Jeden z najbardziej poruszających romansów tego sezonu. W rolach głównych Elizabeth Olsen, Miles Teller i Callum Turner
Wyobraź sobie, że po śmierci dostajesz tydzień i jedną decyzję, z kim spędzisz wieczność. Tak zaczyna się „Eternity. Wybieram ciebie”, komedia romantyczna z Elizabeth Olsen. Jej bohaterka trafia między dwóch mężczyzn, którzy obaj chcą zabrać ją do swojego raju.
Co przeważa po śmierci, namiętność z młodości czy oddanie zbudowane przez całe życie? Na tym pytaniu opiera się „Eternity. Wybieram ciebie”, jeden z ciekawszych romansów tego sezonu. Elizabeth Olsen gra kobietę rozdartą między dwoma mężami w świecie, w którym wieczność wybiera się jak wczasy.
Tydzień na wybór miłości na zawsze. O czym jest „Eternity. Wybieram ciebie”?
Akcja rozgrywa się w zaświatach urządzonych jak rozległa poczekalnia, coś między dworcem a hotelowym lobby, gdzie świeżo zmarli trafiają tuż po śmierci. Każda dusza ma tydzień, żeby zdecydować, w jakiej wieczności i z kim chce zostać, a wybór jest ostateczny. Joan umiera w podeszłym wieku i niemal od razu odnajduje ją Luke, jej pierwszy mąż, który zginął młodo i przez dekady czekał na nią po drugiej stronie. Chwilę później dołącza Larry, mężczyzna, z którym przeżyła 65 lat i wychowała dzieci. Obaj chcą zabrać ją do swojej wersji raju, jeden proponuje plażę i wieczne wakacje, drugi spokojny las. W tym pomyśle kryje się sedno filmu, bo Joan musi nazwać to, czego naprawdę chce, choć więcej zdradzać nie warto. Reżyser David Freyne traktuje śmierć lekko, ale pod warstwą żartu zadaje pytanie, które dotyczy każdego związku, czy miłość mierzy się siłą pierwszego uczucia, czy latami wspólnego trwania.
Olsen, Teller i Turner w trójkącie zza grobu. Kto gra w „Eternity. Wybieram ciebie”?
W roli Joan występuje Elizabeth Olsen, znana z serialu „WandaVision” i kinowych filmów Marvela, tutaj w cieplejszym, komediowym rejestrze. Larry'ego, męża, u którego boku spędziła dorosłe życie, gra Miles Teller. Pierwszą miłość, Luke'a, który zginął na wojnie i wciąż wygląda jak za młodu, gra Callum Turner. Obsadę uzupełniają Da'Vine Joy Randolph i John Early jako koordynatorzy zaświatów, którzy prowadzą bohaterów przez biurokrację wieczności, oraz Olga Merediz. Za kamerą stanął David Freyne, który napisał scenariusz razem z Patem Cunnane'em. Za produkcję odpowiada studio A24, od lat kojarzone z odważnym, autorskim kinem. Film trwa około dwóch godzin i miał premierę na festiwalu w Toronto.
Komedia o śmierci, która rozczula. Dlaczego o filmie A24 zrobiło się głośno?
Najwięcej mówi się o samym pomyśle, bo „Eternity. Wybieram ciebie” odświeża formułę klasycznych komedii romantycznych i przenosi ją w zaświaty zbudowane z humorem i pomysłowością. Zamiast straszyć śmiercią, film robi z niej absurdalnie uporządkowany świat z koordynatorami, tablicami odlotów i gotowymi pakietami wieczności do wyboru. Druga rzecz to obsada, bo zestawienie Elizabeth Olsen z Milesem Tellerem i Callumem Turnerem daje trójkąt, w którym sympatia widza chwieje się na obie strony. Krytycy chwalili lekkość i emocjonalny finał, choć część zwracała uwagę, że pod koniec pomysł na świat nieco się wyczerpuje. Na portalu Rotten Tomatoes film zebrał ponad 75 procent pozytywnych recenzji, co jak na komedię romantyczną z tak nietypowym założeniem jest wynikiem dobrym. W Polsce produkcja pojawiła się w kinach pod koniec listopada za sprawą Forum Film.
Komu spodoba się „Eternity. Wybieram ciebie”?
To propozycja dla widzów, którzy lubią komedie romantyczne z pomysłem, a nie tylko z parą ładnych twarzy. Jeśli odpowiadały ci „Co wiesz o miłości” albo starsze klasyki w stylu „Niebo może poczekać”, powinnaś poczuć się tu jak u siebie. Film stawia na ciepło, dobre dialogi i finał, który potrafi wycisnąć łzy, a przy okazji podsuwa pytanie o własne wybory w miłości. Ciekawość budzi też zestawienie nazwisk, bo Elizabeth Olsen poza uniwersum Marvela pokazuje lżejszą stronę, a A24 znów udowadnia, że potrafi zrobić kino popularne na własnych zasadach.



