Girlhood na TikToku: różowy filtr zniknął, zostało coś więcej

Jeszcze rok temu pojęcie „girlhood” kojarzyło nam się głównie z kokardkami i podpisami w stylu „soft life”. Dziś pod tym samym hasztagiem kobiety na TikToku rozmawiają o pierwszej pensji, granicach w pracy i terapii. Sprawdziłyśmy, ile w tym prawdziwej zmiany, a ile sprytnie zapakowanego algorytmu.

WIDEO…

player placeholder

Od różu do rozmowy o pensji

Girlhood zaczynał jako estetyka – kolor, rekwizyty, określona czułość wobec siebie. Dziś obok tutoriali makijażowych na tym samym tagu pojawiają się nagrania, w których kobiety otwarcie mówią o zarobkach, negocjacjach podwyżki i błędach finansowych z pierwszych lat pracy. Rośnie też wątek rozwoju osobistego – poranne rutyny, dzienniki wdzięczności, plany na rok – i zakupy z projektantkami, które tłumaczą, dlaczego dana rzecz jest dobrze zrobiona, a nie tylko ładna. To przesunięcie nie jest przypadkowe. Z badania platformy nad zachowaniami kobiet wynika, że najczęściej szukają one treści o modzie (75,6%) i urodzie (72,4%), tuż obok rozwoju osobistego (62,7%) i kariery (47%). Girlhood poszerzył się tam, gdzie realnie jest zapotrzebowanie.

Wspólnota czy dobrze zaprojektowany algorytm?

Samo słowo „sisterhood” sugeruje coś więcej niż konsumpcję treści – sugeruje wspólnotę. I tu warto rozdzielić dwie rzeczy. Z jednej strony platforma faktycznie odnotowuje wśród kobiet wyższą niż przeciętna skłonność do próbowania nowości (1,9 raza większą niż na innych platformach) i większą otwartość w rozmowach o zdrowiu psychicznym (1,58 raza większą). Z drugiej strony to wciąż platforma, która zarabia na twojej uwadze. Każdy trend, który dobrze się klika, algorytm wzmacnia automatycznie – niezależnie od tego, czy niesie realną wartość, czy jest tylko chwytliwym hasłem. Girlhood jest wygodny dla twórczyń (łatwo się w nim odnaleźć), dla platformy (dobrze się skaluje) i dla marek (łatwo dopasować produkt). Nie znaczy to, że jest fałszywy. Znaczy, że warto pytać, komu służy dany filmik, zanim uznasz go za głos pokolenia.

Zobacz także:

Od hopecore po „30 przed 30”

Ten sam kierunek widać w szerszym zestawieniu trendów platformy na 2026 rok. Girlhood bywa tam nazywany „cyfrowym siostrzeństwem”, obok niego rosną szczere rekomendacje produktowe spod hasztagu #tiktokmademebuyit, nurt #hopecore stawiający na wewnętrzną siłę zamiast na wygląd, oraz subkultury w rodzaju #booktok i #skintok z własnym językiem i zasadami. Dochodzą do tego rytuały „5 do 9” – czas po pracy zarezerwowany tylko dla siebie – i seria „30 przed 30”, w której ambicje są coraz częściej osobiste, a nie skopiowane z cudzej listy życzeń. Ciekawy jest tu wątek pandemiczny: aż 62% polskich użytkowniczek zaczęło wtedy śledzić więcej kobiecych profili niż wcześniej. To sugeruje, że potrzeba wspólnoty pojawiła się najpierw – szukanie jej na TikToku było odpowiedzią na realny niedobór kontaktu, nie efektem sprytnej kampanii marketingowej. Platforma trafiła w moment, nie stworzyła go od zera.

Co z tego zostanie z Tobą na dłużej

Scrollujesz wieczorem, między zajęciami, w pracy? Zanim polubisz kolejne nagranie, zadaj sobie proste pytanie: co z tego zostanie z tobą na dłużej. Chociażby do jutra. Z całego nurtu girlhood najwięcej wynosisz z treści, które dają konkretną umiejętność, a nie tylko poprawiają nastrój. Nagranie o negocjowaniu pierwszej pensji albo o czytaniu umowy o pracę zostaje z tobą dłużej niż estetyczne wideo z herbatą i świecą.

Kiedy oglądasz zakupowe wideo, sprawdź, czy wytłumaczony jest wybór materiału, czy poruszone zostały kwestie etyki, czy pokazane jet metka z ceną – to pierwszy sygnał, czy masz do czynienia z czymś wartościowym, czy z ukrytą reklamą. Pilnuj też granicy między dzieleniem się a wystawianiem się na ocenę. Rozmowy o zarobkach i błędach finansowych mają sens, gdy budują wiedzę – nie wtedy, gdy zamieniają się w kolejny konkurs na to, kto ma bardziej poukładane życie w wieku dwudziestu kilku lat. Największa wartość tego trendu leży nie w estetyce, tylko w tym, że przy okazji lżejszych treści przemyca się tematy, o których jeszcze kilka lat temu mówiło się półgłosem – pieniądze, granice w pracy, zdrowie psychiczne. Spróbuj następnym razem, zanim polubisz kolejne takie wideo, sprawdzić, co konkretnego ci ono daje. Może okazać się, że twój feed potrzebuje mniej pokazu, a więcej treści, które da się realnie wykorzystać.