„Wciąż wierzę w miłość!” – wyznaje Martyna Kaczmarek. Czego nauczył ją rozwód i jak poznała (nowego) narzeczonego?
Przez ostatnie lata wiele się u niej wydarzyło. Przeszła przez rozwód, musiała na nowo poukładać swoje życie. Skończyła 30 lat. Wróciła do rodzinnego Szczecina. Zaraz wychodzi za mąż. O miłości, która wymaga pracy, biznesie z misją, przyjaźni i bieganiu na własnych zasadach opowiedziała w rozmowie z „Glamour”.

Spotykamy się trzy lata po Twojej poprzedniej sesji okładkowej dla Glamour. Co się u Ciebie zmieniło przez ten czas?
Zabawne, że kiedy wróciłam teraz z sesji, spojrzałam na okładkę sprzed trzech lat, która jest przepiękna, ale też uświadomiła mi, jak wiele się od tamtej pory wydarzyło. Dzisiejsze zdjęcia są pełne siły, spokoju, pewności siebie i dokładnie tak się dziś czuję. Jestem teraz w zupełnie innym miejscu. Przez te trzy lata przeszłam przez rozstanie i rozwód. Musiałam na nowo poukładać swoje życie, odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nauczyć się samodzielności. Skończyłam 30 lat, co jest swego rodzaju cezurą, końcem jednego etapu i początkiem kolejnego. Wróciłam także po 10 latach z Warszawy do rodzinnego Szczecina, a niedługo wychodzę za mąż za mojego narzeczonego. To doświadczenie pokazało mi, że mimo niepowodzenia pierwszego małżeństwa nadal wierzę w miłość. Wierzę, że miłość jest piękna, ale jednocześnie wymaga pracy, zaangażowania i dojrzałości.
Wiele rozwiedzionych osób mówi, że rozwód to bolesna, ale ważna lekcja. Dla Ciebie też tak było?
Z perspektywy czasu widzę, że udział w „Top Model” był dla mnie próbą znalezienia uwagi i akceptacji, których wtedy potrzebowałam, a nie dostawałam od mojego byłego męża. Każdy z nas chce czuć się zauważony i ważny, zwłaszcza dla tych najważniejszych dla nas osób. Świadomość własnych potrzeb pozwala podejmować bardziej świadome decyzje, także te najtrudniejsze, jak decyzja o rozstaniu. Dodatkowo przeżywałam wtedy rozstanie mojej mamy, które jeszcze mocniej uświadomiło mi, jak ważne są niezależność finansowa i poczucie sprawczości. Dzięki nim można budować relacje z miłości, a nie z konieczności. Dziś wiem, że nie potrzebuję partnera, żeby się spełniać. Chcę, by druga osoba szła obok mnie, wspierała mnie, towarzyszyła mi w rozwoju i żebyśmy tworzyli wspólnie rodzinę. Myślę, że żyjemy w czasach skrajnego indywidualizmu i zatracamy to poczucie wspólnoty, budowania czegoś razem.

Dlatego podjęłaś decyzję o powrocie do rodzinnego miasta?
Tak. Chciałam być bliżej rodziny i społeczności, do której należę, nawet kosztem wygody i odrzucenia tego indywidualizmu. Tu jest nasza wioska. Oczywiście bycie na miejscu oznacza również uczestniczenie w trudnych momentach najbliższych. Nie przeżyłabym tak mocno rozstania mojej mamy, będąc w Warszawie. Pewnie byłoby mi dużo łatwiej być daleko i skupiać się na swoich sprawach. Ale wraz z dojrzewaniem zrozumiałam, że nie chcę żyć wyłącznie łatwym i wygodnym życiem, że czasem musi być trudno. Wyzwania i odpowiedzialność są częścią dorosłości.
Twój narzeczony też jest ze Szczecina. Znaliście się wcześniej?
Poznaliśmy się przypadkiem. Byłam już po rozstaniu, przyjechałam do Szczecina na święta i wyszłam sama do klubu. Robert był tam ze znajomymi z pracy i zagadał do mnie, żebym się do nich dosiadła. Od początku świetnie nam się rozmawiało. Najbardziej ujęła mnie jego dojrzałość emocjonalna. On jest z zupełnie innego świata, pracuje w innej branży. Od początku chciał mnie poznać i był mnie ciekawy jako człowieka, a nie osoby znanej z internetu. Dał mi przestrzeń, bym mogła być prawdziwą sobą, po prostu Martyną.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Jesteś zadeklarowaną feministką, masz na koncie książkę „FeMYnizm. Dlaczego potrzebujemy feminizmu”. A czy Twój narzeczony jest feministą?
Na początku określał siebie raczej jako humanistę, ale z czasem przyznał, że bliskie są mu wartości feministyczne. Dużo nauczyliśmy się od siebie nawzajem. Ja przedstawiałam mu perspektywę kobiet, znaczenie niezależności finansowej i równego traktowania. On pokazywał mi, jak te tematy wyglądają z męskiej perspektywy. Myślę, że dla wielu współczesnych mężczyzn wyzwaniem jest odejście od budowania własnej wartości wyłącznie na stereotypowo męskich atrybutach, jak zarobki czy pozycja zawodowa. Świat się zmienia i wartość człowieka nie powinna być od nich uzależniona. Niestety pewne kwestie związane z równouprawnieniem wciąż wzbudzają wątpliwości lub kontrowersje. Na przykład nasz wspólny znajomy wziął urlop rodzicielski, co wywołało bardzo duże zdziwienie ze strony szefostwa. Albo sytuacja, gdy w związku to kobieta zarabia więcej. Zauważyłam, że wiele dziewczyn rezygnuje z budowania siebie, żeby nie umniejszyć swojemu facetowi, bo on mógłby źle się z tym poczuć. A nie o to chodzi w relacji, przynajmniej dla mnie. Wiem, że zawsze sobie poradzę i nie zależę od tej relacji. Jestem niezależna finansowo i jedyne, co mężczyzna ma mi do zaoferowania, to to, jak mnie traktuje.
Cały wywiad z Martyną Kaczmarkiewicz przeczytasz w najnowszym numerze „Glamour”. I obejrzysz sesję – całkiem bez retuszu!
ZDJĘCIA: Borys Synak
STYLIZACJA: Maja Naskrętska
PIELĘGNACJA: Katarzyna Biały / Van Dorsen Artists
FRYZURY: Kamil Pecka
ASYSTENCI FOTOGRAFA: Mateusz Skraba i Mateusz Śnieciński
PRODUKCJA SESJI: Urszula Karczmarczyk-Wieczorkowska
DYREKTORKA ARTYSTYCZNA: Katarzyna Jaworska
ASYSTENTKA PRODUKCJI I STYLISTKI: Zuzanna Kreja