Jej piosenkę śpiewali Justin i Selena. Sukces, którego nikt się nie spodziewał
Gdy Carly Rae Jepsen miała 25 lat, wydała utwór „Call Me Maybe”, który oprócz chwytliwego refrenu miał również zabawny teledysk z zaskakującym plot twistem. Jak dużym przebojem było „Call Me Maybe”? Przez 9 tygodni utrzymywał się na szczycie amerykańskiej listy przebojów Billboard Hot 100, a Justin Bieber i Selena Gomez, wówczas u szczytu sławy, wraz z przyjaciółmi nagrali do niego amatorski klip. Na tamtym etapie wszyscy byli pewni, że Carly Rae Jepsen zostanie gwiazdą popu na miarę Katy Perry. Ona sama również długo tak myślała, wydając kolejne przeboje, takie jak „Good Time” z Owl City, „Tonight I’m Getting Over You” czy „This Kiss”. – To był szalony czas. Bardzo się cieszę, że dalej koncertuję z moimi kolegami z zespołu, bo uzupełniają moje luki w pamięci. Pytają na przykład: A pamiętasz ten czas w Paryżu? – mówi Carly Rae Jepsen w wywiadzie dla GLAMOUR.
To nie tak, że nic nie pamiętam, ale jest to dość rozmyte, bo wszystko działo się strasznie szybko. Styl życia i tempo, w jakim wtedy żyłam, nie sprawdziłyby się na dłuższą metę. Zdarzało się, że miałam cztery loty w jeden dzień, aby odwiedzieć różne stacje radiowe. Byłam w odpowiednim wieku, żeby tak żyć. Było zabawnie i dziko. Całe życie o tym marzyłam. Byłam w stanie dziwacznej błogości. To był miks wdzięczności i zmęczenia.
Eksperymenty i odważne decyzje. Carly Jepsen o swojej drodze
W wideo do „I Really Like You” promującym jej trzeci krążek „Emotion”, wystąpił sam Tom Hanks, który dał piękny popis nie tylko swoich zdolności aktorskich, ale również tych tanecznych. To właśnie ten album okazał się kolejnym przełomem w jej karierze. To tutaj zaczęły się eksperymenty, co docenili krytycy oraz fani popkultury, którzy określają go mianem „popowej biblii”. Inspiracje latami 80., syntezatory, bębny, saksofony… Branżowy portal muzyczny Pitchfork przyznał mu bardzo przyzwoitą ocenę 7.4/10. Co ciekawe, wydana 10 lat później reedycja dostała ocenę 8,4. Potrzeba eksperymentów przyszła wraz z wiekiem. W dzieciństwie i latach nastoletnich słuchała głównie artystów folkowych. Oczywiście, zdarzało jej się słuchać Spice Girls czy Britney Spears, ale jej domu leciała raczej muzyka alternatywna, którą zarazili ją rodzice. – Opisałabym siebie jako dziwaczkę. Miałam eklektyczny gust, który nie pasował do gusty ludzi w moim liceum. Słuchałam Toma Waitsa, Joni Mitchell, Cata Stevensa. Myślałam wówczas, że zostanę piosenkarką folkową – zdradza w wywiadzie dla GLAMOUR.
„Dopiero później zdałam sobie sprawę, że popowe melodie budzą we mnie ekscytację. A zwłaszcza takie, których nie słyszałam za dużo, czyli posiadające głębie i inteligencję. Oczywiście, lubiłam pisać też luźniejsze piosenki, czego przykładem jest właśnie „Call Me Maybe”, ale chciałam eksplorować granice tego, czym może być muzyka pop. Ta refleksja przyszła do mnie z wiekiem. Zaczęłam kombinować, jak wprowadzić te wszystkie elementy, które kochałam z różnych gatunków”
Dzień i noc. Najbardziej ambitna płyta w karierze
Sporą część twórczości Jepsen stanowią utwory poświęcone rozczarowaniem miłosnym i samotnym. Ba, jedna z jej płyt nawet nosi tytuł „The Loneliest Time”. Ten czas jednak zostawiła już za sobą, ponieważ dziś jest szczęśliwą matką i mężatką. W październiku 2025 wyszła za maż za tekściarza i producenta Cole’a M.G.N, a w tym roku zostali rodzicami. Nowy album „Day and Night”, który miał premierę 18 września, prowadzi słuchacza od symfonicznego popu i sennej psychodelii po pełne energii disco.
Dzienna strona krążka to eksperymentalny pop w najlepszych wydaniu, czego przykładem jest choćby kawałek „Versailles” inspirowany filmem „Maria Antonina” Sofii Coppoli i jego pełnym przepychu obrazem nieposkromionej pogoni za przyjemnością. „Noc” kieruje się natomiast w stronę nowoczesnej muzyki tanecznej o maksymalistycznym charakterze. Tę stronę reprezentują ejtisowe „Don’t Leave Me On The Dance Floor” czy energetyczne „Motivation”, które celebruje więzi łączące rodziny – zarówno te biologiczne, jak i te wybrane. Wydawnictwo liczy 24 piosenki, ale jeśli jakimś cudem wciąż Wam za mało, to 9 października ukazała się rozszerzona edycja, zawierająca aż 8 dodatkowych piosenek.