Instagram wciąż jest przestrzenią, w której dominują nieskazitelne kadry z życia mniej i bardziej znanych osób. Na szczęście coraz częściej zwraca się na to uwagę, a internauci jasno dają do zrozumienia swoim idolom, że chcą widzieć ich niedoskonałe oblicza i nie tylko piękne kadry codzienności. Karolina Gilon, która od dawna prowadzi w sieci swój profil, już jakiś czas temu przekonała się, że to właśnie „w niedoskonałości tkwi jej siła”.
WIDEO…
Karolina Gilon o komentarzach internautów
– Moje podejście do tego, co pokazuję na Instagramie, zmieniło się mniej więcej w momencie, gdy zaszłam w ciążę – mówi Karolina. – Wraz z ciążą coś się we mnie zmieniło. Nie chciałam już być nieskazitelna, ciągle ukrywać niedoskonałości. Pomyślałam, że w ten sposób mogę dawać dziewczynom siłę do walki z kompleksami, niską samooceną i słabym poczuciem własnej wartości. Miałam rację! I one bardzo to doceniły – opowiada.
O tym, jaką siłę ma pokazywanie prawdziwej siebie w mediach społecznościowych, Karolina przekonała się już wiele razy. – Kiedy byłam w ciąży z Frankiem, a później zostałam już jego mamą, dziewczyny stały się moimi serdecznymi doradczyniami w wielu sprawach – wspomina. – Oczywiście, zawsze zdarzają się jakieś pojedyncze nieprzyjemne komentarze, ale ja mam to szczęście, że w sieci dostaję od odbiorców dużo więcej tego, co dobre, niż tego, co nazywamy hejtem – podkreśla Karolina.
Jedna z tych sytuacji, które pozytywnie zbudowały Karolinę, miała też miejsce całkiem niedawno. Prezenterka zamieściła na Instagramie zdjęcia swojej niedoskonałej cery i poinformowała obserwatorki, że bardzo źle się z tym czuje, a w dodatku nie ma pojęcia, co to spowodowało. Napisała też zupełnie wprost, że to nie jedyny problem dotyczący wyglądu i samopoczucia, z którym się mierzy. Wspomniała również o atopowym zapaleniu skóry i alergii. W innych postach mówiła z kolei o kłopotach z włosami. Pod każdym z tych wpisów pojawiło się mnóstwo wyrazów wsparcia, a także komentarzy, w których autorki wyrażały opinię, że bez względu na wygląd w danym momencie Karolina i tak jest piękna, a poza tym zawsze najpiękniejsze jest to, że człowiek ma odwagę pokazać się w naturalnej odsłonie, szczególnie jeśli jest znany i właściwie „z urzędu” oczekuje się od niego perfekcyjnego wizerunku.
Karolina Gilona apeluje do kobiet
– Powiem tak: nie bałam się publikować tych zdjęć, bo znam już swoje obserwatorki i wiem, że to wspaniałe kobiety – mówi Karolina. – A poza tym mam już 36 lat i zupełnie inną perspektywę niż kiedyś. Negatywne oceny, które wystawia mi nieznajoma osoba, nie dotykają mnie. W ogóle myślę, że hejterzy to ludzie, którzy źle się czują z samymi sobą i dlatego źle mówią o innych. Być może doświadczyli w życiu czegoś, co nie pozwala im cieszyć się szczęściem innych bądź mają w sobie nieodpartą chęć krytykowania, co często bywa wynikiem braku pewności siebie. Bo jeśli ktoś pisze do mnie w komentarzach konstruktywną krytykę, to nie mam z tym problemu. Prawda jest taka, że hejtowanie to przejaw słabości. Dużo więcej siły potrzeba, aby kogoś wspierać, budować. Ja staram się to robić tak często, jak się da. Często zdarza mi się zaczepić kobiety na ulicy po to, by je najzwyczajniej w świecie skomplementować.. Nie ma nic milszego niż komplement od kobiety dla kobiety. Często znaczą dla nas więcej niż te od mężczyzn. To ma wielką moc! Polecam.
I zawsze mówię dziewczynom, które obserwują mnie w sieci, że każdy ma lepsze i gorsze dni i jeśli w tej trudniejszej, mniej efektownej chwili, ktoś zupełnie obcy powie ci coś niemiłego, to to naprawdę nie jest powód do przejmowania się.
Warto wtedy pomyśleć, czy ta osoba miałaby odwagę wyrazić swoją krytyczną opinię twarzą w twarz. Jestem przekonana, że w większości wypadków nie. Mnie to wystarcza, by nie przejmować się za bardzo hejterami. Nie mówię jednak, że tak było zawsze. Lata pracy w telewizji oraz dzielenie się z obserwatorami moją życiową drogą pokazały mi też ciemne strony. Nie będę ukrywała - dotykało mnie to, czasami nawet bardzo. Ale zrozumiałam, że to nie jest o mnie. Bardzo się cieszę, że otworzyłam się przed moimi obserwatorkami, bo od tego czasu dzielimy się wsparciem w obie strony i jest nam zwyczajnie do siebie bliżej. A to dla mnie duża wartość. Pozwalam sobie nawet na popłakanie przed dziewczynami. Dlatego moim takim skrytym marzeniem dotyczącym mediów społecznościowych jest to, by ludzie stali się dla siebie jeszcze bardziej życzliwi, bardziej empatyczni, wyrozumiali i przychylni. A jeśli mają ochotę na uszczypliwy komentarz, niech najpierw zastanowią się, czy sami chcieliby czytać takie rzeczy na swój temat. W prawdzie i życzliwości siła – kończy.