Gracie Abrams została gwiazdą nowego filmu Chanel. Paryż jeszcze nigdy nie wyglądał tak dobrze
Coco Mademoiselle właśnie dostało nową bohaterkę, nową energię i film, który ogląda się zdecydowanie dłużej niż typową reklamę perfum. Gracie Abrams przemierza nocny Paryż, ucieka przed paparazzi, trafia do kawiarni i… zaczyna tańczyć. A wszystko to w rytmie nowej odsłony kultowego zapachu Chanel.
Gracie Abrams w nowym filmie Chanel!
Chanel nie bez powodu postawiło właśnie na Gracie Abrams. Artystka ma w sobie trudną do podrobienia mieszankę dziewczęcej delikatności i niezależności. W najnowszym filmie marki pokazuje jednak zupełnie inną stronę swojego wizerunku. Kadr zalewa paryska noc, gęsta, duszna, wibrująca napięciem... W oślepiających błyskach fleszy dochodzi do nagłej ucieczki przed paparazzi, która przypomina zmysłowy pościg w świetle neonów. Prawdziwe szaleństwo zaczyna się jednak chwilę później. Gracie wpada do eleganckiej kawiarni, ale zamiast ukryć się w półmroku, ulega impulsowi. Zaczyna tańczyć. Jej ruchy są hipnotyzujące, pełne nieskrępowanej wolności i magnetycznej sensualności. W ułamku sekundy chłodne, paryskie wnętrze zmienia się w scenę bezwstydnej energii, na której to ona dyktuje gorące warunki.
Gdy zapada zmrok, klasyka staje się obsesją... Gorąca nowość: Crush Absolu od Chanel!
Powrót do świata Coco Mademoiselle ma tutaj szczególne znaczenie. Oryginalna kompozycja zadebiutowała w 2001 roku, a teraz Olivier Polge sięga po jej charakterystyczne DNA i nadaje mu bardziej intensywne, współczesne oblicze. Coco Mademoiselle Crush Absolu ma być zapachem dla kobiety, która nie chce pachnieć „grzecznie”. I chyba właśnie dlatego słowo „Crush” w nazwie pasuje tu idealnie. To ten rodzaj zauroczenia, który pojawia się nagle. Najpierw przyciąga uwagę, później nie daje o sobie zapomnieć. W otwarciu pojawiają się liczi i grejpfrut, następnie róża i jaśmin, a na końcu wanilia, paczula oraz wetyweria. Efekt? Świeży początek przechodzi w zdecydowanie bardziej zmysłowe i otulające wykończenie.
Grzeczne dziewczyny idą do nieba, niegrzeczne... pachną Coco Mademoiselle Crush Absolu!
I chyba właśnie to jest najciekawsze w całej historii. Coco Mademoiselle Crush Absolu nie próbuje odcinać się od swojej poprzedniczki. Przeciwnie, bierze to, co znamy, i podkręca głośność. Klasyczne kwiaty dostają więcej charakteru. Słodycz wanilii spotyka się z głębią paczuli i ziemistą wetywerią. Całość jest intensywna, magnetyczna i zdecydowanie bardziej wieczorowa. A sam flakon? Chanel zrobiło to po swojemu. Nie mogło zabraknąć również charakterystycznego dla Chanel minimalizmu. Klasyczna, geometryczna sylwetka flakonu pozostaje rozpoznawalna, ale tym razem pojawia się w niej bardziej wyrazisty, kontrastowy akcent. Całość nadal jest elegancka, jednak zdecydowanie mniej zachowawcza. I bardzo dobrze. Bo Coco Mademoiselle Crush Absolu nie opowiada o dziewczynie, która chce się wszystkim podobać. Opowiada o kobiecie, która zna swój zapach i wie, że nie musi nikogo pytać o pozwolenie, żeby go nosić.
Najbardziej filmowa premiera Chanel?
Nowa kampania z Gracie Abrams ma wszystko, czego oczekuję od dobrego filmu reklamowego. Piękne kadry, Paryż, modę, muzykę, trochę tajemnicy i bohaterkę, której chce się towarzyszyć do samego końca. A przy okazji robi coś jeszcze... Pokazuje, że perfumy to coś więcej niż kolejny element stylizacji. Kreują nastrój. Wywołują impuls. Są tym niewidzialnym bodźcem, który natychmiast zapada w pamięć. Coco Mademoiselle Crush Absolu zdecydowanie nie jest kolejnym zwykłym zapachem w kolekcji. Chanel właśnie sprawiło, że stał się moją nową perfumową obsesją!



















