Kosztuje 189,99 zł i ma tylko 16 cm wysokości, dzięki czemu nie potrzebuje osobnego stolika ani dużej powierzchni. Można postawić ją na komodzie, między albumami na regale albo na stoliku kawowym. Największą zaletą jest jednak brak konieczności ustawiania jej przy gniazdku. Lampa jest przenośna i wielokrotnego ładowania, a kabel USB-C znajduje się w zestawie. To jeden z tych niewielkich przedmiotów, które pozwalają zupełnie inaczej myśleć o świetle w salonie.

WIDEO…

player placeholder

Kopulasty klosz sprawia, że wygląda jak mała rzeźba

Forma jest tutaj ważniejsza niż jakakolwiek dekoracja. Górna część ma 18 cm szerokości i przypomina spłaszczoną szklaną kopułę, podczas gdy metalowa podstawa jest znacznie węższa — mierzy 10 cm szerokości i 8,6 cm głębokości. Dzięki temu lampa wygląda niemal jak świetlisty grzybek albo niewielki obiekt z galerii designu. Nie ma klasycznej nóżki ani tekstylnego abażuru, więc nawet po wyłączeniu zachowuje bardzo graficzny charakter. Jasnobeżowe szkło łagodzi przy tym chłód srebrzystego metalu i sprawia, że całość nie wygląda zbyt technicznie.

Po zmroku zaczyna się najciekawsza część

Wewnątrz znajduje się niewymienne źródło LED o mocy 2 W, dlatego nie jest to lampa, którą traktowałybyśmy jako główne oświetlenie salonu. Znacznie lepiej sprawdzi się jako dodatkowy punkt świetlny budujący atmosferę. Na podstawie umieszczono przełącznik z trzystopniową regulacją natężenia, więc można zdecydować, czy potrzebujemy wyraźniejszego światła, czy jedynie delikatnej poświaty. Właśnie na najniższym ustawieniu jej rzeźbiarska forma może wyglądać najbardziej interesująco — zamiast jasno oświetlać całe otoczenie, klosz zaczyna miękko świecić od środka.

Zobacz także:

Jedno ładowanie może wystarczyć na wiele wieczorów

Czas działania zależy od wybranego poziomu natężenia. Przy pełnej mocy bateria działa do 7 godzin, przy średnim ustawieniu do 15 godzin, a przy najniższym nawet do 41 godzin. To oznacza, że używana przede wszystkim jako nastrojowe światło nie wymaga podłączania do ładowania każdego wieczoru. Kabel USB-C jest dołączony do zestawu, więc po rozładowaniu lampę można ponownie naładować i przenieść w kolejne miejsce. W praktyce właśnie ta mobilność jest jednym z jej najciekawszych atutów.

Nie musi stać tam, gdzie akurat jest gniazdko

Przy klasycznej lampie stołowej aranżacja często zaczyna się od pytania, gdzie można ją podłączyć. Tutaj ten problem znika. Lampa może wieczorem stać na stoliku kawowym, następnego dnia trafić na komodę, a później znaleźć się na regale. Brak widocznego przewodu ma również znaczenie estetyczne. Przy tak prostej geometrycznej formie kabel biegnący po blacie niepotrzebnie zaburzałby efekt. Bez niego lampa wygląda jeszcze bardziej jak samodzielny dekoracyjny obiekt.

Na ciemnym drewnie wyglądałaby szczególnie elegancko

Jasnobeżowe szkło i srebrzysty metal aż proszą się o kontrast z czymś cieplejszym. Postawiłybyśmy lampę na komodzie w odcieniu orzecha albo czekoladowego brązu, gdzie metaliczna podstawa wyraźnie odcinałaby się od naturalnego rysunku drewna. Obok wystarczy kilka dużych albumów albo pojedyncza szklana misa. Nie dodawałybyśmy kolejnych srebrnych przedmiotów tylko po to, żeby stworzyć komplet. Jeden chłodny metaliczny akcent w otoczeniu drewna, kremowych tkanin i miękkich faktur wygląda znacznie bardziej wyrafinowanie.

Srebro nie musi oznaczać chłodnego wnętrza

Metaliczne powierzchnie wróciły do wnętrz, ale ich najciekawsza odsłona nie polega na wypełnianiu salonu chromem. Znacznie lepiej prezentują się jako pojedyncze akcenty zestawione z materiałami o zupełnie innej temperaturze. Tutaj srebrzystą podstawę równoważy jasnobeżowy szklany klosz. Do tego wystarczy kremowa sofa, ciemne drewno, miękki dywan i może jeden akcent bordo albo maślanego żółtego. W takim otoczeniu metal nie wygląda surowo, tylko działa jak biżuteria dla wnętrza.

Mały rozmiar jest jej największą zaletą

Przy 16 cm wysokości lampa może pojawić się w miejscach, w których większy model byłby zwyczajnie niepraktyczny. Na szerokim parapecie, niewielkim stoliku pomocniczym, stosie albumów czy długiej komodzie nie dominuje nad pozostałymi przedmiotami. Jednocześnie 18-centymetrowy klosz jest wystarczająco szeroki, żeby forma nie zginęła w aranżacji. To dobre proporcje dla lampy, którą chcemy traktować bardziej jak dekoracyjny obiekt niż tradycyjne oświetlenie zadaniowe.

Zamiast jednej lampy sufitowej lepiej stworzyć kilka świetlnych punktów

Najbardziej nastrojowe wnętrza po zmroku rzadko są oświetlone równomiernie. Znacznie ciekawszy efekt daje kilka niewielkich źródeł rozmieszczonych na różnych wysokościach. Ta lampa może stworzyć najniższy punkt świetlny na stoliku lub komodzie, podczas gdy obok sofy pojawi się lampa podłogowa, a na ścianie dyskretny kinkiet. Wtedy część pomieszczenia pozostaje w półcieniu, szkło zaczyna odbijać światło, a drewno nabiera głębszego odcienia. Salon wygląda bardziej kameralnie bez dokładania choćby jednej dekoracji.

Najładniejsze lampy są piękne także po wyłączeniu

To właśnie ten detal odróżnia dekoracyjne oświetlenie od sprzętu, który po prostu spełnia swoją funkcję. Za dnia kopulasty klosz z barwionego szkła i metalowa podstawa tworzą niewielką geometryczną formę. Wieczorem ten sam przedmiot zaczyna świecić od środka i całkowicie zmienia swój charakter. Nie potrzebuje ozdobnego abażuru, efektownego koloru ani skomplikowanych detali. Wystarczą szkło, metal i dobrze dobrane proporcje. A możliwość przeniesienia lampy dokładnie tam, gdzie danego wieczoru potrzebujemy światła, sprawia, że jest nie tylko dekoracyjna, ale też wyjątkowo praktyczna.

Lampka
Fot. H&M
Lampka
Fot. H&M