Z przeprowadzonych w 2019 roku badań w ramach ogólnopolskiej kampanii społeczno-edukacyjnej „W kobiecym interesie” wynika, że ponad 3 mln Polek chodzi do ginekologa rzadziej niż raz w roku lub wcale. Z kolei blisko 60 procent przyznało, że podczas pierwszej wizyty odczuwało przede wszystkim wstyd, a połowa z ankietowanych przyznała, że czuje się sparaliżowana negatywnymi emocjami, gdy tylko usłyszy: „proszę się rozebrać”. Niestety to skrępowanie i traktowanie odwiedzin w gabinecie ginekologicznym jako zła koniecznego nie bierze się znikąd. A w wielu przypadkach wina leży po stronie lekarza i jego postaw.

Ginekolog z nieuzasadnionej przyczyny komentuje lub żartuje z twojego ciała

Choć trudno w to uwierzyć, to w gabinecie ginekologicznym też może spotkać cię body-shaming. Dlatego, jeśli tylko lekarz zacznie czynić krytyczne uwagi, a nie będzie poparte to żadnym argumentem, że jest to niepokojący pod względem zdrowotnym widok, nie musisz i nie powinnaś się na to godzić. Wizyta u lekarza nie jest castingiem w konkursie piękności, a w celu oceny twojego stanu zdrowia. Oczywiście, jest coś takiego jak ginekologia estetyczna, czego powinnaś mieć świadomość, ale sugestia, że powinnaś zdecydować się labioplastykę, czyli korektę warg sromowych, powinna wynikać z konkretnych przyczyn: bólu okolic intymnych czy ich częstych infekcji lub problemów w kontaktach seksualnych. Sama ich uroda – bo tak, wargi sromowe mają prawo być asymetryczne – nie powinna być obiektem nieuzasadnionych komentarzy.

Lekarz krytykuje twoją aktywność seksualną lub jej brak

„Nie uprawiała pani seksu? To jak ja panią zbadam?!” – usłyszeć takie słowa z ust ginekologa to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może cię spotkać w podczas wizyty. Lekarz, bez względu na to, w jakim wieku jesteś, nie ma prawa komentować twojej aktywności seksualnej i sprowadzać jej do trudności w badaniu. Jeżeli nie współżyłaś, ginekolog ma możliwość zbadania cię np. przez odbyt lub zrobić USG brzuszne, które fakt – nie jest aż tak dokładne, jak dopochwowe – ale daje ogólny obraz tego, w jakim stanie są twoje jajniki czy macica. Jeśli z kolei uprawiasz seks i nie masz stałego partnera czy partnerki, to także nie jest temat, który twój ginekolog powinien uważać za powód do krytyki czy żartów. Jeśli przychodzisz do lekarza, bo masz obawę, że twój partner mógł zarazić cię np. wirusem HPV, a on zamiast podejść od tego profesjonalnie, mówi: „ale się pani zabawiła” – jedyną słuszną reakcją powinno być wyjście z gabinetu. 

Słyszysz, że powinnaś zajść w ciążę, choć jej nie planujesz

Tematu antykoncepcji poruszać nie będziemy, bo to dla nas oczywista kwestia, że KAŻDY lekarz POWINIEN zadbać o zapewnienie pacjentce odpowiedniej ochrony, odpowiednio dopasowanej do potrzeb i stanu jej zdrowia (tabletki, krążek, a może spirala?). Twój ginekolog powinien dokładnie wiedzieć, jakie są twoje plany, jeśli chodzi o zajście w ciążę. Czy zamierzasz starać się o dziecko za 3, 5 lat, a może wcale? To jest dla niego wiedza niezbędna w ramach profilaktyki i prowadzenia jakiegokolwiek leczenia. A także sposobu prowadzenia z tobą rozmowy. Ginekolodzy bardzo często niefortunnie próbują zasugerować pacjentce, że powinna pomyśleć o macierzyństwie, bo to może rozwiązać niektóre jej problemy, albo je pogłębić. Owszem, lekarz ma prawo informować pacjentkę, że wraz z wiekiem trudniej będzie jej zajść w ciążę, ale nie jest to niemożliwe – w innym przypadku wypadnie po prostu na pozbawionego empatii ignoranta.

Ginekolog nie robi szczegółowego wywiadu, nie wykonuje i nie rekomenduje podstawowych badań

Idealna wizyta u ginekologa powinna wyglądać w ten sposób, że lekarz, zanim jeszcze wejdziesz do jego gabinetu (o ile już byłaś u niego wcześniej), wie doskonale, kim jesteś i z jakimi problemami się zmagasz. Niestety rzeczywistość zazwyczaj jest zupełnie inna – ginekolog dopiero przy tobie otwiera i analizuje kartotekę, bo nie miał czasu zrobić tego między jednym a drugim pacjentką. OK, to jeszcze jesteśmy w stanie jakoś zrozumieć. Ale jeśli lekarz, widząc cię po kolejnej wizycie, nie wie, kiedy ostatnio miałaś robione USG piersi, cytologię, albo z kolei mając wiedzę, że ich nie miałaś, w ogóle ci tego nie zleci, ewidentnie wynika to z jego niekompetencji. Na wizycie u ginekologa MUSI też paść pytanie o to, czy sama badasz sobie piersi, jakie jest twoje ogólne samopoczucie oraz czy w twojej rodzinie nie wystąpiły jakieś niebezpieczne choroby, np. nowotwór. Jeśli nigdy się z tym nie spotkałaś ze strony swojego lekarza, przemyśl zmianę gabinetu, do którego chodzisz.

Twój ginekolog jest niedelikatny i niechlujny

Jak pokazują liczne raporty, badanie u ginekologa dla wielu kobiet jest traumatycznym doświadczeniem. Kobiety, szczególnie te zestresowane, przeżywają katusze na sam widok wziernika. I trudno się im dziwić – lekarze często bywają nieszczególnie delikatni podczas wykonywanych czynności. I nie mają na uwadze tego, że każda z pacjentek ma inną skalę bólu. Dlatego masz prawo wymagać od swojego ginekologa ostrożności i dbałości przy każdym ruchu. Lekarz również powinien zaoferować ci wszystko, co sprawi, że poczujesz się zaopiekowana. Czyli jednorazową spódniczkę ginekologiczną wykonaną z włókniny, również jednorazowe kapcie, abyś nie musiała chodzić po gabinecie boso, czy papier do usunięcia np. nadmiaru żelu do USG, jeśli w gabinecie nie ma toalety i nie możesz z niej skorzystać tuż po badaniu. Nie miałaś nigdy do czynienia z takimi praktykami, choć warunki na to pozwalają? Poszukaj ich w innym miejscu. A jeśli jesteś z mniejszej miejscowości i takie praktyki nie są normą, porozmawiaj o tym ze swoim lekarzem i zasygnalizuj mu swoje potrzeby.

Pamiętaj również, że zawsze możesz również złożyć skargę na ginekologa, którego zachowanie było niestosowne. Adresatem takiego wniosku może być przełożony lekarza, NFZ lub Rzecznik Praw Pacjenta.