Kim są „latające małpy” narcyza i jak się przed nimi chronić? To mogą być wspólni znajomi, ktoś z rodziny, a nawet dawna koleżanka
Narcyz rzadko działa w pojedynkę. Obok niego pojawiają się osoby, które wierzą w jego wersję wydarzeń, bronią go i pośrednio biorą udział w atakowaniu ofiary. W języku psychologicznym coraz częściej nazywa się je „latającymi małpami”. Warto wiedzieć, kim są i jak się przed nimi chronić.

Narcyz rzadko działa w pojedynkę. Wokół niego zwykle gromadzi się krąg osób, które chętnie powtarzają jego wersję wydarzeń, bronią go przed krytyką i pośrednio biorą udział w atakowaniu tych, którzy próbują się od niego odciąć. Coraz częściej w psychologicznym slangu mówi się o nich „latające małpy” nawiązując do „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, gdzie stado posłusznych stworzeń wykonywało rozkazy złej czarownicy. W relacjach z narcyzem ta metafora jest zaskakująco trafna: on stoi na środku sceny, one robią za jego skrzydlaty oddział.
Narcyz i jego „przyjaciele”: układ zamiast relacji
Żeby zrozumieć rolę „latających małp”, warto najpierw zobaczyć, jak funkcjonuje sam narcyz. W lżejszej wersji mówimy o rysie narcystycznym – kilku cechach, jak potrzeba podziwu czy wrażliwość na krytykę. W cięższej, o narcystycznym zaburzeniu osobowości, w którym te cechy układają się w sztywny, nieuleczalny wzorzec. Wtedy empatia jest mocno ograniczona, a punkt ciężkości relacji zawsze wraca do jednego pytania: „co ja z tego mam?”. Przyjaźń w takim wydaniu rzadko jest obustronna. Drugi człowiek pełni raczej funkcję: słuchacza, obrońcy, fana, osoby, na tle której można błyszczeć. Dla wielu „latających małp” to jednak i tak atrakcyjna rola. Lubią przebywać blisko kogoś, kto robi wrażenie wyjątkowego, przebojowego, „ponadprzeciętnego”. Sama świadomość, że są „blisko niego”, podnosi im samoocenę. Niewygodne pytania o to, ile w tej wyjątkowości jest prawdy, a ile kreacji, często nawet nie przychodzą im do głowy.
Jak działają „latające małpy” po rozstaniu z narcyzem?
Najbardziej odczuwalna staje się ich obecność wtedy, gdy próbujesz odciąć się od narcyza: zakończyć związek, przyjaźń, współpracę. Dla niego twoje odejście to cios w ego. Ktoś, kto miał go podziwiać i potwierdzać jego wyjątkowość, nagle mówi „dość”. Tego typu odrzucenie narcyz przeżywa szczególnie boleśnie. Zamiast przyjąć je do wiadomości, zaczyna szukać sposobów, by odzyskać kontrolę: albo cię przyciągnąć z powrotem, albo przynajmniej zniszczyć twój wizerunek. W tym momencie „latające małpy” wychodzą z cienia. Zgłaszają się „zatroskani” znajomi, którzy niby neutralnie pytają, co się stało, ale tak naprawdę zbierają informacje dla narcyza. Ktoś inny przekazuje ci jego wiadomości: że cierpi, że nie rozumie, że chciałby naprawić sytuację. Jeszcze ktoś delikatnie naciska, żebyś „nie była taka radykalna” i porozmawiała z nim jeszcze raz. Równolegle w waszym otoczeniu zaczyna krążyć tylko jedna wersja historii – ta, w której to on jest skrzywdzony, a ty „niewdzięczna”, „nielojalna” albo „przewrażliwiona”. Z twojej perspektywy wygląda to tak, jakby narcyz cały czas był obecny w twoim życiu, mimo że blokujesz numery, ograniczasz kontakt i próbujesz się odciąć. Gdy jedna furtka się zamyka, drzwi uchylają się gdzie indziej – właśnie za sprawą „latających małp”.
Dlaczego ich wpływ jest tak groźny?
Problem polega na tym, że role „latających małp” często pełnią ludzie, których znasz i do których masz (lub miałaś) zaufanie. To mogą być wspólni znajomi, ktoś z rodziny, dawna koleżanka. Słowa z ich ust brzmią inaczej niż bezpośredni atak narcyza. Łatwiej pod ich wpływem zacząć się wahać. Po czasie spędzonym w toksycznej relacji twoje poczucie własnej wartości i zaufanie do siebie bywa mocno nadszarpnięte. Kiedy kilka osób z otoczenia mówi, że przesadzasz, że on „naprawdę się starał”, że „każdy ma wady”, w głowie zaczyna kiełkować wątpliwość. Zaczynasz kwestionować własną pamięć i decyzję o odejściu. Dokładnie na tym zależy narcyzowi, tj. żebyś przestała wierzyć sobie, a znów zaczęła wierzyć jemu. Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt: reputacja. Jeśli „latające małpy” roznoszą po świecie jego wersję wydarzeń, możesz niespodziewanie znaleźć się w roli „tej złej” w oczach ludzi, którzy znają tylko tę część układanki. To bardzo bolesne, bo odbiera nie tylko relację, ale też zaufanie otoczenia.
Czy „latające małpy” robią to świadomie?
Bywa, że ktoś cynicznie wybiera bycie po stronie narcyza, bo mu się to opłaca. Ma dostęp do jego prestiżu, pieniędzy, kontaktów. Wtedy świadomie bierze udział w jego intrygach, naciskaniu na ciebie, podsycaniu dram. Częściej jednak to ludzie, którzy naprawdę wierzą, że mu pomagają. Przyjmują jego opowieść bez zastrzeżeń, bo nigdy nie widzieli tego, co działo się między wami za zamkniętymi drzwiami. Oddzielają „fajnego kumpla” czy „charyzmatycznego brata” od narcyza w relacji. Do tego sami boją się wypaść z łask. Widzą, co dzieje się z tymi, którzy go opuszczają, więc podświadomie wolą trzymać się jego strony, nawet jeśli oznacza to działanie przeciwko tobie. Tak czy inaczej efekt jest podobny: twoje granice są systematycznie podważane, a proces odcinania się od toksycznej osoby – utrudniany.
Jak stawiać granice „latającym małpom”?
Najważniejsze, by dać sobie prawo do ochrony własnej przestrzeni, nie tylko przed narcyzem, ale i przed jego otoczeniem. Jeśli ktoś zaczyna wypytywać cię o szczegóły waszego rozstania albo przekazywać wiadomości od byłego partnera, możesz przerwać to na wczesnym etapie. Krótkie, spokojne zdanie w stylu: „Zamknęłam już ten temat i nie chcę do niego wracać” jest wystarczająco jasnym sygnałem. Jeżeli mimo takiej informacji dana osoba nadal wraca do sprawy, próbuje cię przekonać do kontaktu z narcyzem, naciska – to moment, żeby się zatrzymać i zadać sobie pytanie, na ile ta relacja jest teraz dla ciebie bezpieczna. W przypadku dalszych znajomych czy luźnych kontaktów ograniczenie spotkań bywa najprostszą formą ochrony.
Trudniej jest, gdy w roli „latającej małpy” występuje ktoś naprawdę bliski. Wtedy warto spróbować szczerzej rozmowy: opowiedzieć, jak wyglądało twoje doświadczenie, jak się czułaś, jakie konsekwencje ma dla ciebie przywoływanie tego tematu. Można też jasno poprosić: „Jeśli chcesz ze mną być w kontakcie, uszanuj proszę to, że nie chcę rozmawiać o tej osobie”. Jeśli ktoś mimo to uparcie wraca do roli pośrednika, to niestety też jest informacja o jakości tej więzi.
Najważniejsze, by pamiętać, że nie musisz nikomu „udowadniać”, że twoje rozstanie z narcyzem było wystarczająco poważne. Twoje doświadczenie jest wystarczającym powodem, by skończyć udział w cudzym teatrze, również wtedy, gdy na scenie, oprócz głównego aktora, kręcą się jeszcze jego wierne, latające małpy.