Reklama

Dla otoczenia jesteście parą, dla ciebie ten związek to już tylko zabezpieczenie „na wszelki wypadek”. Monkey-barring pozwala płynnie przeskakiwać od jednej osoby do drugiej. Ceną za ten komfort jest jednak coś dużo ważniejszego niż status „w związku”. Na placu zabaw wszystko jest proste. Dziecko chwyta jedną poprzeczkę, drugą, trzecią. Nie puszcza starej, dopóki nie złapie następnej, bo tak jest najbezpieczniej. W świecie dorosłych relacji ta sama logika przybiera formę monkey-barringu i przestaje być niewinną zabawą. W związkach monkey-barring oznacza sytuację, w której formalnie jesteś jeszcze z jedną osobą, ale mentalnie i emocjonalnie przeskakujesz już do kolejnej. Jedną ręką trzymasz się obecnego partnera, drugą sięgasz po następną „gałąź” – dopóki nie będziesz pewna, że nowy wybór jest wystarczająco wygodny, nie odpuścisz poprzedniego.

Czym dokładnie jest monkey-barring?

U podstaw monkey-barringu leży prosta strategia: szukam nowej osoby, zanim definitywnie zakończę obecną relację. Ma to zapewnić miękkie lądowanie. Zero etapu bycia singlem, zero „pustki między związkami”. W praktyce wygląda to różnie: ktoś aktywnie flirtuje i randkuje, jednocześnie wciąż mieszkając z partnerem, na aplikacjach randkowych występuje jako singiel, choć w domu czeka na niego druga osoba, „tylko rozmawia” z kimś nowym, ale już inwestuje tam emocje, które kiedyś należały do obecnego związku. Nazwa monkey-barring nie wzięła się przypadkiem z obrazka drabinek na placu zabaw. Chodzi o to, żeby przez ani sekundę nie zostać „w powietrzu” bez żadnego oparcia. Jedną relację trzyma się tak długo, aż druga będzie wydawała się na tyle stabilna, że można bezpiecznie odpuścić poprzednią.

Skąd się bierze potrzeba „przeskakiwania” między partnerami?

Powody bywają różne, ale kilka motywów powtarza się wyjątkowo często.

Lęk przed samotnością

Dla wielu osób wizja przerwy między związkami jest tak nie do zniesienia, że zrobią bardzo dużo, by jej uniknąć. Ważniejsze staje się „być z kimś”, niż „być z kimś, kto naprawdę pasuje”. Monkey-barring działa wtedy jak psychiczna kamizelka ratunkowa. Nieważne, czy jest wygodna i dobra jakościowo. Liczy się to, że jest.

Ucieczka przed bólem po rozstaniu

Rozstanie bywa brutalnie szczere: wymusza konfrontację z żalem, złością, poczuciem straty. Przeskoczenie wprost do nowego związku daje iluzję, że ten etap można pominąć. Zamiast opłakać coś, co się skończyło, zastępujemy to czymś świeżym i ekscytującym. Problem w tym, że niewyrażone emocje i tak wypłyną, tylko już w kolejnej relacji.

Złudne poczucie „lepszej pozycji negocjacyjnej”

Monkey-barring bywa też traktowany jak sprytny trik: „łatwiej znaleźć nową osobę, kiedy jeszcze jestem w związku, niż kiedy będę samotna i zdesperowana”. To trochę jak wymiana auta dopiero wtedy, gdy w garażu stoi już nowe. Nie trzeba ani przez chwilę „jeździć autobusem”. Tylko że w relacjach „stare auto” ma uczucia, historię i swoje oczekiwania. I zwykle o niczym nie wie.

Korzystanie z tego, co wciąż „daje” obecny partner

Bywa i tak, że ktoś wie, że relacja nie ma przyszłości, ale wciąż bardzo korzysta z tego, co w niej dostaje: wsparcia emocjonalnego, stabilności finansowej, seksu, pozycji społecznej. Myśl o rezygnacji z tych benefitów jest zbyt bolesna, więc rozwiązaniem staje się „małpowanie”, czyli budowanie zapasowej opcji, zanim cokolwiek poświęcimy.

Czy monkey-barring to już zdrada?

Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo granice zdrady każdy wyznacza trochę inaczej. Dla jednych zaczyna się ona przy pierwszym pocałunku, dla innych – przy seksie. Coraz więcej osób mówi jednak wprost: zdradą bywa już intencja aktywnego szukania kogoś nowego za plecami partnera. Dobrą miarą jest jedno proste pytanie: Czy byłabyś w stanie opowiedzieć o swoim zachowaniu partnerowi tak, jak jest, bez upiększania? Jeśli sama myśl o tym wywołuje wstyd, lęk, potrzebę ukrywania szczegółów lub „robienia z tego żartu”, to sygnał, że przekraczasz ustalone (lub domyślne) zasady relacji. Nawet jeśli jeszcze „nic fizycznego” się nie wydarzyło. Wielu ludzi, którzy praktykują monkey-barring, nie myśli o sobie jak o osobach niewiernych. Jednak dla drugiej strony sam fakt, że była tylko „bezpiecznym przejściem” między jednym a drugim związkiem, bywa bardziej bolesny niż klasyczna zdrada.

Co jest tak naprawdę szkodliwe w monkey-barringu?

Na pierwszy rzut oka monkey-barring może wydawać się sprytnym sposobem na miękkie lądowanie. Rzeczywistość okazuje się dużo mniej łaskawa.

1. Rozmiękcza i tak już słabszy związek

Obecna relacja staje się czymś w rodzaju poczekalni. Inwestujesz w nią coraz mniej energii, troski, ciekawości. Uważny partner prędzej czy później to wyczuje – nawet jeśli robisz wszystko, żeby „dobrze grać swoją rolę”. W powietrzu zaczyna wisieć atmosfera niedopowiedzeń, chłód, spadek zaangażowania. Nieraz to właśnie monkey-barring jest prawdziwym końcem związku, a nie oficjalne rozstanie.

2. Psuje start kolejnej relacji

Paradoks polega na tym, że monkey-barring rzadko kiedy daje wymarzony „czysty start” z nową osobą. W pakiecie wnosi się bowiem:

    • niezamknięte emocje z poprzedniego związku
    • poczucie winy (nawet jeśli jest starannie wypierane)
    • ryzyko, że nowy partner lub partnerka będzie mieć wątpliwości: „Skoro ze mną tak zaczął, to czy kiedyś nie zrobi tego z kimś innym?

Wiele osób nie chce być „tą trzecią” czy „tym trzecim”, który rozwalił cudzy związek. Dla części to granica nie do przekroczenia. Wtedy monkey-barring kończy się nie tylko rozstaniem z obecną osobą, ale i utratą tej nowej.

3. Odbiera przestrzeń na refleksję

Każdy związek, nawet nieudany, czegoś nas o nas samych uczy. Żeby to zauważyć, potrzebny jest jednak moment zatrzymania: czas na przeżycie żałoby po tym, co się skończyło, i na spokojne przyjrzenie się własnym schematom. Przeskakując natychmiast do kolejnej relacji, zabierasz sobie tę szansę. Błędy, których nie zobaczyłaś w poprzednim związku, z dużym prawdopodobieństwem powtórzysz w następnym. Tylko sceneria się zmieni.

4. Nadszarpuje twoją wiarygodność

Nawet jeśli nikt z zewnątrz nigdy się nie dowie, ty wiesz. I to „wiem, jak naprawdę wyszłam z poprzedniego związku” gdzieś w środku zostaje. Z biegiem czasu może to osłabiać zaufanie do samej siebie: „Czy ja potrafię być fair?”, „Czy naprawdę umiem kończyć coś uczciwie, zanim zacznę kolejne?”. To pytania, które wrócą, jeśli nie natychmiast, to przy kolejnym kryzysie.

Jak zatrzymać się w mechanizmie monkey-barringu?

Większość osób, które „małpują”, doskonale czuje, że coś tu jest nie w porządku. Z pomocą przychodzą racjonalizacje: „Przecież nikogo nie krzywdzę”, „Najpierw muszę mieć pewność, że mam do czego odejść”, „Każdy tak robi, tylko nie każdy się przyznaje”. Jeśli chcesz przerwać ten schemat, potrzebna jest szczerość wobec samej siebie. Pomocne mogą być konkretne pytania.

1. Dlaczego nie angażuję się naprawdę w obecny związek?
Czy to kwestia braku uczuć, niedopasowania, wypalenia, czy może trudności z bliskością w ogóle? Monkey-barring często jest skutkiem ubocznym czegoś głębszego niż „nuda w relacji”.

2. Co sprawia, że nie rozmawiam otwarcie o swoich wątpliwościach?
Strach przed konfliktem? Lęk, że zostaniesz oceniona, porzucona, odrzucona? A może nigdy nie widziałaś wokół siebie modeli uczciwych rozstań i po prostu nie wiesz, jak to zrobić inaczej niż „po cichu”?

3. Jak naprawdę wygląda mój lęk przed samotnością?
Samotność to nie tylko fizyczny brak partnera. To też konfrontacja z sobą samą, z tym, co lubisz, czego się boisz, kim jesteś bez „drugiej połówki”. Monkey-barring często bywa plasterkiem na tę głębszą ranę.

4. Dlaczego nie wierzę, że mogę poznać kogoś nowego bez „planów awaryjnych”?
Czy wierzysz, że jesteś wystarczająco wartościowa, by wejść w nową relację już jako singiel? Jeśli nie, zastanów się, skąd się wzięło to przekonanie i czy na pewno jest prawdziwe.

Odpowiedzi mogą być niewygodne, ale dopiero one otwierają drogę do zmiany. Gdy zrozumiesz swoje motywacje, monkey-barring przestaje wyglądać jak sprytna strategia, a zaczyna być tym, czym jest naprawdę: ucieczką przed lękiem i własnymi emocjami.

Karma, liany i rola „puszczanej gałęzi”

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadko się mówi, dopóki nie stanie się faktem. Osoba, która dziś „zręcznie przeskakuje” między partnerami, jutro sama może znaleźć się po drugiej stronie. Wiele osób dopiero wtedy, kiedy same zostają w roli tej porzuconej „gałęzi”, w pełni czuje ciężar monkey-barringu. Nagle okazuje się, że powiedzenie „nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka” ma wyjątkowo osobisty wymiar. To doświadczenie potrafi skuteczniej oduczyć „małpowania” niż jakikolwiek poradnik.

Kiedy szukać wsparcia z zewnątrz?

Jeśli widzisz u siebie skłonność do przeskakiwania z relacji w relację, jeśli zmagasz się z lękiem przed bliskością albo samotnością, nie musisz mierzyć się z tym sama. Podobnie, jeśli jesteś po drugiej stronie i czujesz się wykorzystana, oszukana czy uwikłana w trójkąt, który cię przerasta.

W Polsce działa wiele miejsc, w których możesz porozmawiać z kimś anonimowo, bezpłatnie i o każdej porze:

116 123 – darmowy, całodobowy, anonimowy Telefon Zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 668 70 00 – telefon kryzysowy Stowarzyszenia „Niebieska Linia” dla osób doświadczających przemocy, również w związkach
800 702 222 – centrum wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym; całodobowy telefon zaufania, a w wybrane dni dyżurują także m.in. psychiatra, prawnik, terapeuta uzależnień, seksuolog
608 271 402 – telefon zaufania dla mężczyzn (wtorki 17:00–19:00, czwartki 19:00–21:00)

Czasem jedna szczera rozmowa z kimś z zewnątrz pomaga zobaczyć jasno to, co od dawna próbujemy przed sobą ukryć.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...