Dziś mija tydzień od „Krwawego piątku”. Wydarzenia tego dnia wstrząsnęły nie tylko szkołami, ale dosłownie całą Polską. W naszej historii kilkudziesięciu ostatnich lat nie wydarzyło się bowiem nic, co można by z tym porównać. Łącznie w całym kraju zatrzymano ponad 150 młodych osób, które 9 października 2026 roku przyszły do swoich szkół – podstawowych i średnich – z niebezpiecznymi przedmiotami i najprawdopodobniej z zamiarem skrzywdzenia nimi kogoś z otoczenia. O tym, co się działo, było tak głośno, że wielu ludzi – również niezwiązanych bezpośrednio ze szkołami – bało się tego dnia wychodzić z domu. Przeglądając komentarze w sieci, można się dowiedzieć, że takie myśli pojawiały się również u studentów uczelni wyższych.
WIDEO…
Studenci mówią jasno o narastającej fali agresji w szkołach
O przerażającym „Krwawym piątku” rozmawiałam ze studentami I i III roku studiów licencjackich na Wydziale Nauk o Komunikowaniu i Dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Opowiedzieli mi, co wtedy czuli i jak ogólnie myślą o narastającej fali agresji w młodym pokoleniu. Nieprzypadkowo to właśnie ich wybrałam na swoich rozmówców. Doskonale orientują się w mediach społecznościowych, śledzą wszystko, co się w nich dzieje i jako przyszli specjaliści w od komunikacji uważnie analizują to, co widzą w sieci. Czułam, że będą mieli dużo do powiedzenia na interesujący mnie temat i nie pomyliłam się. Dyskusja mogłaby trwać w zasadzie w nieskończoność, gdyby nie czas, który nas ograniczał. Zapewnieni o tym, że pozostaną anonimowi, bardzo chętnie odpowiadali na wszystkie pytania, a przemyślenia, które mieli, były skrajnie różne. Oto, co udało mi się od nich usłyszeć.
Kiedy o tym usłyszałam, pomyślałam: kolejny Mieszko R. I tyle. Dzień później, kiedy w sieci zaczęły krążyć informacje o wyzwaniu, trochę nie brałam na ich poważnie...
– Wiem, jak to zabrzmi, ale nie ruszyło mnie to szczególnie – powiedziała 21-letnia Alicja. – Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze: zaczęło się od tego chłopaka, który zabił woźną i ranił w szkole inne osoby. Kiedy o tym usłyszałam, pomyślałam: kolejny Mieszko R. I tyle. Dzień później, kiedy w sieci zaczęły krążyć informacje o wyzwaniu, trochę nie brałam na ich poważnie, a trochę, może naiwnie, ale czułam, że to raczej problem dzieciaków, zdecydowanie młodszych ludzi niż my. Nasz kampus, położony w środku lasu, wydaje się dość bezpiecznym miejscem w kontekście takich sytuacji. Jeśli już, to raczej byłam skłonna pomyśleć, że coś będzie się działo w centrum miasta. A po drugie: nie można dać się zwariować! Jeśli wszyscy zamknęliby się tego dnia w domach, to oznaczałoby, że ludziom, którzy zaplanowali to, co zaplanowali, udało się osiągnąć cel!
„Paniczny strach przed tym wyzwaniem był dla mnie skrajnie głupi”
– Zgadzam się w 100 proc. – dodał 19-letni Michał. – A nawet powiem szczerze, że paniczny strach przed tym całym wyzwaniem był dla mnie skrajnie głupi, bo myślę, że gdyby ktoś naprawdę przygotowywał się do zdobycia sławy jako nożownik i chciał zrobić komuś krzywdę, raczej na pewno nie zdecydowałby się podjąć tych działań właśnie tego dnia, tylko każdego innego. No, sami powiedzcie, jaki to ma sens – być jednym z wielu napastników w dniu, o którym wszyscy wiedzą, że coś takiego ma się dziać?! Szansa na sławę marna, a i ryzyko większe, skoro wszędzie pojawia się policja. Nie będę udawał, że nie myślałem o sprawie tego dnia, ale raczej nie oglądałem się za siebie na każdym kroku i nie miałem duszy na ramieniu – tak, jak to mówiło i pisało wiele osób.
Chaos i strach, które wtedy się pojawiły, brały się z niewiedzy i z tego, że głównym narzędziem komunikacji była poczta pantoflowa.
– A ja właśnie się oglądałam – powiedziała 21-letnia Oliwia. – Ogólnie nie jestem bardzo strachliwa, ale tutaj atmosfera paniki została nakręcona do niesamowitych rozmiarów. I po co?! O to mam żal do mediów. Że nie umieją właściwie podejść do tak poważnych tematów. Liczy się tylko klik. W kółko pisze się to samo. Powiela niesprawdzone wiadomości. Bez odpowiedzialności za słowo. Tego, co najbardziej było wtedy wszystkim potrzebne – rzetelnych informacji – zabrakło. I to jest porażka. Jeśli służby wiedziały o tej chorej inicjatywie, dlaczego odpowiednio wcześnie nie wydano oficjalnych oświadczeń?! Chaos i strach, które wtedy się pojawiły, brały się z niewiedzy i z tego, że głównym narzędziem komunikacji była poczta pantoflowa. A ta wiadomo, jak działa… Ktoś usłyszał coś, dołożył do tego swoje coś i posłał w świat, a za nimi kolejni. Zero kontroli nad przekazem. To jest ogólnie problem w Polsce.
Tej sytuacji, którą teraz mamy, wszyscy po trochu są winni
– To prawda – stwierdziła 21-letnia Julia. – Moja mama pracuje w szkole. Tego dnia przyszła do pracy, jak gdyby nigdy nic i nagle okazało się, że dzieciaki – ona uczy w klasach 1-3 – biegają dookoła niej i pytają o „Krwawy piątek”. Nie miała pojęcia, o co chodzi. Dopiero po dłuższym czasie, zdecydowanie za długim, pojawił się jakiś komunikat dyrekcji. A najlepsze w tym wszystkim było to, co wydarzyło się na koniec jej dnia pracy. Pierwszoklasista podszedł do niej i powiedział z żalem w głosie „proszę pani, co to za krwawy piątek, skoro nikt nikogo nie zabił u nas w szkole…”.
– O, kurczę, nieźle – skomentował 20-letni Oskar. – To pokazuje, na jak wielu polach jest problem. Dużo dzieciaków jest „zepsutych”. Nie widzą różnicy pomiędzy tym, co fikcyjne w grze komputerowej i tym, co prawdziwe w świecie. Nikt z nimi o tym nie gada. Rodzice myślą, że szkoła nauczy, a szkoła mówi, że jest od czego innego. Błędne koło.
Tej sytuacji, którą teraz mamy, wszyscy po trochu są winni. Nie tylko rodzice, nie tylko szkoła i na pewno nie tylko zły internet! Życia bez technologii już nie będzie.
– Tak!!! – zareagowała 21-letnia Zuza. – I do tego te chore komentarze w sieci, że jakby jeden smarkacz z drugim dostali parę razy od ojca w skórę, toby z nożami po szkołach nie latali… Jest właśnie dokładnie odwrotnie. Przykład chłopaka, który zabił woźną, jest doskonałym dowodem na to. Wiadomo już przecież, że był ofiarą przemocy ze strony ojca. Chyba więc nie bicia mu brakowało, tylko wszystkiego innego. Tej sytuacji, którą teraz mamy, wszyscy po trochu są winni. Nie tylko rodzice, nie tylko szkoła i na pewno nie tylko zły internet! Życia bez technologii już nie będzie. Trzeba to przyjąć do wiadomości i zrobić wszystko, żeby ludzie umieli się z nią dobrze obchodzić. Tylko jako oczekiwać, że dorośli będą przewodnikami dzieci na tej drodze, jeśli sami w dużej części mają problemy z emocjami, z uzależnieniem od sieci i karmią się najbardziej prymitywnymi treściami, które można w niej znaleźć…?!
– Ja myślę, że najwięcej uwagi w kwestii edukacji medialnej należy poświęcić najmłodszym dzieciakom – podkreślił 19-letni Kacper. – I jestem za twardym ograniczaniem im dostępu do sieci. Musi być kontrolna nad tym, co oglądają i jak długo to robią. Sam zakaz przynoszenia telefonów to za mało. – A ja dodaję do tego zaostrzenie kar dla małoletnich przestępców – zasugerował 21-letni Franciszek. – Wiem, że tego rodzaju działania nie sprawdzają się jako czynnik prewencyjny, ale przynajmniej izolują niebezpieczne jednostki od społeczeństwa na dłużej. Na ludziach, którzy jako nastolatkowie stają się agresorami czy zabójcami, samo pójście do poprawczaka na parę lat, chyba raczej nie robi wrażenia. Wychodzą dosłownie po paru latach i dalej robią to samo.
Warto skupiać się nie tylko na karaniu, ale przede wszystkim na zapobieganiu
– To prawda, ale na pewno warto skupiać się nie tylko na karaniu, ale przede wszystkim na zapobieganiu tego zachowaniom – zwróciła uwagę 18-letnia Karina. – Wiem, że wielu ludzi uważa, że przemocowe małolaty to zepsute do szpiku kości patologiczne jednostki z poważnymi zaburzeniami. Trochę racji na pewno w tym jest, ale ja osobiście uważam, że nikt nie rodzi się zły. Szukajmy powodów, które sprawiają, że niektórzy tacy się stają i budujemy system, który będzie starał się to zmieniać. Pierwszym krokiem do tego powinna być niezwłoczna reforma systemu edukacji. Wiele umiejętności, które dzieci nabywają dziś w szkole, są im zupełnie nieprzydatne, a to, czego naprawdę potrzebują, jest pomijane. Liczba dzieci ze szczególnymi potrzebami kształtowania umiejętności społecznych wciąż rośnie. Na to powinno się dziś kłaść nacisk w szkole, a nie na przysłowiową już budowę pantofelka.
– Zgoda, pełna zgoda – potwierdziła 20-letnia Maria. – Właściwie chyba każdy z nas miał w swoim środowisku w podstawówce i szkole średniej koleżankę lub kolegę, których zachowanie wyróżniało się na tle reszty – agresją, wycofaniem, nadwrażliwością. U mnie w szkole jeden chłopak na serio dusił drugiego, bo o coś się starli, konflikt trwał dłuższy czas i wreszcie nastąpił niekontrolowany wybuch złych emocji. Co w tej sprawie ciekawe: napastnika odciągnięto od ofiary, postawiono do kąta i nic więcej się nie zadziało. Na szczęście wybryk się nie powtórzył, a moim zdaniem to był moment, w którym trzeba było „zacząć się systemowo i profesjonalnie mu przyglądać”, żeby za kilka lat nie mieć poczucia, że coś się przeoczyło i że można było uniknąć tragedii.
Prawda jest taka, że takie rzeczy, że ktoś krzywdzi innych albo że tworzy się wspólnota zbudowana na zamiłowaniu do agresji lub cierpienia, działy się od zawsze.
– Za dużo mówicie o tym, że to, co się wydarzyło, to znak czasów, skutek nadmiernego korzystania z internetu i braku zainteresowania dziećmi ze strony rodziców – stwierdził 21-letni Maciej. – Prawda jest taka, że takie rzeczy, że ktoś krzywdzi innych albo że tworzy się wspólnota zbudowana na zamiłowaniu do agresji lub cierpienia, działy się od zawsze. Pamiętacie z historii zbiorowe samobójstwa? Albo efekt Wertera? Internet zmienił tylko to, że szybciej się o tym dowiadujemy i bardziej tym emocjonujemy, bo media podsycają temat. A wiadomo: zła informacja zawsze lepiej się sprzedaje niż dobra. Tyle w temacie.
– Nie, tak nie można zakończyć tej dyskusji – zareagowała 19-letnia Patrycja. – Musi z tego płynąć jakieś konstruktywne przesłanie. Moim zdaniem na przykład takie, że te wydarzenia to ważna lekcja dla całego społeczeństwa. Nie można ich po prostu wpisać do kart historii i iść dalej. Kurczę, jesteśmy ludźmi! I ludzie powinni być dla nas najważniejsi. Jeśli nawet ktoś uważa, że media rozdmuchują problem i negatywnie wpływają na postawy społeczne, to ja bym powiedziała tak: trzeba zrobić wszystko, co się da, żeby nie dostarczać im ani kawałka takich tematów. Kropka!