Myślałam, że tylko ja nie rozstaję się z notesem, a potem zajrzałam… na Instagram. Chcąc sprawdzić, czy naprawdę wróciła moda na prowadzenie dzienników, w wyszukiwarkę wpisałam #journaling i przyznam, że trochę się zdziwiłam, gdy wyskoczyło ponad 10 milionów postów (kolejny milion zgromadził hasztag #creativejournaling, 1,8 miliona – #artjournaling, a dodatkowe 862 tysiące – #journalingcommunity). Pod każdym z nich kryły się karuzele i rolki o tym, jak zacząć pisać pamiętnik, o czym i dlaczego warto (porady dla początkujących), jak utrzymać regularność oraz co kupić do journalingu, a także o metodach prowadzenia dziennika – bo okazuje się, że zapiski można robić na wiele różnych sposobów. Natknęłam się nawet na wideo, w którym o swoim pamiętniku opowiadała sama Emma Watson! Na Instagramie znalazłam też bohaterki tego artykułu.

WIDEO…

player placeholder

Journaling to sposób, by w pędzącym świecie uporządkować myśli

 Ania Jasiakiewicz, na której profil @przytulne.miejsca zagląda ponad 13 tysięcy obserwatorów, pamiętnik zaczęła prowadzić już w podstawówce. W notesie opisywała wówczas wszystko: co wydarzyło się w szkole, ważne rodzinne momenty i pierwsze zauroczenia. Przerwała w gimnazjum, by do pisania powrócić na studiach. Tym razem z konkretnym planem, który podsunął jej… YouTube (najwyraźniej świat wirtualny i analogowy są już ze sobą nierozerwalnie związane). To właśnie tam natknęła się na Rydera Carrolla i wymyślony przez niego system prowadzenia notesu zwany bullet journalingiem (przedstawianym m.in. jako praktyka uważności, mająca na celu zwiększenie produktywności). – Polega on na zapisywaniu myśli w uporządkowany sposób, zgodnie z określonym kluczem znaków. Podstawowy z nich – kropka (ang. bullet) – służy do oznaczania zadań do zrobienia i innych priorytetów – tłumaczy „notesiara” i dodaje, że w tamtym okresie, kiedy miała naprawdę dużo na głowie, pomógł jej nad wszystkim zapanować. Z czasem jej zapiski przestały ograniczać się do listy powinności, pojawiły się w nich wspomnienia, podsumowania i plany na przyszłość, a także prompty, czyli odpowiedzi na pytania (to kolejna z technik, która pomaga uporządkować myśli).

Dziś korzysta z dwóch notesów. Pierwszy to notes do Porannych Stron – służy do zapisywania ciągiem wszystkiego, co pojawia się w głowie po przebudzeniu – zgodnie z opisaną w książce „The Artist’s Way” metodą Julii Cameron. Przez resztę dnia towarzyszy jej dziennik, w którym Ania odnotowuje niemal wszystko, w tym to, co udało jej się osiągnąć i za co jest wdzięczna. – Wklejam papierowe drobiazgi i zdjęcia, dzięki czemu mój dziennik służy nie tylko do organizowania codzienności, ale i jest przestrzenią do wyrażania kreatywności – mówi. – Pisanie na papierze pomaga mi uciec od cyfrowego świata, telefonu i komputera, przy których spędzam większość czasu. Nic mnie wtedy nie rozprasza. Jestem tylko ja i moje myśli. Mogę wsłuchać się w siebie i usłyszeć to, co często zostaje zagłuszone przez wszystko, co na co dzień walczy o moją uwagę. Dlatego lubię z pisania zrobić małą celebrację. Przygotowuję sobie dzbanuszek herbaty, wybieram ulubiony kubek, zapalam świeczkę i puszczam muzykę w tle.

Zobacz także:

Journaling bez romantyzowania

Większych przygotowań do pisania nie potrzebuje Klaudyna Maciąg, która również zapiski zaczęła robić jako nastolatka, w bardzo popularnym wówczas, tj. pod koniec lat 90. „Kalendarzu Superdziewczyny” (też go miałam!). Później dostała od rodziców pierwszy pamiętnik na kłódkę. – Kochałam go, bo miałam się komu wygadać. Pisałam o wszystkim i dorzucałam do tego pamiątki: zdjęcia, bilety, wycinki z gazet, liściki pisane z koleżankami na lekcjach, próbki lakierów do paznokci. Próbowałam swoich sił w poezji i opowiadaniach – wspomina. Dziś ma kilka notesów. – Prowadzę np. osobny pamiętnik na smutki i żale, sięgam po niego rzadko, gdy jest naprawdę źle. To dla mnie forma autoterapii. Przyjmie wszystko, nie ocenia i zawsze jest – podkreśla. – Mam też commonplace journal, który można porównać do ręcznie tworzonej encyklopedii, osobny notatnik na cytaty z książek, inny na sprawy biznesowe. Moim najlepszym pomysłem było jednak stworzenie Pozytywnego Pamiętnika. Jest w nim wszystko: zdjęcia z rodzinnych wyjazdów, menu z ulubionych restauracji, metki ubrań, zasuszone liście i kwiaty, recenzje obejrzanych filmów i przeczytanych książek. Gromadzę w nim wspomnienia, do których miło będzie wrócić, i mam poczucie, że robię to w sposób namacalny. Nie zginą w otchłani telefonu, zwłaszcza że technologie bywają zawodne – tłumaczy. – Dzięki prowadzeniu takiego dziennika mam poczucie, że w moim życiu dzieje się wiele dobrego. Bez tego pewnie skupiałabym na najważniejszych, najbardziej „epickich” wydarzeniach, a tych przecież nie jest aż tak wiele. Nic dziwnego, że badania potwierdzają, że pisanie ma moc terapeutyczną.

Artykuł można przeczytać w październikowym numerze GLAMOUR z Lilą Janowską na okładce (a właściwie na dwóch):