jogą w wyłącznie kobiecym gronie, na kobiecych medytacjach albo na jakichkolwiek warsztatach kobiecych, to wie, jak bardzo wzruszające i uzdrawiające potrafią być takie doświadczenia.

Siostrzeństwo pomaga przejść żałobę, ukoić złamane serce po rozstaniu, jest wsparciem po poronieniu. 

Czasem wystarczy jedna wartościowa przyjaźń z inną kobietą, prawda?

Oczywiście, że wystarczy. I tą kobietą mogą być twoja matka albo siostra, bo więzy rodzinne nie wykluczają głębokiej przyjaźni. 

Ty masz świetne relacje z mamą. Wystarczy poczytać wiadomości od niej, które czasem udostępniasz na Instagramie.

Wszystkie trzy – ja, mama i siostra – mamy świetne relacje. Długo żyłyśmy tylko we trójkę, bo ojciec zmarł, kiedy ja miałam osiem lat, a moja siostra – niecałe dwa. Ta nasza triada wciąż działa i cudownie pracuje. Moja siostra jest właśnie w pierwszej ciąży…

Mnie bardzo ujęło, kiedy przed wywiadem napisałaś mi, że robisz sobie kilka tygodni wolnego, żeby teraz przede wszystkim być przy siostrze.

Szczęśliwie mogę sobie pozwolić na tak długie wakacje, więc robię sobie wolny maj, żeby towarzyszyć siostrze. Zawsze się mówiło, że aby wychować dziecko, potrzeba całej wioski. Doule – a ja jestem doulą – i położne wiedzą, że to kobieta w okresie okołoporodowym potrzebuje całej wioski. To nią trzeba się zająć, bo gdy ona będzie zaopiekowana, nie zabraknie jej naturalnych zasobów, by zająć się dzieckiem. Dziś nie żyjemy w wielopokoleniowych rodzinach, o taką wioskę coraz trudniej, a kobiety bardzo często wspominają połóg jako potwornie samotny czas w życiu. Mówią, że nigdy nie czuły się tak opuszczone...

Będziesz doulą swojej siostry?

A wyobraź sobie, że nie. W naszej relacji jest nie tylko mnóstwo czułości, lecz także mamy pięknie ustawione granice. Moja siostra już dawno powiedziała mi, że woli rodzić ze swoim narzeczonym, a ja ani nie miałam oczekiwania, że zaprosi mnie do porodu, ani nie poczułam się odtrącona, że nie zaprosiła.

Towarzyszenie kobietom w porodach to tylko wycinek Twojej aktywności zawodowej. Masujesz kobiety, a niedawno stworzyłaś olejki do cipek. To jest dopiero dowód czułości!

Muszę od razu zaznaczyć, że masuję wyłącznie kobiety, ale nie w sensie płci biologicznej, bo jestem otwarta na pracę z kobietami transpłciowymi. Masuję całe ciało, od czubka głowy do koniuszków palców u stóp, włącznie z waginą i wulwą, jeśli kobieta tego chce. Wiele moich klientek ma za sobą przykre doświadczenia, nadużycia, poronienia, trudne porody, gwałty. Przychodzą po ukojenie. Często nie potrafią sobie wyobrazić masażu, który ma być przeprowadzony też na genitaliach, a nie jest erotyczny. U mnie raczej nikt nie będzie miał orgazmu, nie taki jest cel. Masuję waginy i wulwy dokładnie z taką samą czułością i szacunkiem, jak masuję każdą inną część ciała. To kobiety rozkleja, czasem do łez. Mówią mi, że nikt wcześniej nie dotknął ich z takim szacunkiem. Ostatnio napisała do mnie dziewczyna, którą masowałam, że rozmawiała o mnie ze swoją 65-letnią babcią, że opowiedziała jej o tym, jak pracuję, że zawsze pytam, czy mogę gdzieś dotknąć, opowiadała też o olejkach do cipki. Babcia była oczarowana, więc ta dziewczyna chciałaby wykupić jej wizytę. 

Teraz ja się prawie popłakałam.

Ja ryczę regularnie, kiedy czytam takie wiadomości. Wspaniała wymiana czułości. Olejki też wzięły się z czułości wobec kobiet. Zależało nam na opracowaniu produktu, który nie będzie odpowiedzią na sztucznie stworzoną potrzebę. My od początku mówimy, że z twoją wulwą wszystko jest w porządku, a waginy w ogóle nie powinno się myć. Ale jeśli czujesz, że potrzebujesz produktu do pielęgnacji miejsc intymnych, to my przychodzimy w taką propozycją. Z Martą ze Szmaragdowych Żuków znałam się długo. Nie tylko potrzebowałam własnych produktów do masaży, ale też chciałam, żeby były robione przez kogoś, komu ufam. Musiałam mieć pewność, że wejdę w biznes, który działa fair, wszystkie osoby są godnie opłacane i nikt na nikim nie żeruje. Od razu wiedziałam, że uda się to właśnie z Martą. Zobacz, jak to obala tę opinię, że kobiety nie powinny robić razem biznesów. 

W drodze jest też książka o slut-shamingu, którą napisałaś wspólnie z Pauliną Klepacz, redaktorką prowadzącą glamour.pl, i Aleksandrą Nowak. W walce ze slut-shamingiem jest czułość wobec kobiet? Bo na pewno jest tam złość.

Złość nie wyklucza czułości. Kiedy kilka lat temu powstał Spis ździr, w którym mężczyźni udostępniali informacje o kobietach, rozmawiających o seksualności w zamkniętych grupach na Facebooku, był w nas potworny wkurw na społeczeństwo i tych facetów. Ale walka ze slut shamingiem bierze się z ogromnej czułości wobec kobiet. Od razu napisałyśmy do tych, których wpisy na grupach wypłynęły. Pytałyśmy, czy potrzebują wsparcia. Przekierowałyśmy energię ze złości na czułość. Dopiero w następnej kolejności zaczęłyśmy zbierać materiał do książki, która ukaże się już 28 kwietnia 2021 r. To ponad 300 stron wiedzy, wywiadów i wspaniałych erotycznych historii, które przesłały nam kobiety w każdym wieku. 

Jak okazywać czułość innym kobietom? Wystarczy nie oceniać? 

Na pewno nie oceniać, to ważne. Chociaż dla mnie ważniejsze jest, żeby nie dawać nieproszonych rad. Ty dzielisz się jakąś trudnością, a ktoś uznaje to za zaproszenie do wymądrzania się. Mnie to od razu teleportuje do podstawówki i strofowania małych dziewczynek. „Przecież mówiłam, żebyś tak nie robiła”. Trochę starsze słyszą: „A po co się z nim spotykałaś? Przecież wiedziałaś, że tak się to skończy”. Chciałabym, żeby kobieta pędząca z poradą, o którą nikt jej nie prosił, zastanowiła się, po co to robi. Komu to ma przynieść korzyści? Może jej i jej ego, bo stanie w roli mentorki? Nie oceniajmy, nie dawajmy rad, kiedy nas nie proszą, i nie obgadujmy. To wszystko oddala nas od siebie i nie ma nic wspólnego z czułością. Zamiast tego zaoferujmy nieoceniającą obecność i empatię. 

Tekst ukazał się pierwotnie w 5 numerze magazynu GLAMOUR.