Siedziałam, patrząc na kamień, który wcale nie wyglądał na magiczny. Ot niepozorny szary kamyk. „Jest ze sklepu magicznego! Musisz o niego dbać a przyniesie ci szczęście w seksie” - zapewniała mnie przyjaciółka niezrażona moim brakiem entuzjazmu wobec nieoczekiwanego prezentu. Opowiadała, jak to jej życie seksualne się poprawiło, a dokładnie nabrała ochoty na seks, odkurzyła zapomnianą aplikację randkową i o dziwo udało jej się znaleźć za jej pośrednictwem idealnego kochanka. Przemilczałam to, że pewnie będzie idealny do czasu, aż ujawnią się jego wady, jak to zwykle bywa. A to wszystko miał jej zagwarantować mały kamień księżycowy, który wpadł jej w oko, kiedy poszła do magicznego sklepiku na tyłach Brackiej w Warszawie po zapas białej szałwii. Dlatego właśnie kupiła go i mi, co więcej nie był taki tani, jakby się mogło wydawać, więc mam o niego odpowiednio dbać: trzymać go w honorowym miejscu w sypialni i... ładować w świetle Księżyca. Najlepiej w czasie pełni. Co za historia. Ale podziękowałam, zabrałam kamyk, w końcu to prezent, wrzuciłam go do kieszeni kurtki i wsiadłam w tramwaj, by wrócić do siebie.

Mały kamień o dużej mocy?

W drodze zajęłam się sprawdzaniem newsów, taka praca. Zaaferowana kolejnymi ciążami gwiazd i rozstaniami, doszłam na autopilocie do domu. Pod windą niemal wpadłam na sąsiada, do którego od jakiegoś czasu potajemnie wzdychałam. Uśmiechnął się do mnie, „dzień dobry” powiedział i zaczął coś o pogodzie opowiadać, ja taki miałam mętlik w głowie, że nie wcisnęłam guzika z numerem swojego piętra i pojechałam z nim na samą górę. Śmiechu było co nie miara. I z tego wszystkiego, spontanicznie, jak nie ja, zapytałam, czy nie miałby może wolnej chwili, by wpaść do mnie, by pomóc mi zawiesić obraz. On z kolei, bez wahania, obiecał, że wpadnie nazajutrz. Byłam przeszczęśliwa, choć to oczywiście o niczym nie świadczyło. Uprzejmy człowiek. A z obrazem nie tyle nie mogłam sobie poradzić, co ciągle uznawałam, że mam coś pilniejszego do zrobienia i może tak sobie stać oparty o komodę. 

Cała jeszcze zaaferowana wpadłam do mieszkania i zaczęłam się rozbierać. Sięgnęłam do kieszeni kurtki po telefon i trafiłam na kamyk. Pomyślałam sobie, że to niemożliwe, by to za jego sprawą cała ta sytuacja z sąsiadem z piętnastego piętra się udała. Chociaż... Przyjrzałam się uważnie szarej bryłce. Wciąż nie dostrzegałam w niej niczego niezwykłego. Odłożyłam ją na komodę na tacę ze świeczkami i zaśmiałam się sama z siebie. Jednak nie dawało mi to spokoju. Zaczęłam więc googlować sprawę. 

fot. Getty Images

Selenit – kamień księżycowy – co to jest 

Selenit to minerał, który swoją nazwą nawiązuje do greckiej bogini Seleny, która była opiekunką Księżyca i miała poruszać się nocą w swoim srebrnym rydwanie. Można ją było zobaczyć na tle ciemnego, nocnego nieba. W ogóle Księżyc po grecku to selene, a lithos - kamień. Mówi się też, że selenit swoją nazwę zawdzięcza charakterystycznemu połyskowi dającemu złudzenie księżycowej poświaty. Można spotkać kamienie księżycowe bardziej połyskujące i krystaliczne, jak i włókniste, szare, z czarnymi plamkami, w których jednak można się dopatrzeć srebrzystych, połyskujących nitek (zdecydowanie taką właśnie odmianę selenitu dostałam). Można go spotkać w hiszpańskiej Saragossie, ale i w Meksyku, Kanadzie, okolicach Paryża czy Bolonii, a nawet w Polsce. 

Selenit – kamień księżycowy – właściwości 

Kamień księżycowy, według tego, co wyczytałam, ma mieć ponoć niezwykłe właściwości. Przede wszystkim ma on działanie oczyszczające, co wpływa dobrze na czakry (niestety, mnie o to nie pytajcie, to temat, którego nie ogarniam, jestem ezoteryczną adeptką i cóż, jak chyba widać, sceptyczką...). Ma on pomagać w osiągnięciu równowagi, spokoju, łagodzić emocje i sprzyjać rozważnym działaniom, jak i podejmowaniu słusznych decyzji. Pomaga w zasypianiu, jak i przynosi głęboki, przyjemny sen. Nawet nasz kamienny bohater może rozbudzać naszą intuicję i umożliwiać nam wgląd w przyszłość... W Indiach selenit uznaje się za kamień rozwoju duchowego, a jeśli chodzi o znaki zodiaku, to przypisuje się go Bliźniętom.

Kamień księżycowy a seks

Wszystko to, co powyżej, sprawia, że rekomenduje się, aby kamień księżycowy trzymać w sypialni, najlepiej pod poduszką lub pod materacem (bez przesady, to raczej nie posłuży wyspaniu się, ale przyznam, że przeniosłam go z komody w salonie na parapet w sypialni). Ma on służyć równowadze między energią żeńską i męską w naszym ciele. Sprzyja on budzeniu w sobie głębokiej zmysłowości (no ciekawe), i to nie tylko w kontekście seksualny. Ale co z tym seksem? Otóż może łączyć aspekty duchowe i cielesne. Ma sprzyjać komunikacji ze sobą, swoją seksualnością, zmysłowością, ale także między osobami partnerskimi, które spotykają się w sypialni. I podkręca ochotę na seks. Ma mieć też korzystny wpływ na cykl menstruacyjny, sprzyjać jego regularności.

Zobacz także:

Selenit – jak o niego dbać

Choć wyczytałam, że większość kamieni powinno się myć pod bieżącą wodą, to ta zasada nie obowiązuje w przypadku kamienia księżycowego. Rzeczywiście, jak mówiła moja przyjaciółka, warto kłaść ten kamień w smudze księżycowego światła, by naładował się jego energią i miał większą moc. Można nim również masować ciało, stosując przy okazji olejki, po wszystkim wystarczy go przetrzeć chusteczką czy papierowym ręcznikiem.

Może pomoże, raczej nie zaszkodzi

To by było na tyle. Żadnych więcej konkretów, jak to działanie kamienia księżycowego ma wyglądać w praktyce. Trzymałam go w ręku, nic. Położyłam się spać, nic. Zasnęłam szybko, ale zwykle nie mam z tym kłopotów. Byłam wprawdzie podniecona, pobudzona, ale to przez sąsiada, który miał wpaść w sprawie obrazu. Tak, ta historia potoczyła się dalej. Obraz został zawieszony, niestety sąsiad nie miał czasu, żeby zostać na herbacie czy na winie. Ale zgodził się wpaść na wino w piątek za tydzień. Szkoda, że pełnia dopiero 27 kwietnia (ma być wtedy Superksiężyc...), ale może mojemu kamieniowi wystarczy mocy, a może przede wszystkim mi uroku. Bo prawda jest taka, że jako sceptyczka uważam, że to wszystko potoczyło się tak a nie inaczej przez zupełny przypadek, choć oczywiście moja przyjaciółka uważa inaczej i już przypisuje sobie przyczynienie się do mojego seksualnego sukcesu z sąsiadem, który wcale taki pewny nie jest. Myślę sobie jednak, że taki kamień w sumie nie zaszkodzi. Wręcz może i może zadziałać niczym placebo, które kogoś pobudzi do działania. A nawet gdy tak sama na ten kamień patrzę, to faktycznie zaraz myślę o seksie. Ale w końcu w takim ten kamień dostałam i poznałam kontekście, więc nic dziwnego.