„Tulipany” miały premierę w 2005 roku, choć film powstał rok wcześniej. Jacek Borcuch sięgnął po bohaterów, których polskie kino nie zawsze stawiało w centrum opowieści, mężczyzn po sześćdziesiątce, którzy najlepsze lata życia mają już za sobą, ale wcale nie zamierzają zachowywać się tak, jak oczekuje się od statecznych seniorów. Jest tu humor, nostalgia i sporo melancholii, a pod pozornie lekką historią kryje się opowieść o przemijaniu i próbie wykorzystania czasu, który jeszcze pozostał.
WIDEO…
„Tulipany” opowiadają o trzech przyjaciołach, którzy nie chcą się zestarzeć
Bohaterami filmu są Matka, Mały i Lolo, trzej wieloletni przyjaciele, których łączy wspólna przeszłość i bardzo podobne podejście do życia. Mimo upływu lat wciąż lubią kobiety, samochody, alkohol i dobrą zabawę. Nie zamierzają podporządkowywać się wyobrażeniu o tym, jak powinien wyglądać spokojny wiek dojrzały. Wszystko zaczyna się jednak zmieniać, gdy Matka przechodzi zawał. Nagle śmierć przestaje być czymś abstrakcyjnym, a bohaterowie muszą skonfrontować się z tym, że czasu rzeczywiście nie mają już nieskończenie wiele. Borcuch nie zamienia tej sytuacji w ciężki dramat o starości. W „Tulipanach” poważne tematy są przeplatane humorem, czułością i chwilami zwyczajnej radości, dzięki czemu film nie próbuje widza przygnieść, tylko przypomina, że potrzeba bliskości, przyjaźni i miłości nie znika wraz z wiekiem.
Jan Nowicki, Zygmunt Malanowicz i Tadeusz Pluciński stworzyli niezwykłe trio
Największą siłą „Tulipanów” są bohaterowie i aktorzy, którzy ich zagrali. Jan Nowicki wcielił się w Matkę, Zygmunt Malanowicz zagrał Małego, a Tadeusz Pluciński Lolo. Każdy z nich wnosi do filmu własną ekranową osobowość, ale razem tworzą trio, któremu naprawdę można uwierzyć jako ludziom znającym się od wielu lat. Ich przyjaźń nie jest przesadnie sentymentalna, pełno w niej drobnych złośliwości, żartów i niedopowiedzeń. Właśnie dlatego bardziej emocjonalne momenty działają jeszcze mocniej. Borcuch wykorzystuje również fakt, że obsadził aktorów z ogromnym dorobkiem, których twarze same przywołują historię polskiego kina. Dzięki temu opowieść o upływającym czasie dostaje dodatkową warstwę.
Andrzej Chyra i Małgorzata Braunek dopełniają znakomitą obsadę „Tulipanów”
Obok trzech głównych bohaterów pojawiają się Andrzej Chyra i Małgorzata Braunek. Szczególnie ważny jest powrót Braunek, która po wielu latach przerwy ponownie stanęła przed kamerą. Jej rola Marianny została bardzo dobrze przyjęta, aktorka otrzymała za nią Orła dla najlepszej aktorki drugoplanowej, a także nagrodę za drugoplanową rolę kobiecą na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W przypadku „Tulipanów” obsada jest czymś więcej niż zestawem znanych nazwisk. Spotkanie aktorów należących do różnych pokoleń dobrze współgra z historią o czasie, który nieubłaganie płynie, ale nie musi oznaczać rezygnacji z uczuć, pragnień czy potrzeby przeżycia czegoś jeszcze.
„Tulipany” to jeden z tych polskich filmów, które warto odkryć po latach
Jacek Borcuch nie potrzebował wielkiej intrygi, żeby opowiedzieć historię, która potrafi wzruszyć. „Tulipany” są przede wszystkim filmem o ludziach, którzy orientują się, że życie nie będzie trwało wiecznie, ale zamiast całkowicie poddać się melancholii, próbują wykorzystać to, co jeszcze przed nimi. Jest tu nostalgia, ale bez przesadnego sentymentalizmu, humor, który nie odbiera powagi trudniejszym momentom, oraz znakomita obsada. Szczególnie dziś ciekawie ogląda się spotkanie Jana Nowickiego, Zygmunta Malanowicza, Tadeusza Plucińskiego, Małgorzaty Braunek i Andrzeja Chyry. „Tulipany” nie należą obecnie do filmów najłatwiej dostępnych w streamingu, dlatego tym bardziej szkoda, że ta kameralna produkcja Jacka Borcucha nie doczekała się jeszcze większego powrotu i ponownego odkrycia przez widzów.