Druga część „Gladiatora” już na Netflixie. Ridley Scott znów stworzył arcydzieło
Druga część „Gladiatora” pojawiła się 24 lata po oryginale i podzieliła widzów już po pierwszych pokazach. Teraz produkcja zasiliła bibliotekę Netflixa, więc subskrybenci platformy sami mogą ocenić, czy historia Hanno obroniła się w cieniu Maksymusa. Poznajcie szczegóły.

Niewielu reżyserów potrafi nakręcić batalistyczne sceny z taką brawurą, jak Ridley Scott. Po latach wraca do świata Imperium Rzymskiego w „Gladiatorze 2”, w którym pierwsze skrzypce gra Paul Mescal. A towarzyszą mu na przykład Pedro Pascal i Denzel Washington. Produkcja niedawno trafiła do streamingu.
O czym jest „Gladiator 2”?
Hanno (Paul Mescal) mieszka z żoną Arishat na ziemiach Numidii. Pozornie spokojne życie kończy się, gdy do osady wkracza rzymska armia pod dowództwem generała Akacjusza (Pedro Pascal). Arishat ginie, a Hanno trafia do niewoli i rozpoczyna gladiatorskie szkolenie. Jego potencjał szybko dostrzega Makrynus (Denzel Washington), który traktuje świat areny jako narzędzie do znacznie większej gry politycznej. W tle imperium krwawi pod rządami dwóch cesarzy-bliźniaków, Gety i Karakalli, a każdy z bohaterów staje się elementem tej samej politycznej intrygi. Hanno nie jest jednak kopią Maksymusa. Jest młodszy, bardziej gwałtowny, dużo silniej skupiony na polityce. Rzym widzi nie tylko jako miejsce, w którym pożegnał najbliższą osobę, ale też jako system, który należałoby przemyśleć od podstaw. Jego wrogość wobec rzymskich elit i ich sojuszników ma swoje uzasadnienie i napędza praktycznie każdą decyzję bohatera.
Kto gra w „Gladiatorze 2”? Mescal, Pascal, Washington i inni
Paul Mescal wciela się w Hanno. To naprawdę wymagająca rola, w której aktor musiał pokazać zarówno wrażliwość, jak i furię. Pedro Pascal zagrał generała Akacjusza, postać balansującą między rzymską dostojnością a osobistym konfliktem. Denzel Washington jako Makrynus dostał drugoplanową rolę, za którą otrzymał nominację do Oscara. Joseph Quinn jako Geta i Fred Hechinger jako Karakalla stworzyli duet młodych cesarzy, w którym dominują dwie zupełnie różne energie: chłodne opanowanie i pogłębiający się obłęd. Za kamerą stanął Ridley Scott, który w ten sposób wrócił do świata stworzonego przez siebie w 2000 roku. Scenariusz wyszedł spod ręki Davida Scarpy.
„Gladiator 2” - recenzja
Pojedynki na arenie nakręcono z pełnym rozmachem, brutalność jest tu wyraźnie widoczna, a CGI nie wybija z rytmu. Reżyser zna ten świat i porusza się w nim swobodnie, choć szkielet fabuły zaskakująco mocno powiela schemat oryginału. Rzym znowu zabiera bohaterowi najbliższych, znowu rzuca go na arenę, znowu pcha publikę do oglądania krwawych spektakli. Widzowie „jedynki” szybko zorientują się, kim Hanno tak naprawdę jest, co osłabia jeden z głównych zwrotów akcji. Najmocniejszy element filmu to bohaterowie i ich relacje. Mescal nie próbuje wchodzić w buty Russella Crowe'a, gra swoim tempem i własną energią. W kilku scenach buntownicza postawa Hanno wybrzmiewa z taką siłą, że trudno o tym zapomnieć po napisach końcowych. Washington z kolei buduje Makrynusa jako gracza, który zna każdą zasadę rzymskiej polityki i prywatnie nimi gardzi. To rola, w której każde spojrzenie wydaje się mieć drugie dno.
To produkcja dla widzów, którzy lubią wielką inscenizację, kostiumowe widowiska i historyczne potyczki rozgrywane bez kompromisów. Kto kocha pierwszą część, obejrzy „dwójkę” z mieszaniną sentymentu i ciekawości, choć nie warto liczyć na efekt zaskoczenia. Kto czeka głównie na widowiskowość, dostanie ją w pełnej skali. „Gladiator 2” sprawdzi się też u widzów, którzy chcą zobaczyć Paula Mescala w nowej skali aktorskiej i Denzela Washingtona w jednej z mocniejszych ról ostatnich lat. Film trafił do biblioteki Netflixa 12 maja. Poniżej przedstawiamy zwiastun.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
