Moja miłość od pierwszego wejrzenia do loafersów bez pięty

Loafersy typu mule od pierwszej chwili ogromnie mi się spodobały. Ten fason natychmiast skradł moje serce i wiedziałam, że zagości w mojej szafie na stałe! Kiedy przyjrzałam się bliżej sylwetkom, które lansował dom mody Saint Laurent, poczułam czysty zachwyt. Ich skórzane, niesamowicie luksusowe klapki z charakterystycznym marszczeniem i kultowym, delikatnie połyskującym logo Cassandre na pasku od razu przykuły moją uwagę. To połączenie klasycznej elegancji z nowoczesnym, niezwykle swobodnym akcentem sprawiło, że po prostu musiałam mieć je w swojej kolekcji. Współczesna moda potrafi wspaniale reinterpretować dawne fasony i podarować nam coś tak niesamowicie wyrafinowanego.

WIDEO…

player placeholder
mule
Getty Images

Paryski szyk na wybiegach i wielki powrót estetyki retro

Muszę wam powiedzieć, że historia wsuwanych butów typu mule sięga znacznie głębiej niż popkultura przełomu tysiącleci. Ich korzenie tkwią w osiemnastowiecznej Francji, gdzie były luksusowym obuwiem buduarowym noszonym przez arystokrację, a później, w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku, za sprawą Marilyn Monroe weszły na stałe do kanonu hollywoodzkiego glamour. Dzisiejsze wcielenie, które podziwiałam na pokazach Saint Laurent, czerpie garściami z tamtej zmysłowości, ale łączy ją z męskim, garniturowym stylem. Anthony Vaccarello stworzył na wybiegu sylwetkę kobiety silnej, pewnej siebie, która nie potrzebuje niebotycznie wysokich szpilek, by przyciągać spojrzenia. Te buty mają w sobie coś z mrocznego, tajemniczego romantyzmu, co wydaje się idealnie wpisywać w modną estetykę gotycką i poetcore. Kiedy patrzyłam na model Le Loafer z odkrytą piętą, wykonany z marszczonej, błyszczącej skóry, wiedziałam, że to początek nowej ery w mojej jesiennej szafie.

Zobacz także:
mule
Materiały prasowe / Saint Laurent

Moje łowy w sieciówce czyli jak Zara odtworzyła luksusowy projekt

Oczywiście, cena oryginalnych butów od francuskiego projektanta potrafi skutecznie ostudzić zapał nawet najbardziej zaangażowanej redaktorki mody. Nie pozostało mi więc nic innego, jak wyruszyć na poszukiwania idealnej alternatywy, która nie zrujnuje mojego budżetu. I wtedy w nowej kolekcji Zary pojawiły się one – skórzane mokasyny z odkrytą piętą, które od pierwszego wejrzenia skradły moje serce. Wyglądają niemal identycznie jak te z paryskiego wybiegu! Hiszpańska sieciówka idealnie odwzorowała ten charakterystyczny, lekko zaokrąglony nosek, marszczenia na cholewce oraz klasyczny pasek przechodzący przez środek stopy. Moje nowe skórzane klapki z Zary (mój model jest w klasycznej, głębokiej czerni) zachwycają precyzją wykonania i są niesamowicie wygodne. Skóra jest elastyczna, dzięki czemu but dopasowuje się do stopy od pierwszego założenia, a brak zabudowanej pięty sprawia, że zapominam o jakichkolwiek obtarciach. To idealny dowód na to, że wielka moda może być dostępna na wyciągnięcie ręki.

mule
Materiały prasowe / Zara

Jak stylizuję loafersy mule na początku jesieni?

Zawsze gdy widzę tak uniwersalny element garderoby, w mojej głowie od razu pojawia się mnóstwo pomysłów na zestawy. Na początku jesieni, gdy pogoda bywa kapryśna, te buty sprawdzają się genialnie. Sama najchętniej łączę je z luźnymi, garniturowymi spodniami o szerokiej nogawce, która delikatnie opada na cholewkę, odsłaniając jedynie marszczony przód buta. Do tego dorzucam oversize'ową, błękitną koszulę męską i klasyczny, beżowy trencz. Taki zestaw wygląda niezwykle swobodnie, a jednocześnie elegancko. Druga opcja, którą przetestowałam w zeszłym tygodniu, to zestawienie ich z jeansami o prostym kroju, sięgającymi tuż przed kostkę oraz zamszową kurtką w odcieniu czekoladowego brązu. Te buty fantastycznie wyglądają również w towarzystwie dzianinowych sukienek midi – brak pięty optycznie wydłuża nogę, zwłaszcza gdy zrezygnujemy z rajstop i pozwolimy skórze łapać ostatnie promienie słońca.