Wzięłyśmy pod lupę trzy drogeryjne tusze. Za każdy zapłacisz mniej niż za dwie kawy na mieście, a jeden ma kolor, który pasuje do jesieni jak szalik do płaszcza. Każdy tusz nosiłyśmy przez kilka dni w trzech scenariuszach: na porannych zajęciach, w pracy i na wieczornym wyjściu. Oceniałyśmy pięć rzeczy, które naprawdę decydują o tym, czy mascara zostaje w kosmetyczce na dłużej.

WIDEO…

player placeholder
  1. Efekt po jednej i dwóch warstwach – wydłużenie, pogrubienie i podkręcenie;
  2. Szczoteczka – czy rozdziela rzęsy i dociera do tych najkrótszych w kącikach;
  3. Trwałość – czy tusz wytrzymuje pełny dzień bez osypywania się i odbijania na powiece;
  4. Demakijaż – czy schodzi płynem micelarnym, czy wymaga dwufazowego.

Catrice, Pure Volume Magic Brown -  jesień zamknięta w buteleczce

To nie jest zwykły brąz. Odcień 010 ma w sobie kroplę burgundu, jak gorzka czekolada z wiśnią albo kasztan wyjęty prosto z kieszeni płaszcza. Na rzęsach wygląda miękko i naturalnie, a jednocześnie robi coś, czego czerń nie potrafi: ociepla spojrzenie. Brązowy tusz to sprytny wybór dla blondynek, rudych i wszystkich, które chcą makijażu „no make-up” na zajęcia. Burgundowe tony dodatkowo podbijają zielone i piwne tęczówki. A jeśli wieczorem chcesz mocniej? Formułę można stopniować, nakładając kolejne warstwy.

  • Co obiecuje producent: długie rzęsy o intensywnej objętości i naturalnym, brązowym wykończeniu;
  • Szczoteczka: stożkowa, ma otulać tuszem każdą rzęsę;
  • Skład na plus: olej rycynowy, pantenol i kwas hialuronowy w formie soli sodowej. Formuła jest wegańska, bez alkoholu, substancji zapachowych, parabenów i mikroplastiku;
  • Dla kogo: dla fanek naturalnego makijażu, jasnych rzęs i ciepłych, jesiennych kolorów.

Eveline Cosmetics, Volume Celebrities - rzęsy gotowe na ściankę

Nazwa zobowiązuje i ten tusz dobrze o tym wie. Polska marka połączyła w nim mascarę z serum odbudowującym, więc obiecuje nie tylko efekt na dziś, ale i odrobinę troski o rzęsy na jutro. Wyprofilowana szczoteczka ma rozdzielać rzęsy, unosić je od nasady i podkręcać aż po końce, bez sklejania i grudek. Efekt ma być widoczny po pierwszej warstwie, a każda kolejna podkręca dramaturgię. To tusz dla tych, które lubią, gdy spojrzenie wchodzi do sali wykładowej trzy sekundy przed nimi. Mała buteleczka to tutaj zaleta, nie oszczędność. Przy 7 ml łatwiej zużyć tusz, zanim minie standardowe pół roku od otwarcia.

Zobacz także:
  • Co obiecuje producent: pogrubienie, wydłużenie i podkręcenie rzęs już od pierwszej aplikacji;
  • Szczoteczka: wyprofilowana, rozdziela i unosi rzęsy od nasady;
  • Dla kogo: dla fanek mocnego, wyrazistego oka i podkręconych rzęs bez zalotki.

Bell Professional, Long Lashes - dobrze skrojona klasyka

Ten tusz jest jak dobrze skrojone jeansy: nic na pokaz, wszystko na swoim miejscu. Wegańska formuła od polskiej marki Bell ma wydłużać i pogrubiać rzęsy od pierwszego pociągnięcia, a przy tym zostawić je elastyczne i lekkie. W składzie znajdziesz oliwę z oliwek, która nabłyszcza włoski, i pantenol, który je nawilża. Precyzyjna silikonowa szczoteczka ma docierać nawet do najkrótszych rzęs i rozdzielać je bez sklejania. Producent obiecuje też, że tusz nie kruszy się i nie odbija na powiekach, co docenisz, gdy po ośmiu godzinach zajęć nie masz czasu na poprawki.

  • Co obiecuje producent: wyraźne wydłużenie i pogrubienie bez grudek, trwałość przez cały dzień;
  • Szczoteczka: silikonowa, precyzyjna, dociera do kącików;
  • Skład na plus: 71 proc. składników pochodzenia naturalnego, certyfikat PETA. Według producenta odpowiedni także dla wrażliwych oczu;
  • Dla kogo: dla minimalistek, posiadaczek wrażliwych oczu i każdej, która liczy każdą złotówkę.

Nasz werdykt po tygodniach testów? Najtańsza w przeliczeniu na gram jest Bell, najbardziej jesienna Catrice, a po mocny efekt podkręcenia warto sięgnąć po Eveline. Wszystkie są nparawde cool! Nie potrzebujesz nadwyrężać stypendium, aby czarować przepięknym spojrzeniem.