Wracasz z pracy, ktoś bliski pyta „co ci jest?”, a ty mówisz jak zawsze „nic, jestem tylko zmęczona” – choć czujesz coś dużo bardziej pokręconego. W Japonii i Korei robi się z tego osobna umiejętność, którą można ćwiczyć jak język obcy. Pokażemy ci tutaj mini-słownik emocji mieszanych i jedno ćwiczenie na 5 minut przed snem.
WIDEO…
Skąd w ogóle ten trend
W Japonii słowo gengoka – dosłownie „zamienianie na słowa” – zostało w 2024 roku wybrane na jedno ze słów roku i od tamtej pory nieustannie pojawia się w książkach o emocjach. W Korei również równolegle wychodzą słowniki emocji łączące podstawowe uczucia z tymi złożonymi (zazdrością, upokorzeniem, potrzebą uznania) i uczące nazywania ich od nowa. To nie jest wydumana moda. Zachodni psychologowie badający tzw. granularność emocjonalną od lat pokazują, że osoby rozróżniające „rozczarowanie” od „zawodu” i „bezsilności” radzą sobie z emocjami lepiej niż te, które wszystko wrzucają do jednej szuflady „źle”. Dokładniejsza nazwa podpowiada, co zrobić dalej.
Kiedy „zmęczona” znaczy zupełnie coś innego
Problem w tym, że słowa, których używasz najczęściej – zmęczona, zestresowana, do niczego – są tak pojemne, że mieszczą kilka stanów naraz. A to właśnie mieszanki emocji najtrudniej rozszyfrować, bo nie ma dla nich gotowej etykietki. Moja współlokatorka ma na to sposób: zamiast „jestem zmęczona” mówi „jestem w trybie ulgo-wstydu” – bo skończyła projekt (ulga), ale zrobiła go na ostatnią chwilę (wstyd). Brzmi jak żart, ale odkąd tak mówi, szybciej łapie, czego właściwie potrzebuje wieczorem, aby w pełni się zresetować.
Mini-słownik na emocje, którym brakuje imienia
Poniżej garść nazw-mostków – inspirowanych logiką gengoka i koreańskich słowników emocji, ale ubranych w naszcodzienny polski. Nie szukaj ich w encyklopedii, potraktuj jak punkt startowy do własnego nazywania.
- Ulgo-wstyd – skończyłaś coś w ostatniej chwili: ulżyło ci, ale wstydzisz się, że tak to wyszło;
- Czuło-zazdrość – cieszysz się czyimś sukcesem i jednocześnie łapiesz się na porównywaniu siebie do niego;
- Tęskno-ulga – tęsknisz za kimś, a jednocześnie odetchnęłaś, że masz wieczór tylko dla siebie;
- Dumo-lęk – jesteś z siebie dumna, ale boisz się, że następnym razem może się nie udać;
- Wdzięczno-zmęczenie – doceniasz pomoc, ale jesteś wyczerpana tym, że musiałaś o nią poprosić;
- Spokojo-nuda – w końcu jest cicho, ale ta cisza zaczyna cię lekko przytłaczać;
- Ulgo-samotność – dobrze ci samej, choć gdzieś z tyłu głowy czujesz pzygnębienie, że nikt dziś nie zapytał, jak minął dzień;
- Złościo-troska – złościsz się na kogoś bliskiego właśnie dlatego, że ci na nim zależy.
Zauważ, że każda z tych nazw to zderzenie dwóch prostszych emocji. Chodzi o to, żeby zamiast szukać jednego, idealnego słowa, dopuścić myśl, że czujesz dwie rzeczy naraz – i obie są prawdziwe.
Ćwiczenie na koniec dnia, które zajmuje mniej niż jeden odcinek serialu
Nie potrzebujesz do tego aplikacji ani dziennika w skórzanej oprawie. Wystarczy pięć minut, kartka albo notatnik w telefonie i chęć bycia nieco dokładniejszą niż zwykle.
- Zapytaj siebie nie „jak się czuję”, tylko „co dokładnie się dziś wydarzyło, że tak się czuję”;
- Wypisz dwie emocje, które pasują do tej sytuacji – nawet jeśli wydają się sprzeczne;
- Połącz je w jedno słowo-mostek, na wzór tych wyżej (możesz wymyślić własne);
- Dokończ zdanie: „Potrzebuję teraz…” – i zrób dokładnie to, jeśli to możliwe jeszcze dziś.
Sztuka polega na tym, żeby nie oceniać tego, co wyjdzie. Nie ma dobrych i złych mieszanek emocji, są tylko dokładniejsze i mniej dokładne opisy tego, co się w tobie dzieje. Nie traktuj mini-słownika jako terapii ani diagnozy – to język, który dokładasz do szafy, gdy stare słowa przestają pasować. Zacznij dziś wieczorem!