Reklama

Są filmy, których nie da się odłożyć na jedną półkę, i „Velvet Buzzsaw” należy do tego grona. Satyra na świat sztuki płynnie przechodzi tu w horror, a galeryjna biel ścian okazuje się zaskakująco dobrą scenografią do straszenia. Dan Gilroy zebrał obsadę, o jakiej marzą twórcy dużo droższych produkcji, i nakręcił film, który dzieli widzów od premiery. Sprawdź, czy to seans dla ciebie.

„Velvet Buzzsaw” wciąż czeka na Netfliksie. Horror, w którym sztuka wystawia rachunek

„Velvet Buzzsaw” miał premierę na festiwalu Sundance w styczniu 2019 roku, a kilka dni później, 1 lutego, trafił na Netfliksa. Za scenariusz i reżyserię odpowiada Dan Gilroy, twórca „Wolnego strzelca”. Choć od premiery minęło sporo czasu, film wciąż jest dostępny na platformie i pozostaje jedną z najdziwniejszych oryginalnych produkcji w jej katalogu: na poły kpiną z rynku sztuki, na poły opowieścią o klątwie. Zwiastun można obejrzeć na oficjalnym kanale Netfliksa:

O czym jest „Velvet Buzzsaw”? Skrzynia obrazów, której nikt nie powinien był otwierać

Josephina, pracownica prestiżowej galerii w Los Angeles, znajduje na klatce schodowej martwego sąsiada. Vetril Dease żył samotnie i przez dekady malował wyłącznie dla siebie, a przed śmiercią zażyczył sobie, by wszystkie jego prace zniszczono. Josephina zamiast tego wynosi setki płócien z jego mieszkania i pokazuje je ludziom, którzy potrafią zamienić sztukę w pieniądze. Lawina rusza błyskawicznie. Morf Vandewalt, najbardziej wpływowy krytyk w mieście, pisze o Deasie z zachwytem, a galerzystka Rhodora Haze przejmuje kolekcję i podgrzewa ceny, dawkując obrazy kolekcjonerom. Martwy samotnik staje się sensacją sezonu. Wkrótce jednak osoby, które zarabiają na jego pracach, zaczynają ginąć w okolicznościach przypominających makabryczne instalacje. Im głośniej o kolekcji, tym krótsza robi się lista żywych.

Obsada „Velvet Buzzsaw”: Jake Gyllenhaal i ekipa „Wolnego strzelca” znów razem

Jake Gyllenhaal gra Morfa Vandewalta, krytyka, którego jeden akapit potrafi pogrzebać karierę albo wywindować ceny czyichś prac. Rene Russo wciela się w Rhodorę Haze, właścicielkę galerii i byłą punkówkę z zespołu Velvet Buzzsaw, od którego film wziął tytuł. Toni Collette gra Gretchen, muzealną kuratorkę, która przeszła na stronę wielkich pieniędzy, a John Malkovich artystę Piersa, gwiazdę w twórczym kryzysie. W obsadzie są też Zawe Ashton jako Josephina, Daveed Diggs jako uliczny artysta Damrish, Tom Sturridge jako konkurencyjny galerzysta Jon Dondon, Natalia Dyer jako asystentka Coco, która ma wyjątkowego pecha do znajdowania zwłok, oraz Billy Magnussen. Dla Gilroya, Gyllenhaala i Russo to drugie spotkanie po „Wolnym strzelcu” z 2014 roku, w którym duet aktorski krążył po nocnym Los Angeles w pogoni za krwawymi newsami. Tu zmienia się dekoracja, ale temat zostaje podobny: ile można zarobić na cudzym nieszczęściu i kiedy ta cena robi się za wysoka.

Dlaczego „Velvet Buzzsaw” dzieli widzów? Satyra i horror w jednym kadrze

Gilroy kpi z języka krytyki, absurdalnych wycen i ludzi, którzy traktują sztukę wyłącznie jak lokatę kapitału, a jednocześnie morduje swoich bohaterów rękami tej sztuki. Najczęściej przywoływana scena filmu rozgrywa się w galerii: zwiedzający z podziwem fotografują „instalację”, nie zauważając, że patrzą na prawdziwe zwłoki. W pamięć zapada też Hoboman, robot w masce odgrywający bezdomnego, jedna z najbardziej niepokojących rekwizytorni ostatnich lat. Po premierze na Sundance opinie się rozjechały. Część widzów doceniła przewrotny pomysł i złośliwy humor, część uznała, że film nie wybrał między kpiną a strachem. Ten spór trwa zresztą do dziś i chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego „Velvet Buzzsaw” wciąż znajduje nowych widzów.

Czy warto obejrzeć „Velvet Buzzsaw”? Sprawdź, zanim klikniesz play

To propozycja dla widzów, którzy lubią kino mieszające gatunki i nie potrzebują jasnej etykiety na pudełku. Sporo tu frajdy dla fanów Gyllenhaala, bo rola przewrażliwionego krytyka daje mu pole do aktorskiej brawury, a także dla wszystkich, których bawi wbijanie szpilki w świat wielkich pieniędzy. Miłośnicy klasycznych horrorów powinni jednak wiedzieć, że straszenie jest tu dawkowane oszczędnie, a złośliwości bywa więcej niż grozy. Seans trwa niecałe dwie godziny, a film znajdziesz na Netfliksie wśród produkcji oryginalnych platformy.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...