Kończący się rok obfitował w homofobiczne wydarzenia. W XXI wieku, kiedy kolejne państwa ogłaszają np. równość małżeńską, u nas nagonka rządowa sprawiła, że homofobia dostała polityczną legitymizację. Państwo i Kościół zaczęły straszyć „ideologią” LGBT, co tak naprawdę było szczuciem na ludzi, którzy żyją, kochają i pracują tuż obok nas.

Coming out

Wszystkie osoby LGBT mają trudniejszą sytuację w codziennym funkcjonowaniu społecznym – podkreśla Mirosława Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii. – W ciągu ostatniego roku bardzo dużo osób LGBT wyjechało z naszego kraju, bo nie chciały dłużej czekać, aż coś zmieni się na lepsze, widząc pogarszającą sytuację. To zwykle osoby w wieku 30-40 lat, które uznały, że mają tylko jedno życie i chcą je jak najlepiej przeżyć. Dużo jest też migracji wewnętrznych z małych ośrodków do dużych miast, by zażyć trochę anonimowości, większej swobody, wyrwać się spod kontrolującego oka rodziny, która nie wie o naszej sytuacji lub jej nie rozumie. Bo nawet jeśli ktoś jest po rodzinnym coming oucie, to z automatu nie oznacza, że rodzina akceptuje, że chce słuchać o naszym życiu z partnerką. Co jest oczywiście bolesne, bo to ważny element życia.

O podobnej sytuacji opowiadają Sylwia i Kasia z Warszawy, które tworzą tu szczęśliwy związek i prowadzą aktywistyczne konto na Instagramie @les.be.together. – Przez naszą działalność w mediach społecznościowych jesteśmy blisko osób z innych rejonów Polski, które zmagają się z różnymi problemami ze względu na swoją orientację – opowiada Sylwia. – Każdego dnia dostajemy informacje o przeżyciach tych, które ukrywają się ze swoją naturą. Albo piszą: zrobiłam coming out, ale rodzice wprowadzili taki terror w domu, że po tygodniu musiałam wszystko odwołać, powiedzieć, że coś mi się wydawało. Dotyczy to młodych osób, ale i kobiet po czterdziestce. – Ostatnio poznałyśmy parę z małego polskiego miasta – dodaje Kasia. – Kobiety są ze sobą już kilka lat i nigdy nikomu głośno nie powiedziały o swoim związku poza najbliższą rodziną, która też trzyma to w tajemnicy. Jedna z kobiet ma dziecko, prawie dorosłe, ale nie chce, żeby przypadkiem z jej powodu miało jakieś problemy.

Zobacz także: Sekspozytywny alfabet by G’rls ROOM – L jak LGBT. Co to znaczy?

W czerwcu dziewczyny biorą ślub. – Co prawda humanistyczny, w świetle prawa nieważny, ale dla nas i owszem. Chcemy celebrować naszą miłość z najbliższymi. Mogłybyśmy oczywiście wziąć ślub za granicą, ale chyba tylko po to, by być żonami na wakacjach – śmieją się Sylwia i Kasia. – Poznałyśmy się na kursie językowym, który trwał kilka dni. Kaśka była uczestniczką tego kursu, a ja koordynatorką – opowiada Sylwia. – Obie byłyśmy wtedy na zaawansowanym etapie naszych związków. Kasia z ówczesną dziewczyną kupiły właśnie mieszkanie, ja zaręczyłam się z chłopakiem. Jednak – w wielkim skrócie – po kilku miesiącach mieszkałyśmy już we dwie w Warszawie. – Poznałyśmy się i to było od razu wielkie bum – dodaje Kasia. – Czułyśmy, że nie możemy bez siebie żyć, więc zrobiłyśmy rewolucję.

Co powiedzieli najbliżsi dziewczyn na te zmiany? – Moi rodzice są bardzo otwartymi osobami, moim chrzestnym był gej – tłumaczy Kasia. – Dzięki niemu znali wiele osób homoseksualnych, funkcjonowali w tym świecie, więc ja nie miałam żadnego dylematu, kiedy odkryłam, że jestem lesbijką. Rodzice normalnie to przyjęli.Ja z kolei swojej rodzinie wywróciłam świat do góry nogami – dodaje Sylwia. – Bo najpierw informuję o zaręczynach, a po miesiącu mówię, że rozstałam się z chłopakiem i będę żyła z kobietą. To zostało różnie przyjęte. Część rodziny od strony mojego ojca nie zrozumiała sytuacji i nasz kontakt się urwał. Moja mama potrzebowała trochę czasu, bo nie rozumiała, dlaczego zmieniam swoje życie, nie wyobrażała sobie, że nie będę miała męża, dzieci. Jednak postawiłam sprawę jasno – układam życie po swojemu. Na szczęście mama, z którą zawsze byłyśmy w przyjaźni, zaakceptowała w końcu mój wybór. Poznała też Kaśkę, zobaczyła, jaka to fajna dziewczyna i teraz są w bardzo zażyłych stosunkach, z czego się bardzo cieszę.

Pozytywne zakończenie miały też rodzinne coming outy Justyny i Basi*. – Bardzo się bałam, jak zareaguje moja mama, która jest mocno religijna – przyznaje Basia. – Jednak ona powiedziała, że skoro ja tak czuję, skoro to mi daje szczęście, to ona to szanuje, akceptuje. Podobnie zareagowała moja siostra, mówiąc, że to naturalne, że są różne orientacje i że niepotrzebnie bałam się im powiedzieć. Ja miałam mniej szczęścia niż Basia – mówi Justyna. – Myślałam, że moja mama dobrze przyjmie mój coming out, a było inaczej. Długo musiała do tego dojrzewać, by zaakceptować sytuację, zajęło jej to jakieś dwa lata. Ale teraz jest w porządku, a Kasię kocha jak swoją córkę. Obie czujemy, że mamy od niej pełne wsparcie.

Zobacz także: Sekspozytywny alfabet by G’rls ROOM – P jak Parada Równości. Jakie są postulaty i dlaczego warto ją wspierać?

Homofobia

Justyna i Basia* żyją w jednym z dużych miast na wschodzie Polski, w województwie, które jako jedno z czterech przyjęło uchwałę przeciwko „ideologii” LGBT.  – Staramy się otaczać na co dzień takimi osobami, które są mądre i empatyczne, wspierają nas i rozumieją – mówi Justyna. – Jednak przyjęcie tej uchwały było dla wszystkich kuriozalne. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w XXI wieku w europejskim cywilizowanym kraju. Nasza sytuacja po tym szczególnie się nie zmieniła, ale było to bardzo przykre, ta świadomość, że można mieć takie podejście do innych ludzi. Generalnie jednak uchwała nie ma mocy zmiany, bo osoby LGBT mieszkały, mieszkają i będą mieszkały w naszym regionie. Na pewno jednak mogą się poczuć jak obywatele gorszej kategorii, ktoś niechciany i to w miejscu, które przecież uznają za swój dom.

Myślę, że nasza sytuacja jest OK, ponieważ nie afiszujemy się jakoś, nie nosimy tęczowych symboli – dodaje Basia. – Za to rzeczywiście w naszym mieście mogą cię spotkać nieprzyjemności. Jedna z moich klientek opowiadała, jak jej 14-letnia córka została zaatakowana werbalnie w centrum miasta przez dorosłego faceta, bo miała tęczową torbę. Ta torba podziałała jak płachta na byka, a agresor nie robił sobie nic z tego, że ma przed sobą dziecko. Dlatego też choć chciałam nakleić na drzwiach mojej firmy naklejkę „strefa wolna od nienawiści” w momencie afery z naklejkami „Strefa wolna od ideologii LGBT”, to po dłuższym namyśle w obawie przed możliwymi homofobicznymi atakami nie zrobiłam tego.

Także Mirosława Makuchowska podkreśla, że ogromnie dużo szkody zostało wyrządzone przez ostatni rok w efekcie kampanii nienawiści rozpętanej przez polityków PiS. – Badania pokazują, że ludzie zaczęli wierzyć w potwora gender, w istnienie „ideologii’ LGBT. Mam wrażenie, że po wyborach ta kampania już zelżała, już nie jesteśmy potrzebni politykom jako straszak, jednak wszelkie takie akcje nie powinny mieć miejsca – podkreśla ekspertka z KPH.

Sylwia i Kasia też odnoszą się do wydarzeń z ostatnich miesięcy. – Żyjemy w centrum Warszawy, chodzimy za rękę, okazujemy sobie uczucia. Tak jak przed nagonką – podkreśla Kasia. – Jednak psychicznie to wszystko źle zniosłyśmy. A punktem kulminacyjnym były wydarzenia w Białymstoku, przemoc, która miała miejsce podczas tamtejszego Marszu Równości. – W ogóle tegoroczny czerwiec był dla nas trudnym momentem – dopowiada Sylwia. Okazuje się, że jednak i w stolicy nie jest bezpiecznie. – Z jednej strony jesteśmy na Paradzie Równości, uśmiechamy się do siebie, jest kolorowo i radośnie, a z drugiej strony wieczorem dostajemy wiadomości od osób, którym w Warszawie, w centrum, przydarzyły się różne straszne rzeczy. Jedna z dziewczyn została uderzona w twarz kebabem z całej siły przez chłopaka, który stwierdził, że nie będzie w jednej knajpie z pedałami siedział. Więc i nasze miasto nie jest wolne od homofobicznej przemocy. Ta homofobia przesyca cały kraj.

Przemoc w Białymstoku miała zmasowany charakter. Jednak osoby LGBT spotykają się z nią w każdym zakątku naszego kraju w różnej postaci na co dzień. – Badania pokazują, że dziewczyny homoseksualne doświadczają innego typu przemocy niż chłopaki. W przypadku kobiet bardzo często dochodzi do przemocy psychicznej i seksualnej – wylicza Mirka Makuchowska. – Wciąż panuje myślenie, że kobiety są homoseksualne, bo nie miały wcześniej seksualnych kontaktów z mężczyznami, więc trzeba im pokazać, jak to jest i często wtedy dochodzi do tzw. gwałtów naprawczych. Homoseksualnych facetów raczej chce się przywołać do porządku, przywrócić do szeregu złożonego z „prawdziwych” mężczyzn. „Prawdziwych”, czyli takich macho w przeciwieństwie do mężczyzn homoseksualnych, w których dopatruje się cech kobiecych. I to ustawianie do szeregu odbywa się głównie poprzez przemoc fizyczną.

Zobacz także: Filmy o tematyce LGBTQ, które warto zobaczyć (nie tylko podczas Pride Month)

Niewidzialna miłość

Jak poza tym funkcjonuje się dziewczynom w polskiej rzeczywistości? – Na pewno jest im trochę łatwiej niż chłopakom – tłumaczy Mirka Makuchowska. – Bo łatwiej społeczeństwu zaakceptować lesbijki czy jakoś sobie tłumaczy dwie dziewczyny idące za rękę – tak przecież robią też przyjaciółki. Podobnie kiedy dziewczyny razem mieszkają. Sama tego doświadczyłam – mieszkałam z partnerką, miałyśmy jedno łóżko, ale dla właściciela mieszkania czy sąsiadów byłyśmy przyjaciółkami, nasza prawdziwa więź była niedostrzegana, choć wszystko na nią wskazywało. Myślę, że takie postrzeganie jest wygodniejsze, ale inna sprawa, że ludzie nie mają za bardzo języka, by o tym mówić, trochę się wstydzą itp. Więc to często nawet nie złe intencje czy homofobia, ale brak narzędzi, co wynika z sytuacji społecznej, w której kwestie homoseksualności są za rzadko poruszane lub wypaczane.

Pod względem okazywania sobie uczuć łatwiej jest lesbijkom – twierdzą również Sylwia i Kasia. – Poza tym przywileje, które poznałam w związku heteroseksualnym, sprawiają, że nie wyobrażam sobie, by teraz żyć inaczej niż otwarcie – twierdzi Sylwia. – Dla mnie to jest naturalne, że osoby, które się kochają, są ze sobą blisko, wyrażają swoje uczucia. – Choć jak jedziemy do jakiegoś małego miasta, to nie paradujemy za rękę itp. Mamy to z tyłu głowy – dodaje Kasia i opowiada, że zupełnie inaczej niż w Polsce jest w Holandii, gdzie mają znajomych i znajome. – Byłyśmy tam też na paradach, gdzie są i kolorowe drag quuens, i rząd, i policja. To w zasadzie rodzinne imprezy, gdzie przychodzi się z dziećmi i uczy je równości i szacunku dla różnorodność. Patrzenie na to było dla nas naprawdę wzruszające. Także Justyna i Basia wspominają swoją wizytę w Holandii. – Zdawało się nam, że oddychamy tam inny powietrzem, że czuć w nim tę przyjazną atmosferę, zniknęło napięcie, które w pewnym stopniu towarzyszy nam na co dzień w naszym mieście – mówi Basia.

Niech nas zobaczą

Poza homofobią dziewczyny homoseksualne i biseksualne spotykają się z tym wszystkim, co dotyczy kobiet, więc dyskryminacją ze względu na płeć, szklanymi sufity, niepewnością co do swoich kompetencji. – Te mechanizmy, które odpowiadają za kształtowanie dziewczyn w kulturze jako wciąż cichych, grzecznych, sprawiają również, że w środowisku LGBT dziewczyny są mniej widoczne niż chłopaki. Także traktowanie kobiecej seksualności z przymrużeniem oka, jako kaprysu, jako coś, co jest efektem braku doświadczeń z mężczyznami nie pomaga – mówi Mirosława Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii. – W naszej polityce dobrze to widać – jest mało kobiet, a kobiet LGBT praktycznie nie ma. Teraz się to nieco zmieniło, bo jest Anna Maria Żukowska i Hanna Gil-Piątek. Także Basia i Justyna podkreślają problem widoczności i mimo wszystko brak wyoutowanej wyrazistej kobiecej postaci jak Michał Piróg czy Robert Biedroń, choć cieszą się, że w pojawiły się biseksualne posłanki.

Nowe, lepsze jutro

Co powinno się zmienić? O jakiej rzeczywistości marzą dziewczyny? – Rząd powinien się zmienić na bardziej przyjazny – śmieje się Justyna. – Także kościół za dużo złych rzeczy mówi pod adresem osób LGBT, kiedy przecież powinien szerzyć miłość bliźniego a nie nienawiść. Niestety to, co mówi się w kościołach ma spory wpływ na homofobię. Tymczasem w społeczeństwie potrzeba więcej równości. Nawet nie mówię o adopcji dzieci czy związkach partnerskich, a o tym, że wszystkich traktujemy jak ludzi.

Moim marzeniem jest, by zaprzestano dezinformacji i przekazywano rzetelne wiadomości na temat osób LGBT – mówi Sylwia. – I żeby przestały jeździć po ulicach polskich miast samochody, z których głośników sączą się homofobiczne hasła i przekłamania o osobach homoseksualnych – wtóruje Kasia. – Rzetelne informacje pozwoliłyby ludziom się oswoić, zrozumieć kim jest gej, kim lesbijka, poznać takie osoby – kontynuuje Sylwia. – Mam nadzieję, że mimo wszystko czeka nas zmiana na lepsze, wierzę, że w najmłodszych pokoleniach jest nadzieja, w dzieciakach, co są teraz w szkołach, uczestniczą w takich wydarzeniach jak Tęczowy Piątek, czyli inicjatywa KPH.

Mirka Makuchowska potwierdza, że wśród najmłodszych widać pozytywne zmiany. Wpływ na to mają takie akcje jak Tęczowy Piątek, ale i internet, popkultura, pozytywne wzorce z innych krajów. Wiek osób, które się outują czy są świadome różnorodności tożsamości jest dość niski, zwłaszcza w porównaniu z sytuacją sprzed 10 czy 15 lat. To też bardzo dobrze widać na marszach równości, gdzie jest wiele osób 14-, 15- czy 16-letnich. Po drugiej stronie są jednak kobiety powyżej 50. roku życia, które wpadają w sferę niewidoczności ze względu na wiek, jak i płeć – tłumaczy ekspertka z KPH. – To, co wydaje mi się kluczowe i może być dźwignią zmiany, to zmiana prawa i to też pokazują badania z innych krajów, które sankcjonują istnienie w społeczeństwie osób homoseksualnych. Mogą to być regulacje dotyczące związków, równość małżeńska. Za tym idzie dość szybko zmiana społeczna – akceptacja, zmiana postrzegania osób LGBT, zwiększenie ich widoczności. Jest mniej samobójstw, więcej coming outów, takie prawo daje ludziom siłę, pokazuje, że nie są skazani na szarą strefę, że wreszcie są zauważani przez prawo, ale też współobywatelki i współobywateli.

*Imiona i dane bohaterek zostały zmienione, by zachować ich anonimowość

Zobacz także: Powstał Parlamentarny Zespół ds. Równouprawnienia Społeczności LGBT+. Czym powinien się zająć?