Sandra Kubicka wróciła do jednego z najbardziej intensywnych momentów swojej medialnej drogi. W rozmowie z Ewą Chodakowską w podcaście „Ocal siebie” dla Vivy, opowiada, co działo się w czasie, gdy widzowie mogli oglądać ją na parkiecie „Tańca z Gwiazdami”. Za uśmiechem i profesjonalizmem miały kryć się łzy i depresja.

Sandra Kubicka od dawna mierzy się z hejtem. „Na wizji Polsatu musiałam udowadniać...”

Wspomnienia Sandry z tamtego okresu mocno koncentrują się wokół fali krytyki, która w trakcie emisji programu zaczęła dominować. Modelka wyznała, że głośna afera związana z psem, którego wcześniej przygarnęła od Joanny Opozdy, a potem oddała, sprawiła, iż dyskusja o jej występach zeszła na dalszy plan. Zamiast oceny tańca i pracy na treningach pojawiły się oskarżenia, które napędzały kolejne komentarze. Modelka podkreśla też, że to, co zwykle zostaje w mediach społecznościowych, tym razem przeniosło się do realnego życia. Wśród sytuacji, które szczególnie zapamiętała, pojawiło się zaczepienie w centrum handlowym i wyzwisko, które padło wprost pod jej adresem. Hejt jednak nie zatrzymał się wyłącznie na niej: wiadomości miały trafiać również do jej mamy, a obce osoby podchodziły także do babci. Presja rosła, a ona równolegle musiała funkcjonować w rytmie prób, nagrań i występów.

Hejt był fizycznie, był psychicznie, bo też właśnie nagle doświadczyłam pierwszej afery w swoim życiu. Bo był to taki piękny moment dla mnie. Wow, wielki program, taniec. I nagle przykleiła się do mnie afera, która była na skalę całej Polski. I do tego stopnia, że ja na wizji Polsatu musiałam udowadniać, że ten pies żyje - mówiła. 

Sandra Kubicka płakała po nagraniach do „Tańcu z Gwiazdami”

W opowieści Sandry Kubickiej najmocniej wybrzmiewa kontrast między obrazem telewizyjnym a tym, co działo się poza planem. Z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze: perfekcyjny makijaż, stylizacja, światła, uśmiech i dopięta a ostatni guzik choreografia. Jednak po powrocie do domu pojawiały się łzy i złe samopoczucie. Gwiazda w końcu zdecydowała się na konsultację psychiatryczną. W rozmowie z Chodakowską wprost powiedziała o diagnozie depresji, którą usłyszała właśnie w czasie udziału w „Tańcu z Gwiazdami”. Opowiedziała, że rozpoczęła leczenie farmakologiczne, a mimo tego na planie trzymała się profesjonalnie i nie dawała po sobie poznać, jak bardzo jest jej trudno. Z jej perspektywy to doświadczenie stało się bolesnym dowodem na to, jak łatwo pomylić telewizyjny wizerunek z realnym samopoczuciem.

Zobacz także:

Wracałam i płakałam. Ja nie wiedziałam, dlaczego płaczę. Wracałam do mojego partnera, on też nie wiedział, o co chodzi i poszłam wtedy pierwszy raz do lekarza, żeby się dowiedzieć, co mi jest. Psychiatra powiedział, że to jest depresja. Więc zaczęłam brać leki, będąc w „Tańcu z Gwiazdami”. Byłam na lekach, uśmiechałam się do kamer, byłam bardzo profesjonalna. Później wracałam do domu i płakałam - opowiadała Sandra.

„Taniec z Gwiazdami” zmienił moje życie. Sandra Kubicka o nowej rzeczywistości i miłości do Polski

Paradoksalnie ten sam czas, który kojarzy jej się z kryzysem i presją, przyniósł także poczucie stabilizacji. Sandra Kubicka opisuje, że przez udział w programie funkcjonowała według stałego planu dnia: treningi, plan zdjęciowy i ludzie, z którymi spędzała kolejne tygodnie. Mieszkała wtedy w Warszawie, a rutyna miała pomóc jej złapać oddech i zacząć inaczej myśleć o codzienności.

„Taniec z Gwiazdami” zmienił moje życie. Bo przyleciałam wtedy tu na dłużej, na te trzy miesiące i miałam rutynę codziennie, wiedziałam, że mam trening. Mieszkałam w Warszawie. Mój narzeczony ze mną przyleciał, więc miałam go pod ręką. Codziennie chodziłam na plan. Byli ci sami ludzie, było bardzo fajnie. I zżyłam się z tym stylem życia. Do tego stopnia, że jak wylatywaliśmy stąd, jak już odpadłam w półfinale, jak wylatywaliśmy stąd z powrotem do Miami, to ja mu płakałam, że ja chcę z powrotem do Polski - wyznała.