Od klasycznych dzwonów do wielkiego zachwytu. Moja droga do spodni piramid
Gdy tylko zobaczyłam pierwsze zapowiedzi powrotu spodni piramid na wybiegach, od razu poczułam ogromną ekscytację. Dla mnie to nie był żaden zaskakujący przypadek, ale zupełnie naturalna ewolucja szerokich nogawek, które od lat królują w naszych garderobach. Po sezonach zdominowanych przez fasony palazzo czy barrel jeans, przyszedł czas na krok naprzód i powitanie kroju, który wynosi modelowanie sylwetki na zupełnie nowy poziom. Pamiętam ten fason z opowieści mojej mamy o schyłku PRL-u i tureckich bazarach, a potem z teledysków Spice Girls i Destiny’s Child z lat dziewięćdziesiątych. Dziś jednak ten kultowy model powraca w niesamowicie nowoczesnej odsłonie, która natychmiast skradła moje serce. Musiałam oczywiście przymierzyć je osobiście i przetestować ten trend na własnej skórze, a moje zachwyty tylko się potwierdziły.
WIDEO…
Spodnie piramidy naprawdę zmieniają kształt sylwetki!
Kiedy wciągnęłam na siebie pierwszą parę o nowoczesnym kroju, natychmiast zrozumiałam, dlaczego współczesne it-girls oszalały na ich punkcie. Ten fason, charakteryzujący się bardzo wysokim, mocno dopasowanym stanem i nogawkami, które rozszerzają się już od wysokości bioder, by delikatnie zwęzić się tuż przy samej kostce, potrafi całkowicie odmienić sylwetkę. Moja figura zyskała zupełnie nowe, niezwykle korzystne proporcje. Talia wygląda na nieprawdopodobnie wąską, a nogi wydają się sięgać nieba, zwłaszcza gdy połączymy je z odpowiednimi butami. Rzadko zdarza się, żeby trend z przeszłości powrócił w tak wyrafinowanej formie, która zamiast przerysowania oferuje niesamowitą wygodę i klasę.
Jak fason z Pewexu trafił na światowe wybiegi i podbił serca projektantów
Aby w pełni zrozumieć fenomen, jaki przeżywają obecnie spodnie piramidy, musimy cofnąć się na chwilę do ich korzeni. Choć historycy mody doszukują się ich pierwowzorów w luźnych szatach starożytnego Egiptu, to ich prawdziwa złota era rozpoczęła się w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. W Polsce, rządzonej wówczas przez szarą rzeczywistość schyłkowego PRL-u, piramidy były synonimem luksusu z Pewexu i obiektem pożądania każdego nastolatka. Szyte z grubego, dekatyzowanego jeansu, importowane z Turcji, stanowiły symbol buntu i przynależności do wielkiego świata. W latach dziewięćdziesiątych fason ten ewoluował, wchodząc przebojem do popkultury za sprawą amerykańskich gwiazd muzyki pop i R&B. Dzisiaj jednak nie szukamy taniej nostalgii, a projektanci tchnęli w ten krój zupełnie nowe życie.
Z czym łączyć spodnie piramidy? Moje sprawdzone triki
W przypadku spodni o tak wyrazistym kroju najważniejsze jest trzymanie się prostej zasady: skoro dół jest szeroki i dynamiczny, góra musi pozostać blisko ciała. Sama najchętniej noszę je z ultradopasowanymi body z golfem lub prostymi, gładkimi topami, które pięknie eksponują wysoką talię. Jeśli chcę uzyskać bardziej formalny look, idealny na biznesowe spotkanie czy do biura, sięgam po klasyczną, białą koszulę, którą mocno wpuszczam w spodnie, a na ramiona narzucam krótką, pudełkową marynarkę.
A co z butami? To kluczowy element całej układanki. Spodnie piramidy, z uwagi na swój specyficzny kształt, wymagają odpowiedniego uniesienia sylwetki. W cieplejsze dni fantastycznie wyglądają z retro czółenkami na stabilnym klocku. Doskonałym wyborem są również sandały na platformie i słupku, które sprawiają, że nogawki układają się wprost fenomenalnie. Kiedy temperatura spada, w mojej szafie królują skórzane botki z dopasowaną cholewką, które chowają się pod szeroką nogawką, oraz cięższe, motocyklowe biker boots dodające całości rockowego charakteru. Na co dzień, gdy biegam po mieście między spotkaniami a redakcją, łączę je ze sneakersami na grubej platformie – to kwintesencja miejskiego, swobodnego szyku.