Podobnie, jak ma jednej recepty na udany związek, tak nie istnieje uniwersalne lekarstwo na złamane serce. A może jednak? Bo kiedy kończymy relację, często kusi nas, aby "wrócić do formy" poprzez zawieranie nowych znajomości. Czy jednak traktowanie randkowania jako naszej nowej ulubionej aktywności na pewno wyjdzie nam na dobre? Między innymi o tym w swojej książce Miłość na celowniku. Jak szukać, żeby znaleźć piszą Joanna Godecka i Sylwia Stodulska-Jurczyk. Tytuł wydany przez wydawnictwo Burda Książki właśnie trafił do sprzedaży, a u nas przeczytacie jej fragment! 

Badania dowodzą, że 1/3 kobiet chodzi na randki żeby... najeść się za darmo! >>>

Miłość na celowniku. Jak szukać, żeby znaleźć – fragment książki Joanny Godeckiej i Sylwii Stodulskiej-Jurczyk

Sylwia: Bywa, że po rozpadzie związku dość szybko nawiązujemy kolejny, czego sama jestem przykładem. U mnie to się akurat sprawdziło, ale znam wiele relacji, które spaliły się tak szybko, jak się rozkręciły. Wiele osób z Sympatii pyta mnie, czy nie za szybko założyły profil i skąd mają wiedzieć, czy są gotowi na kolejne związki lub rozczarowania. Pozostali jednak nie pytają i zaczynają szukać, mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt szybko. Na przykład ostatnio tra łam na profil blisko 50-letniego mężczyzny, który pisał, że nie ma co prawda mercedesa ani domu ze złota, ale za to ma dobre serce, przez które został kiedyś zraniony. Dodał, że został oszukany, okradziony i wykorzystany. A na koniec zadał pytanie, dlaczego kobiety tak postępują w życiu. Mam wrażenie, że z tego pro lu aż krzyczą rozpacz i niezamknięte sprawy z przeszłości. Czy nie jest tak, że kiedy wciąż jeszcze jesteśmy rozbici emocjonalnie, to paradoksalnie łatwiej się angażujemy i szybciej ulegamy urokowi, co naraża nas na kolejne rozczarowania?

Joanna: To jest doskonały przykład na to, o czym rozmawiałyśmy: „Kochaj mnie, a raczej zaopiekuj się mną, ale nie skrzywdź”. Czy wyobrażacie sobie, że idziecie do nowej pracy na rozmowę kwalifkacyjną i mówicie: „Złośliwy szef wyrzucił mnie z poprzedniej firmy, mimo że byłem bardzo dobrym pracownikiem, i teraz się boję, żeby sytuacja się nie powtórzyła. Dlaczego niektórzy są tacy podli? Obiecajcie, że mnie nie wyrzucicie”. No właśnie... to brzmi żałośnie. Czy niektórzy uważają, że skarżenie się i marudzenie jest seksowne?

Sylwia: Jak długo zatem po bolesnych przejściach powinniśmy się wstrzymać z rozglądaniem się za nową miłością?

Joanna: Istnieje coś takiego jak dynamika wychodzenia z trudnych sytuacji, a rozstanie zdecydowanie do takich należy. To tempo jest jednak dla każdego indywidualne. U niektórych po miesiącu powoli wszystko wraca do normy, podczas gdy inni wciąż nie mogą wyjść z fazy złości na ekspartnera. U jeszcze innych końcówka związku jest tak męcząca i tak bardzo chcemy rozstania, że gdy w końcu do niego dojdzie, to myślimy sobie „uff, nareszcie” i właściwie od razu czujemy się gotowi na nowe wyzwania. Zazwyczaj nie jest to jednak takie proste, szczególnie gdy to my jesteśmy osobą porzuconą. Zwykle więc musimy przejść przez charakterystyczne dla tej sytuacji fazy. Pierwszą z nich jest faza negacji, czyli nieprzyjmowania do wiadomości tego, co się stało. Myślimy sobie wtedy, że partner miał gorszą chwilę i że niby powiedział, że „to koniec”, ale tak naprawdę pewnie za chwilę wszystko wróci do normy („wiele razy się przecież kłóciliśmy, nie minie tydzień, a do mnie wróci”). Gdy okazuje się, że nie wraca, pojawia się złość, a my zamieniamy się w prokuratora i nie szczędzimy oskarżycielskich słów („on był beznadziejny”, „ona mnie tylko wkurzała, to wszystko przez nią”). Te dwa etapy są najgorszym czasem na randkowanie. Dlaczego?


Tematy, których nie poruszamy na pierwszej randce. TOP 10 >>>
 

Wyobraźmy sobie, że na spotkanie przychodzi osoba, która od pierwszych chwil opowiada o tym, jak została wystawiona, zraniona, oszukana. Czy druga strona ma poczucie, że to randka, czy raczej spotkanie w konfesjonale? Trzecia faza to wracanie do normalności, kiedy nie jesteśmy jeszcze najszczęśliwsi, ale odzyskujemy formę. Ból i rozczarowanie zdecydowanie słabną i z coraz większym przekonaniem dopuszczamy do siebie myśl, że może być dobrze. Ostatnia, czwarta faza to ten moment, kiedy nie myślimy już bez przerwy o byłym lub byłej, a zaczynamy eksperymentować i otwierać się na nowe znajomości. W tej fazie pojawia się przestrzeń na nowe relacje i mamy wreszcie szansę, aby spotykać się z kimś, kogo nie będziemy bez przerwy porównywać do byłego partnera czy partnerki.

Sylwia: A jeśli po zakończeniu związku czujemy, że nie chcemy czekać i że bardzo potrzebujemy, żeby znów ktoś przy nas był?

Joanna: To znaczy, że nie potrafimy znieść samotności i że być może jesteśmy uzależnieni od bycia w związku, a przez to czujemy ogromny lęk przed powiedzeniem sobie: „okej, bywa, teraz jestem sam/sama”. Wskakiwanie z jednej miłości w drugą to ucieczka od konfrontacji ze sobą samym, a nie próba zbliżenia do kogoś. To dobrze nie rokuje, oznacza bowiem, że nie zdążyliśmy zadać sobie pytań: „Co sprawiło, że tamten związek się rozpadł? Co nie zadziałało jak należy i sprawiło, że się rozstaliśmy?”. Warto się temu przyjrzeć, żeby wiedzieć, co następnym razem powinniśmy zrobić inaczej. Nie znając odpowiedzi, możemy być prawie pewni, że sytuacja się powtórzy...

Sylwia: Lubimy generalizować („wszyscy ludzie są nieszczerzy”, „każdy ma jakiś interes”, „facetom chodzi tylko o jedno” itd.) i zrzucać winę na innych. To raczej nie poprawia sytuacji. Nawiązując kontakt z nową osobą, z góry zakładamy, że okaże się nieszczera i że nas zrani. Jak wyrwać się z takich przekonań?

Jeśli jesteś po rozstaniu i chcesz przyspieszyć proces akceptacji tej sytuacji*:

  • Przejdź świadomie przez wszystkie pojawiające się emocje, nie zaprzeczaj im, staw im czoło.
  • Zaakceptuj fakt, że osoba, która odchodzi, bierze odpowiedzialność za swoją decyzję. Ty także weź odpowiedzialność za swoje życie i postaraj się, by było ono jak najlepsze. Gdy pozostajesz z wewnętrznym przekonaniem, że los płata figle, a ludzie są zdradliwi – stajesz się asekurantem, który zaczyna budować fortecę. Dopóki się w niej chronisz, jesteś więźniem lęku. Tym samym stajesz się zakładnikiem przeszłości. Nie idziesz dalej.
  • Zmień punkt koncentracji – przypomnij sobie, że istniejesz i masz swoje przyjemności. Nawet jeśli nie wydają się tak atrakcyjne jak kiedyś, nie odrzucaj ich. Długie, aromatyczne kąpiele, sport, przechadzki po sklepach, babskie pogaduszki lub spotkania z kumplami. Nawet jeśli w twoim sercu hula wiatr, idź i baw się najlepiej, jak potrafisz.
  • Oczekuj tego, co najlepsze – zamiast powtarzać: „już nigdy nie dam się zranić”, mów: „następnym razem będzie wspaniale”. Uznaj fakt, że związki nie zawsze trwają całe życie, podejdź do życia z pogodą ducha i nadzieją.
     

Autorki książki „Miłość na celowniku. Jak szukać, żeby znaleźć”, czyli Sylwia Stodulska-Jurczyk i Joanna Godecka (fot. Marcin Klaban)


Jak szybko trafiamy z internetu do łóżka? Wyniki tych badań Was zaskoczą >>>
 

Joanna: To są ograniczające przekonania, które sprawiają, że widzimy świat w krzywym zwierciadle. Bo jeśli wszyscy ludzie są nieszczerzy i interesowni, to perspektywa szczęścia staje się dość niewyraźna. Jeśli czujemy, że takie myślenie się w nas zakorzeniło, zróbmy reset. Dajmy sobie czas na to, żeby zobaczyć świat z innej perspektywy.

Znacie opowieść o dwóch psach, które wędrowały w poszukiwaniu wiedzy o świecie? Oto ona: Był sobie pies, który postanowił się wybrać w świat w poszukiwaniu wiedzy o życiu. Po długiej wędrówce zobaczył tajemni- czy zamek, a że był bardzo lękliwy i nieufny, bardzo ostrożnie przeszedł przez próg i nagle znalazł się w sali o tysiącu luster. Natychmiast się zjeżył i zobaczył tysiąc zjeżonych psów. Warknął i warknęło na niego tysiąc psów. Podwinął ogon i uciekł, myśląc przy tym: „Straszny jest ten świat, pełen zjeżonych i warczących psów”. Jego śladem wyruszył kolejny pies i on także dotarł do tajemniczego zamku. A że był przyjazny i wesoły, gdy zobaczył w sali lustrzanej tysiąc psów, zaczął machać radośnie ogonem i spostrzegł, że jest otoczony przez tysiąc przyjaznych psów. Gdy radośnie podskakiwał, one także to robiły. Zmęczony wspólną zabawą wracał do domu i myślał: „Ależ ten świat jest wspaniały, ileż w nim zabawy i radości”.

Na początek skupmy się więc na zmianie optyki, na budowaniu pozytywnych kontaktów z innymi ludźmi. Dajmy sobie czas na drobne, codzienne sprawy, zwyczajne spędzanie czasu, odwiedzanie miejsc, które lubimy. Jeśli w tym wszystkim przypadkiem spotka nas miłość, zwabiona otwartością i spokojem – zrobi nam miłą niespodziankę. Więc nie wypatrujmy jej wszędzie i za wszelką cenę. Dopiero w chwili gdy przestaniemy oglądać się za siebie, będziemy gotowi na budowanie nowej, lepszej relacji. Najważniejsze, co powinniśmy dla siebie zrobić po kiepskich doświadczeniach, to wzmocnić w sobie przekonanie, że jesteśmy interesującym, godnym uczucia człowiekiem. Dlaczego to tak ważne? Bo w ten sposób nie uzależniamy swojego szczęścia od tego, czy mamy partnera, czy nie. Chodzi o to, żeby docenić i polubić siebie, a dopiero potem „pozwolić”, żeby inni nas polubili czy pokochali. Nie traktujmy przebywania we własnym towarzystwie jako zła koniecznego, tylko doceńmy je. I bez względu na to, co wydarzyło się w przeszłości, uznajmy, że to już było, a przed nami wciąż szansa na coś dobrego. Nie budujmy negatywnych wizji. Nie wzmacniajmy pesymistycznego myślenia. Pamiętajmy, że według naukowców nasze myśli i uczucia aktywnie uczestniczą w kreowaniu naszej przyszłości. W skrócie – otrzymujemy to, czego oczekujemy. Jeśli więc nie chcemy „powtórki z rozrywki”, skupmy się na tym, czego naprawdę pragniemy, a nie na pielęgnowaniu obaw.

* Chodzę po mieszkaniu jak w transie. Jak sobie poradzić po trudnym rozstaniu?, Sympatia.pl, Porady, Eksperci